sobota, 20 grudnia 2014

7. Koniec bywa początkiem


       Nataniel zatrzymał się w domu brata. Czy musiał? Nie, chciał. Wiedział, że tym tylko go zdenerwuje. Liczył, że zobaczy jak Joseph w końcu go zabija. Byłby chyba temu rad. Od dwóch stuleci o tym marzył. Wyobrażał sobie ten moment. Zawzięcie do niego dążył. Nie zastanawiał się co będzie potem. To go już nie interesowało. Jedyne czego pragnął to śmierć w męczarniach dla Tomka. Joseph był świetną okazją do ujrzenia tego wyczekiwanego momentu. Artemizja… rozkoszował się pięknem jej imienia. Bo było bardzo rzadkie i niespotykane. Tak jak jego ukochana Jasmina. Nie mógł o niej myśleć na trzeźwo. Gdyby tylko nadal żyła… jak to się stało, że teraz to on był tym złym a Tomeczek świecił przykładem… świat upadł na głowę. Nic jednak nie mogło zmienić jego zdania na temat tego wampirzego ścierwa. Gdyby tylko nie obietnica dana Michaelowi… nie ważne, był pewny, że znajdzie sposób aby ominąć dane słowo i doprowadzić do śmierci brata. Dom był nie urządzony, zapewne czekał na ich siostrę. Choć z drugiej strony, Nat wątpił, aby ruszyła się z Nowego Jorku. Jak wytrzymałaby bez Uper West Side? Choć z drugiej strony zakupy w Paryżu, czy Rzymie lub odwiedziny w Barcelonie były dla niej kuszące. Nie mógłby zapomnieć o rodach królewskich z którymi Amelia kochała plotkować. Dajmy na to taką księżniczkę Monako, czy księcia Anglii. Tak, zdecydowanie dom oczekiwał na jego młodszą siostrzyczkę. Porozglądał się po nim. Znalazł wiele pamiątek z życia Tomka. Nawet kamień, na którym cała ich trójka wyryła symbol jedności. Był on z czasów, kiedy jeszcze byli ludźmi. Nic nie warte rupiecie. Już nic nie znaczyła dla niego formuła „rodzina”. Był to zwykły frazes. Nic nieznaczące puste słowo. Nalał sobie whisky i usiadł na kanapie pokrytej białym płótnem. Nie musiał długo czekać na brata. Pojawił się po kilku kwadransach.                                               
 
– Ty nadal tutaj? – zapytał niezadowolony Tomek. Nat wcale nie przejmował się jego niechęcią. Od wielu lat już nie przejmował się niczym co dotyczyło jego brata.                    
 
– Tak sobie właśnie pomyślałem, że chyba zatrzymam się u ciebie. Taki duży i przestronny dom zmieści nas obu, oczywiście nie masz nic przeciwko? – jego głupawy braciszek tylko zacisnął mocniej wargi. Nat tymczasem przechylił głowę lekko na lewą stronę i przyglądał się Tomkowi. Wyglądało to dość zabawnie, jednak obserwowanego doprowadzało to do szału. Nataniel zamierzał uprzykrzać życie Tomaszowi jak tylko się dało.

Rano obudziła się sama. Wczorajszy wieczór był na prawdę dziwny. W każdym razie dziś był Nowy Rok. Podniosła się i zobaczyła jego.                                       
 
– Jezu, co ty tutaj robisz? – dopiero po chwili rozpoznała Nataniela. Brata Tomasza. Siedział w fotelu i się jej przyglądał. Naciągnęła kołdrę jak najwyżej się dało i czekała na jego odpowiedź. On jednak nadal się jej przyglądał z nieudawanym zainteresowaniem. Po dłuższej chwili zrobił znudzoną minę.                                                 
 
– Nie zbyt oryginalne pytanie. Siedzę, ale na to mogłaś sama wpaść. – był arogancki, nie miły i ją zdenerwował. Naruszył jej prywatność i wtargnął do jej domu. Wiedziała, że był wampirem i dopiero w tamtej chwili to do niej dotarło tak naprawdę. Przeraziła się już nie na żarty. Po drugie gdzie był Tomasz? Jak mógł dopuścić do takiej sytuacji?                      
 
- Widzę, że lubisz erystyczną dedukcję. Pozwól jednak, że nie będę z tobą polemizowała. Gdzie jest Tomasz? – starała się zachować spokojnie i nie dać po sobie poznać jak bardzo się go obawia. Roześmiał się. Mimo wszystko musiała przyznać, że był przystojny. Cholernie przystojny. Tomasz oczywiście również ale w Natanielu było coś bardziej… mrocznego. Coś tajemniczego i to było właśnie pociągające. Sprawiał wrażenie zaniedbanego, lekki zarost, za długie włosy, rozwichrzone na wszystkie strony. Dałaby również głowę, że miał oczy na kacu. Oczy koloru głębokiej czerni. Poczuła jak coś go do niej przyciąga. Natychmiast zamrugała i zerwała to chore połączenie jakie poczuła.                               
– Po co takie wyszukane słowa, Artemizjo. Co do mojego braciszka to zapewne zaraz się tutaj pojawi. – posłał jej niewinny uśmiech. To była stanowczo chora sytuacja. Teraz nabrała pewności, że Tomek nie ma pojęcia o jego wizycie. Zresztą jak mogła w ogóle myśleć, że jest inaczej i jakim cudem on się tutaj dostał? Tomek na pewno zamknął za sobą dom. Miał dodatkowe klucze. Z drugiej strony był wampirem. Dostanie się do jej domu nie mogło sprawić mu większej trudności.                                                    
 
– Powiesz mi co tutaj robisz? – zapytała wstając z łóżka. Strach zamienił się w złość. Jakim prawem naruszał jej osobistą przestrzeń. Uśmiechnął się przebiegle i musiała przyznać, że odrobinę przeraził ją ten uśmiech. Starała się jednak nic po sobie nie dać poznać. Jakoś niezręcznie czuła się z nim sam na sam. Chciała żeby Tomek już tutaj był.                    
 
– Chciałem cię odwiedzić. – przyjrzał się jej jakoś dziwnie. Artemizji wcale nie spodobało się to spojrzenie. Było jakieś takie naglące i jakby oczekujące na skok. Po chwili zrozumiała, że patrzył na nią jak na potencjalną ofiarę. Czy odważy się zaatakować w jej własnym domu? Na dobrą sprawę nie mogła tego wykluczyć.                   
 
– Odwiedzać nad ranem dziewczynę swojego brata. To co najmniej dziwne. – odparła. Nie czuła się pewnie rozmawiając z nim. Był przerażający i w równym stopniu pociągający. Założyła szlafrok i dokładnie się nim opatuliła.                                                              
 
– Miałaś ze mną nie polemizować. – zauważył.                                                        
 
– Przecież tego nie robię. – spojrzała na niego już nieźle wyprowadzona z równowagi.                                                                    
– Jesteś inna niż myślałem. – zauważył kompletnie zmieniając temat.                      
 
– Myślałeś? To chyba nie często ci się zdarza. Szkoda, że nie pomyślałeś zanim wtargnąłeś do mojego domu. – sama nie wiedziała co ją podkusiło aby tak go podsumować. Czekała na jego odpowiedź, bądź wściekłość. Nic takiego nie nastąpiło. Nataniel uśmiechnął się tylko. I tym razem to był szczery uśmiech.                                             
 
 Naprawdę pomyliłem się co do ciebie. W rzeczy samej chyba postąpiłem nietaktownie. Przepraszam. W ramach rekompensaty zapraszam na śniadanie. – posłał jej chyba najlepszy uśmiech jaki posiadał. Zaintrygowała go. Bała się, ale mimo to nic nie traciła ze swojej hardości. Wkurzał ją i jasno dała mu to do zrozumienia. Kiedy tutaj wszedł zaskoczył go wystrój pokoju, jego meble i wszystko inne. Większość z tych rzeczy sama przyozdabiała. Miała talent artystyczny. W dodatku była inteligentna, dowcipna i samodzielna. Nie sądził, że jeszcze kiedyś spotka kogoś takiego jak ona. Tymczasem miał ją na wyciągnięcie ręki. Istniał tylko jeden problem, jego brat.                                                            
– Nie, dziękuję. Byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś już sobie poszedł. – powiedziała z zacięciem. Powinien był to przewidzieć.                     
 
– Chyba masz rację. Do zobaczenia w szkole. – po tych słowach znikł z jej domu. I bardzo dobrze. Już wystarczająco ją nastraszył.
 
Z wielkim trudem rozpoczęła dzień. Ciągle miała przed sobą twarz Nataniela. Nie rozumiała czemu wywarł na niej takie a nie inne wrażenie. Chciała już zobaczyć się z Tomkiem, ale ten jak na złość nie odbierał jej telefonów. Nie wiedząc co ma ze sobą zrobić, zjadła śniadanie i poszła z dziadkami do kościoła. Dziś bowiem był Nowy Rok. Ludzie składali sobie noworoczne życzenia i robili nowe postanowienia. W kościele było bardzo tłoczno. Artemizja znalazła miejsca dla dziadków a ona sama wycofała się pozostawiając miejsca ludziom bardziej potrzebującym. Po krótkiej chwili ksiądz rozpoczął mszę. Rozległy się głosy wspólnej modlitwy i wzlatywały coraz wyżej i wyżej. Dziewczyna przyłączyła się do nich z całego serca. Była wierząca a po śmierci Igora to się jeszcze nasiliło. Wszystkie swoje smutki i rozterki powierzała Bogu i z nim je dzieliła. To jego prosiła o radę i błagała o przebaczenie kiedy było jej to potrzebne. Często z nim rozmawiała, od tak zwyczajnie sprzątając czy wieczorem nie mogąc zasnąć. I im dłużej to robiła tym bardziej miała wrażenie, że on jej odpowiada. Szczerze dziwiło ją czemu temat wiary w jej otoczeniu jest tematem tabu. Nie wiedziała, czemu ludzie go unikają a mimo to widywała ich wszystkich w kościele. Przez ostatnie tygodnie nie jednokrotnie zbierała się aby zapytać Tomka o jego wiarę, ale bała się. Był wampirem, zabijał już ludzi. Czy jednak wierzył w życie po życiu? W zbawienie i nawrócenie? A jeśli tak, jaki miał do tego stosunek? Te pytania zazwyczaj gnębiły ją tutaj, w tej świątyni. Ksiądz tymczasem zaczynał mówić kazanie. Już nie mówił o tym co minęło w poprzednim roku a o tym co miało nastąpić. Napominał, że tylko od ludzi zależy czy rok będzie lepszy czy gorszy. Miał rację, choć rzadko zgadzała się ze swoim proboszczem, tym razem miał rację. Po mszy wrócili do domu i Art zabrała się za gotowanie obiadu. Tomek nadal nie odbierał. Zaczynała się niepokoić. Czekała do późnego popołudnia. Około osiemnastej już nie wytrzymała i pojechała do niego. Przed domem stało kilka samochodów do przewozu mebli a bliżej wejścia, małe czarne sportowe auto. Zdziwiło ją to wszystko niepomiernie. Weszła do domu mijając się z kilkoma mężczyznami wnoszącymi do domu meble lub wychodzącymi po następne. Kiedy znalazła się w salonie jej oczom ukazał się całkiem nowy widok. Jakże był odmienny od tego co pamiętała i w zasadzie co kochała. Dom Czyńskich był ogromny. Wchodziło się najpierw do korytarza i dalej szło się kilka metrów do salonu który było widać z drzwi wejściowych. Nie cały jednak. Kiedy weszło się do salonu po lewej stronie znajdowały się schody prowadzące na piętra oraz dalej w głębi trzy okna, a po prawej był korytarz prowadzący do kilku pokoi i do schodów prowadzących do piwnicy. Na wprost wejścia była barierka. Chroniła ona przed nagłym spadkiem w dół. W salonie były wiekowe meble, regały z książkami (choć w domu była osobna biblioteka), kominek. Ona jednak kochała w tym domu okna. Były ogromne. Od sufitu do podłogi z zaokrągloną górą. Wszystko było utrzymane w kolorze czerwieni, bordo, wiśniowym. Obicia łączyły się z drewnianymi ramami. Choć na pierwszy rzut oka dom sprawiał wrażenie rodem ze średniowiecza, był bardziej nowoczesny niż mogło się wydawać. A teraz kiedy urządzono go nadal w tym samym stylu dostawiając więcej mebli było wręcz bajkowo. Tomek wyczuł ją już kiedy weszła na podwórze, ale obawiał się, że jego siostra w końcu rzuci się na któregoś z ludzi wnoszących meble. Złościła się o każdy szczegół i wszystko musiało być po jej myśli. Zjawiła się rano wraz z tymi samochodami. Nic nie mógł poradzić. Nie miał nawet czasu zadzwonić do swojej dziewczyny. Teraz jednak wyszedł z jej nowego pokoju i zszedł na dół. Objął i pocałował zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. W końcu jednak mu się wyrwała. Była zła.                                                          
 
– Jak można się nawet słowem nie odezwać? Wiesz ile razy do ciebie dzwoniłam? Martwiłam się. – uspokoił ją i zaprowadził do kuchni.                
 
– Kochanie chyba musisz wiedzieć, że przyjechała moja siostra. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że ona jest osobą publiczną i znaną w Stanach pod trochę innym nazwiskiem. Jeśli prasa ją zwęszy i my nie będziemy mieć życia. Przepraszam za dziś i proszę cię… - przerwał ponieważ do kuchni weszła jego siostra. Amelia Czyńska ją zaskoczyła. Znała ją z kolorowej prasy pod zupełnie innym nazwiskiem. Była znaną piosenkarką, słynącą nie tylko ze swojego głosu ale i licznych romansów. Amelia podeszła do niej i objęła ją po siostrzanemu.                                                       
 
– Nawet nie wiesz jak się cieszę z tego spotkania. Tomek od miesięcy mi o tobie opowiada. Niestety sprawy związane z moją praca nie pozwoliły mi tutaj przybyć wcześniej…                                         
- Taaa… ta sprawa ma na imię Robert i ma dziewczynę… - wtrącił Tomek.                
 
– Razem są tylko oficjalnie. Zresztą nie słuchaj go, zawsze był zazdrosny. Naprawdę cieszę się, że w końcu cię poznałam. – Zdziwienie Art sięgnęło zenitu. Nie wierzyła, że oto stoi przed nią, jedną z ikon amerykańskiego show-biznesu. Odwzajemniła jednak gest Amelii. Zdziwienie szybko ustąpiło miejsca irytacji ponieważ do kuchni wszedł Nataniel. Art raptownie wywróciła oczami co nie uszło uwadze Tomka.                    
 
– Artemizjo. – powiedział tamten. Dziewczyna niechętnie się do niego odezwała.
 
– Natanielu. – atmosfera od razu się zagęściła. Oboje obdarzyli się płomiennymi spojrzeniami, których w ogóle nie rozumiał ani Tomek ani Amelia. Mało tego żadne z nich nic nie powiedziało. Nataniel nie spodziewał się jej jeszcze dziś zobaczyć ale nie potrafił ukryć, że cieszy się z tej wizyty.                                                           
 
– Tak, powietrze można by nożem przecinać. W każdym razie kochana musimy wybrać się razem na zakupy. Słyszałam, że masz niezły gust. – Amelii bardzo podobało się, że Tomek znalazł w końcu dziewczynę o której ciągle mówił i która chyba kochał. W stu procentach przekonała się do niej właśnie w tej chwili. Dziewczyna miała to coś… była zadziorna. To jej się chyba najbardziej w niej podobało.     
 
– Chyba za dużo powiedziane. Poza tym jestem raczej biernym obserwatorem takich marek jak Channel, Prada, Dior. Nic wielkiego, jak każda nastolatka. – odparła. Dla Amy te słowa były niczym miód na uszy. Zaraz też zabrała ją do siebie pokazać to co ze sobą przywiozła. Zamierzała bowiem zostać tutaj na jakiś czasu. Może do puki prasa jej nie wywęszy. W tej głuszy to chyba jej nie groziło, wystarczyło kupić coś w Zarze i jakoś powinna wtopić się w tłum. Tymczasem bracia zostali sami w kuchni. Tomek mierzył Nataniela ostrymi spojrzeniami. W końcu ten nie wytrzymał i zapytał.            
 
– O co ci chodzi? – Tomek również był na skraju wytrzymałości.         
 
– Co ty do cholery wyczyniasz? Widziałeś się z nią po balu? Ostrzegam cię…                                
 
- Tę gadkę już słyszałem. – odpowiedział już bardziej rozbawiony niż zirytowany. Bawił go strach brata.                     
 
– Art jest moją dziewczyną, kocha mnie a ja ją. Odczep się od niej i daj spokój nam obojgu. Dobrze ci radzę… - na te słowa jednak coś się w nim podniosło. Jakim prawem on mu cokolwiek zabraniał? Jak śmiał się tak do niego odezwać? Mały, nic nieznaczący padalec.                      
– Nie zawsze była twoja. – wysyczał. Tomek się wściekł.                           
 
– Chcesz powiedzieć, że też nie zawsze może być… Natanielu przez ostatnie dwieście lat schodziłem ci z drogi, bo uczyniłem ci największą zbrodnię jaką można popełnić. Nic nie mam na swoje usprawiedliwienie, ale jeśli tkniesz Artemizję, przestanę na to zważać. Jeśli zrobisz jej jakąkolwiek krzywdę nie spocznę do puki cię nie zabiję i nawet Michael mnie nie powstrzyma. Teraz wybacz, muszę iść do „swojej” dziewczyny. – zdenerwowany jak nigdy dotąd wyszedł z kuchni i skierował się do pokoju siostry. Nat tymczasem uśmiechnął się sam do siebie. Był bardzo rad temu, że w końcu Tomek otwarcie mu zagroził. Jeśli uda mu się sprowokować brata to w jednym rozdaniu go zabije i zniszczy w oczach Artemizji. To był dobry plan, teraz jednak musiał się dowiedzieć po co jego uroczy braciszek tutaj przybył. Na pewno nie był to jego pomysł. On zawsze wolał siedzieć w dużych miastach typu Londyn, Nowy Jork. A jednak jest tutaj i kupuje dom, czyli chce zostać tutaj na dłużej. Za tym musiał stać ten jego Rafael. Tylko dla niego Tomcio mógł osiedlić się w tak uroczym miejscu. Natowi spodobał się klimat Grabowa i Wierzbinowa. Małe miejscowości, żyjące swoim własnym życiem. Tutaj czas biegł dużo wolniej. Tutaj w każdym momencie można było się zatrzymać i spojrzeć na swoje życie.

Następnego dnia Artemizja razem z Magdą pojechały do szkoły autobusem. Tomek bowiem musiał nadal czuwać nad Amelią. Dziewczyna nie sprzeciwiała się temu wcale. Polubiła jego siostrę, która była bardzo otwartą osobą, mimo swojego wampirzego życia. Po prostu była kimś zwyczajnym. Z przystanku do szkoły było około czterystu metrów. Dopiero pod szkołą zauważyła Nataniela. Stał przy samochodzie. Patrzył na nią. Co tu robił Nataniel? Dlaczego ją tak irytował i dlaczego Tom tak się go obawiał? Jeszcze wczoraj ją przed nim przestrzegał i prosił aby trzymała się od niego z daleka. O co chodziło Tomkowi mówiącemu, że grozi jej niebezpieczeństwo? Nie wiedziała. Jedyne co zauważyła, to wzajemna nienawiść pomiędzy braćmi. Musiało się między nimi wydarzyć coś w przeszłości.                                        
 
– Kto to jest? – zapytała Magda.                                                           
 
– Uosobienie zła. – odparła. Nat zaczął iść w ich stronę co wcale nie spodobało się Artemizji.                   
 
– Witaj Artemizjo. Pewnie dziś tęskniłaś gdy mnie nie ujrzałaś? – zapytał obłudnie. Magda wytrzeszczyła na nią oczy. Miała ochotę mu przyłożyć. Powoli się odwróciła w jego stronę.                               
– Czego chcesz? – zapytała. Spojrzał na dziewczynę i najpierw był to jego typowy wzrok, drwiący i obłudny, ale po chwili zmienił się w poważny.                                        
 
– Witaj, Nataniel Czyński. Jestem bratem Tomasza. Ty zapewne jesteś przyjaciółką Artemizji? – podał Magdzie rękę a ta zaniemówiła na jego widok. Art tylko się bardziej zirytowała i lekko uderzyła przyjaciółkę łokciem aby jakoś przywołać ją do teraźniejszości.                                      
– Miło mi Magda Tokarska. – podała mu rękę a on ją lekko uścisnął. Potem dopiero zwrócił się do dziewczyny brata.   
 
– Zaraz tak bezpardonowo… też jestem uczniem tej szkoły i tak się jakoś złożyło, że w twojej klasie. Miałem nadzieję, że pokażesz mi szkołę i takie tam frazesy. – znów to robił. Uśmiechał się zniewalająco, że nawet jej było trudno się oprzeć.                                        
 
– Och, bo uwierzę, że jesteś taki bezbronny. Natanielu nie jesteś już dzieckiem poradzisz sobie, a teraz wybacz nam, musimy iść do szkoły. – odwróciła się i chciała odejść ale zatrzymał ją jednym krótkim zdaniem.                                 
 
– Pogadaj z Tomkiem, dlaczego na swój dom wybrał akurat to miejsce. – zanim dziewczyna się odwróciła jego już nie było. W pierwszym odruchy zbagatelizowała jego słowa, jednak kiedy została w szatni sama tłukły się one w jej głowie. Przecież kiedy dowiedziała się kim jest Tom sama zadała sobie podobne pytanie. Potem jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zapomniała o wszystkich swoich obawach. Teraz, wraz z przybyciem Nataniela, przybyły nowe pytania. Jak na zawołanie wampir pojawił się w jej boksie.                               
– Nat czego ty ode mnie chcesz? Nawet cię nie znam a już nie lubię. – minęła go i poszła na „kanapę”. Szedł za nią.                                                            
 
– Może po prostu przyjmujesz o mnie opinię mojego brata, która nie jest zbyt pozytywna. – odwróciła się do niego i spojrzała mu w oczy, które iskrzyły dziwnym blaskiem. Na ustach igrał mu uśmiech a cała jego poza była nonszalancka. Dziewczyna jednak zamiast zdenerwowania czy irytacji uśmiechnęła się do niego. Doskonale znała tę pozę z autopsji. Stosowała ją i doskonaliła. On jednak chyba był lepszy od niej w tej dziedzinie. Nataniel zdumiał się jej reakcją.           
 
– Zaskakujesz mnie na każdym kroku. Jesteś…                                                    
 
- No słucham, jaka jestem? Czy jesteś w stanie określić mój charakter po dwóch spotkaniach i jednej rozmowie? Jeśli w rzeczy samej tak jest to proszę, słucham cię z ciekawością. – wamp oniemiał. Miał ponad osiemset lat a ta ludzka istota zaskoczyła go jednym podrzędnie złożonym zdaniem, zresztą niezbyt dobrze skomponowanym składniowo. Nie odpowiedział a ona nie czekała. Zarzuciła swoimi pięknymi, długimi, ciemnymi, włosami i odeszła w swoją stronę zostawiając go skonfundowanego na środku korytarza. Sam nie wiedział co o niej myśleć. Była zadziorna, agresywna a jednocześnie słodka i finezyjna. Taka mieszanka charakterologiczna nie zdarzała się często. Właśnie dlatego tak go zaintrygowała. Jego uczucia w stosunku do niej były na razie ambiwalentne. Miała racje, musiał ją lepiej poznać i chyba już wiedział jak to zrobić jednocześnie odciągając od niej swojego prymitywnego brata. W czasie kiedy Artemizja zmagała się z Natem, Tomasz próbował jakoś wyjaśnić wszystko Amelii. Kiedy w końcu skupił jej uwagę na sobie i opowiedział po krótce o wszystkim jego siostra wpadła w szał.                                        
– Ty ograniczony kretynie, bezrozumny, tępy, zakuty, bezmózgi, niepojęcie głupi idioto!!!! Jak mogłeś w ogóle wejść w ten pomysł?! Wiesz co to oznacza dla ludzkiej rasy?! Jezu jak można być tak pozbawionym myślenia…. Ty sądzisz, że Art ci ot tak wybaczy? Kiedy dowie się prawdy skreśli cię raz na zawsze i będzie miała rację. Imbecyl, wariat…                                                      
- Chyba już wyczerpałaś zakres określeń na moją głupotę…. – wtrącił jej co jak się okazało było bardzo złym pomysłem.                                                                
 
– Pamiętaj, że zostały mi jeszcze inne języki. Tomek, czy ty naprawdę nie wiedziałeś w co się pakujesz? – wampir westchnął.               
 
– Oczywiście, że wiedziałem. Wtedy myślałem innymi kategoriami. To co wyrządziłem Natowi… to mnie zabijało…. Nie potrafię sobie tego wybaczyć i zatraciłem się w tym wszystkim. Pojawił się Rafael, zaopiekował się mną. Siostrzyczko ostatnie dwieście lat były dla mnie męczarnią… wysłał mnie tutaj i poznałem ją. To było jak cud… wiedziałem, że na nią nie zasługuję, ale nie mogłem się jej oprzeć… zakochałem się jak szczeniak. – skończył. Siostra położyła mu dłoń na ramieniu. Już nie krzyczała, teraz tylko go wspierała.                    
– Musimy wymyśleć jak zapobiec katastrofie. A jeśli nie to przynajmniej co zrobić aby twoja dziewczyna cię nie znienawidziła. – Tomek wiedział, że musi jej powiedzieć o czymś jeszcze.       
 
– To nie wszystko. Nataniel nie pojawił się tutaj przypadkiem. Wiem, że Joseph szukał mnie u ciebie, ale w końcu chyba znalazł u naszego brata. Ma zamiar tutaj przybyć. – Amelia odruchowo się wycofała. Joseph był nią zafascynowany i tylko zakaz od Michaela trzymał go z dala od niej. Tutaj jednak nie było ich opiekuna a Joseph mógł zjawić się w każdym momencie. Wampirzyca jednak dość szybko doszła do siebie.                               
 
– Musisz powiedzieć Art o Josephie. Najpierw zajmiemy się nim, później pomyślimy o Rafaelu. Z tego co mówiłeś mamy jeszcze trochę czasu. Zorganizuję spotkanie dziś wieczorem. Nas wszystkich. – dodała z naciskiem widząc niechętna minę Tomka. Obawiał się swojego brata. Nie chciał z nim w żaden sposób współpracować, przebywać i żyć. Nataniel pałał do niego obrzydzeniem i Tomek wolał aby tak pozostało. Trzymając się z dala od brata miał większe szanse na przeżycie i spokój. I chyba mniejsze wyrzuty sumienia. Nat doskonale wiedział co robi wprowadzając się do starszego brata. Samo patrzenie na niego powodowało u Tomka chęć samobójstwa. Wiedział, że wyrządził mu największą krzywdę jaką się da, ale… nie w zasadzie nie było żadnego „ale”. Nat miał pełne prawo oczekiwać od Tomka śmierci. Dopiero teraz, kiedy poznał Art zrozumiał jak bardzo go zranił. W zasadzie zabił, choć śmierć byłaby o stokroć lepsza od tego w czym kazał mu egzystować.        
– Jedź do niej i spędźcie ten ostatni dzień bez problemów najcudowniej jak się da. – szepnęła mu siostra a sama już dzwoniła gdzie trzeba i załatwiała… sam nie wiedział co. Posłuchał jej jednak i wyszedł z domu.

- Kto zacytuje mi Norwida? Na dziś był zadany wiersz. Natanielu masz tydzień aby przyswoić materiał. – w klasie zapanowało milczenie. Nauczycielka była zdruzgotana. Jak te dzieciaki miały napisać maturę nie znając jednego z największych poetów polski? Nie potrafili wypowiedzieć choć jednej jego myśli. To nie mogło się dobrze skończyć. Oczywiście jedna jej uczennica, no może dwie znały odpowiedź na jej pytanie, ale przecież do matury chcieli podejść wszyscy.                      
 
– Słuchajcie, to nie są moje wymysły. Gdyby ode mnie to zależało, nie musielibyście się tego uczyć, ale dobrze wiecie, że taki mamy program. – jej nowy uczeń wstał. Kobieta spojrzała na niego z zainteresowaniem. Obaj Czyńscy byli niewiarygodnie atrakcyjni. Choć była nauczycielką i nie powinna na takie rzeczy zwracać uwagi, nie dało się o tym nie wspomnieć.                                                  
- "My nic nie wiemy, my przez całe życie Chcemy coś wiedzieć, ale nic nie wiemy. Rośniem zaprawdę – cóż, gdy i powiecie Rośnie – a nigdy go nie przeciągniemy. Świat – to powiecie, my zaś – wieczne dzieci: Bawim się cieniem i przed cieniem drżemy; Trwoga ta skrzydłem błyskawicy wzleci, I znów nam dobrze, i znów nic nie wiemy. Krzyż tylko jeden, wyciągnąwszy dłonie, Starców po dawnej znajomości wita, Młódź błogosławi – a rozdarte skronie Z chmur wychylając – w oczach dzieci czyta; Czy im te wstęgi, co tak bujnie płyną, Zdadzą się na co, i czy nie zginą? O, nie zginą! bo do puki skrycie, Cicho a dzielnie, myślą, nie zaś krzykiem, Boleść zakwita – i ciernistym smykiem Gra nam po sercach, póty nasze życie! – w klasie zapanowało milczenie a on nadal uporczywie wpatrywał się w Artemizję. Dziewczyna zaczerwieniła się i nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Wszyscy szeptali po kątach. Miała tego dość. Nikt nigdy jej tak nie potraktował. Czego on chciał? Czemu wystawiał ją na pośmiewisko całej klasy? Nie mogła sobie na to pozwolić. Jej duma krzyczała o zemstę. Na szczęście zadzwonił dzwonek i wyszła z klasy. Ku jej zaskoczeniu i radości na korytarzu stał Tomek. Patrzył na nią i uśmiechał się z miłością. Coś ją tknęło kiedy do niego szła. Przypomniała sobie słowa Nataniela. Wątpliwości wzięły nad nią górę i kiedy się przywitali nie potrafiła z nim rozmawiać o niczym innym. Jednak zapytać też się bała. A on zabrał ją ze szkoły. Jechali gdzieś samochodem. Nie wiedziała ani po co, ani gdzie. Bała się go zapytać o coś innego, niż gnębiące ją myśli.       
 
– Art powiedz mi co się dzieje? – zapytał spokojnie choć w środku targały nim uczucia. Jego ukochana czymś się trapiła. Bał się ją stracić, ale powoli przyjmował do świadomości taką myśl. Art miała swoje przekonania. Wierzyła w pewne idee i trzymała się pewnych zasad. Jego siostra nie znała jej tak dobrze jak on. Dziś musiał z nią po prostu zerwać. Tylko tak mógł ją chronić. Zatrzymał się na pewnym wzgórzu z którego było widać dolinę i całe leżące w niej miasto. Kiedy była piękna pogoda widać stąd było góry.       
 
– Dlaczego akurat to miejsce wybrałeś na nowy dom? – zapytała w końcu. Nataniel namieszał jej w głowie. Może słusznie.                                               
 
– Bo jest tutaj spokój. Niestety nie o tym musimy porozmawiać. Amelia wysłała mnie abym spędził z tobą najcudowniejszy dzień życia, ale myślę, że ja na to nie zasługuję. Nie znasz mnie. Pokazałem ci się ze strony jąka pragnąłem zawsze posiadać. Jednak dopiero przy tobie stałem się dobry. Miałaś rację trzymając się ode mnie z dala. Widzisz to Nataniel zawsze był tym dobrym, a ja uczyniłem mu największe zło jakie tylko można. Ma pełne prawo mnie nienawidzić. Art przez swoja głupotę sprowadziłem w te strony Josepha który pragnie mojej śmierci. Niestety to podły drań który wykorzysta ciebie aby dostać się do mnie. Nie potrafię go powstrzymać sam…. – zamilkł. Wiedział, że to już koniec. Dziewczyna stała obok niego i nie bardzo pojmowała jego słowa. Ktoś chciał go zabić, ja wykorzystać, Tomek zrobił coś Natowi… za dużo tego na raz. Z tych wszystkich myśli wypłynęła jej jedna. Kochała go i bez względu na to co mówił, nie była w stanie przestać. Czuła, że chce ją tam zostawić, ale nie zamierzała mu na to pozwolić.                                                        
 
– Nie ważne… nie obchodzi mnie co robiłeś zanim mnie poznałeś, ani co wyrządziłeś Natowi. Zrozum, że cię kocham i co by się nie działo będę cię wspierać. Razem przejdziemy przez…                                                          
 
- Dziewczyno to nie jest książka czy film. Tutaj nie będzie happy endu. Joseph to zagrożenie. Nie od razu mnie zabije. Najpierw każe patrzeć na twoje cierpienie. Zabije twoich bliskich i doprowadzi cię na skraj wytrzymałości. Sprawi, że mnie znienawidzisz, a potem kiedy oboje już będziemy myśleć, że nic gorszego się nam nie przytrafi zacznie cię torturować a na końcu cię zabije. Mało tego później zacznie torturować moją rodzinę, ale to już nie ważne. Art musimy się rozstać zanim ktoś, kto nie powinien dowie się o nas. – zapadła głucha cisza. Dziewczyna nie chciała rozumieć jego słów. Były przerażające. Na powietrzu było zimno ale ją zamroziły jego słowa. Były tak straszne i brutalne… jak on w ogóle mógł je wypowiedzieć, tyle zła, tyle śmierci i tragedii…. Patrzyła na całkiem innego człowieka. Cofnęła się kilka kroków w tył. Wtedy do niej dotarło. On się bał. I to panicznie. Chciał uciekać, zamiast stać i walczyć. Czy w rzeczy samej zagrożenie było aż tak realne jak jej to przed chwila opisał? Dlaczego ją odtrącał?                                          
 
- Nie. – powiedziała z przekonaniem
 
– Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Zginę, to zginę… bez ciebie moje życie nie miało sensu. Żyłam nie wiedząc co ze sobą zrobić, to ty pokazałeś mi, że można inaczej. Tomek nie pozwolę ci odejść. – wampir patrzył na nią pozornie ze spokojem, ale w głębi toczyła się w nim walka. Kochał ją ponad wszelką miarę. Nawet jeśli rozsądek kazał mu zakończyć tę rozmowę, nie potrafił. Stała przed nim, taka bezbronna i ufna. Patrzyła mu w oczy wzrokiem tak miłosiernym i błagalnym, że nie potrafił jej w tamtym momencie odmówić niczego. Objął ją jedynie.                                                               
 
– Zginiemy, wszyscy zginiemy. – szepnął ale ona udała, że tego nie słyszy. Wtuliła się w jego pierś, jak dziecko, które po ciężkim dla niego przeżyciu, czepia się matki i nie zamierza jej już wypuścić z ramion. Pragnęła aby ból znikł z jego oczu.       
 
– Marzniesz. Nie potrzebnie wyciągnąłem cię aż tutaj. Chodź, jedziemy do domu. – zabrzmiało to tak spokojnie i trywialnie. Jakby przed chwilą w ogóle nie rozmawiali o tragicznej śmierci, jaka może spotkać ich oboje. Nic nie pasowało jej do obecnej sytuacji i tego pięknego widoku na okolicę. To miejsce miała już na zawsze zapamiętać jako to które wyznaczyło im próbę. Czy ją przeszli? Odpowiedź miała nadejść w krótce. Wsiedli do auta i wrócili do domu.                    
 
 
- O Tomeczek. Dziecko dobrze, że jesteś. Pomożesz mi z tym słoikiem. – babcia jak zawsze była oczarowana Tomkiem. Artemizję bardzo to cieszyło. Poszła do siebie a jej chłopak najpierw pomagał babci przy obiedzie a po nim dyskutował z dziadkiem o polityce. Czasami zastanawiała się czy on na pewno przyjeżdża tutaj do niej. Dla swojej dziewczyny znalazł czas dopiero około siedemnastej. Siedziała na łóżku i czytała książkę. Przyszedł i położył się obok niej. Było jak dawniej. Gdy jeszcze o niczym nie wiedziała i nie groziła im nieunikniona tragedia, Gdy żyła w błogiej nieświadomości.                                       
 
– Kocham cię. Nie ważne co się stanie, nie ważne czego się jeszcze o tobie dowiem Kocham cię. – pocałował ją.                                                                  
 
– Kocham cię. Zawsze będę cię chronił. Za wszelka cenę. – odpowiedział. Przytuliła się do niego. Tak właśnie powstają wspomnienia, pomyślała. Kiedyś, kiedy nic im już nie będzie groziło wspomną, że wyznali sobie miłość. Mimowolnie na myśl przyszedł jej widok matki, której szczerze i oddanie nienawidziła. Nigdy o nią nie dbała. Wychowała ją babcia. Matka Art zawsze uważała córkę za błąd. Za pomyłkę w swoim życiu. Na co dzień skrzętnie to ukrywał, ale bywały momenty kiedy mówiła jej to wprost wykańczając dziewczynę w ten sposób. W końcu znalazła sobie faceta i wyprowadziła się. Olała własne dziecko. Nie potrafiła pokazać córce jak ma żyć, jak ma wkroczyć w dorosłe życie. Nie było jej nigdy kiedy jej potrzebowała. Nigdy. Wszystko co robiła było skierowane przeciwko Art. Nie potrafiła jej wybaczyć tych błędów. Kiedyś się oszukiwała. Kiedyś myślała, że ją kocha. Po śmierci Igora zrozumiała, że to nie prawda. Wtedy się odnalazła a potem pojawił się Tomasz. Kochała go nad życie. Nie mogła go stracić.

      Art zasnęła w jego ramionach. Wampiry wszystko odczuwają kilka razy silniej niż ludzie. Jeśli kochają, kochają mocno i stale. Jeśli cierpią to je zabija. Art pomimo swojego człowieczeństwa kochała go równie mocno jak on ją. Bała się. Nie wiedziała co będzie jutro. Nie wiedziała, czy jutro w ogóle nadejdzie a jednak ponownie mu zaufała. Nie mógł jej zostawić, pomimo tego, że tak by było najbezpieczniej dla niej. Nie mógł. To by go zabiło.                          
– Jakie to wzruszające, chyba się popłacze. – Nataniel i Amelia przybyli aby porozmawiać.                                                           
 Daruj sobie złośliwości. Wystarczająco jej dziś zepsułeś humor. Niech śpi. Co z dziadkami? – Amelia skinęła głową na znak, że się tym zajęła. Lekko odsunął od siebie jego ukochaną i wstał. Wychodząc spojrzał jak pogłębia się jej sen. Usiedli w jej kuchni.                                                                  
– Mamy jakiś plan? – zapytał Tomek. Patrzył na swoją siostrę, ona na Nataniela. Nie spodziewał się, że to właśnie on mu odpowie. Ku jego zdenerwowaniu i zaskoczeniu to właśnie on zaczął.                                  
 
– Jak wiemy Josepha nie da się tak po prostu zabić bo jest jednym z Pierwszych. Zadarłeś z nim, co było głupotą, jednak czego można się było po tobie spodziewać?                   
 
- Masz mi do powiedzenia coś jeszcze mobilizującego czy skończyłeś? – Braci naprawdę niewiele dzieliło od kłótni i rzucenia się na siebie. Obaj mieli silne charaktery. Obu zależało na dziewczynie, choć na dwa różne sposoby. Tom nie miał ochoty się z nim kłócić. Nie dziś.                                                                 
– Jak wiesz coś by się tam jeszcze znalazło. Nasz kochana siostra jednak zaraz się na mnie rzuci więc przejdę do sedna sprawy. Musimy przekonać Michaela aby nam pomógł. – chyba zwariował. To miał być ten ich cudowny plan? Wampir roześmiał się groteskowo.                                                        
- Dlaczego od razu się nie poddamy? Czy wyście rozum stracili? To jest nie realne, nie wykonalne, nie możliwe….            
 
– Uspokój się. Ostatnie czego nam teraz potrzeba to twoja panika. Michael może i nie jest skory do pomocy ale w końcu jesteśmy rodziną. Poza tym nie widzę innego rozwiązania. – Amelia miała rację. Nie było innego rozwiązania. Poza tym jeśli nie on to kto? Problem jednak nie leżał w tym, że to on był ich szansą, a w tym, że najstarszy Czyński ostatnio mocno nadszarpnął cierpliwość Michaela.                     
 
– Kto do niego pojedzie? – zapytał już spokojniej. Czuł, że to powinienem być on, ale nie chciał. Nie mógł jej zostawić. Nie teraz. Nie kiedy ponownie mu zaufała.                 
 
– To chyba jasne kochasiu. Ty. – szelmowsko odpowiedział jego brat. Czasami miał ochotę go zabić. Potem jednak przed oczami stała mu tamta chwila sprzed dwustu piętnastu lat i od razu pokornie znosił jego drwinę, kpinę, pogardę i szyderstwo. Zasłużył na nie. Mimo wszystko nie zostawi dziewczyny.
 
– Nie ma mowy. Wiem, że to moja wina, ale jej nie zostawię. Nie mogę. To by ją zniszczyło. Ona sobie nie poradzi. – to było gorsze niż tragedia Szekspira. Miał zostawić Artemizję choć oboje tego nie chcieli, choć oboje właśnie podjęli wprost przeciwną decyzję. Nie!                                                                 
- Tomaszu wiem jak musisz się czuć ale to twój problem. Nie mówię tego bo nie chcę ci pomóc, tylko dlatego, że Michael tak to widzi. To ty musisz prosić o pomoc. – miała rację. Tylko Michael mógł im pomóc i tylko on musiał prosić go o pomoc.                          
 
– Dobrze. Amelio zostaniesz z nią? – siostra odwróciła wzrok.                                          
 
– Wiesz, że bym to zrobiła, ale nie jestem dość silna. Jeśli Joseph się pojawi nie obronie Art. Poza tym doskonale wiesz jak on na mnie reaguje… – no tak. Amelia nie mogła pić ludzkiej krwi. Uzależniała ją. Popychała do szaleństwa. Działała jak narkotyk który uzależniał już po kilku kroplach, poza tym Joseph jej pożądał w sposób w który nie powinien. Pozostawał Nataniel. najgorszy wybór z możliwych, ale chyba innego nie miał.              
– Niby dlaczego miałbym ci pomóc ochronić kobietę którą kochasz skoro ty mi moją odebrałeś? – spojrzał na brata z całą nienawiścią tych lat. Miał rację. Nie Tomek nie miał najmniejszego prawa prosić go o pomoc.                                           
 
– Nie rób tego dla mnie. Zrób to aby kolejna niewinna nie ucierpiała. – odparł. Tylko w ten sposób mógł przekonać Nataniela do współpracy. Widział jak bije się z myślami. Nie chciał śmierci Artemizji. W jakiś pokrętny sposób mu się spodobała. Tom nie wiedział jeszcze czy to dobrze czy źle, ale jeśli tylko tak miał ją chronić to mógł się zgodzić na tę chorą fascynację. Nat właśnie na coś takiego liczył. Oczywiście zgodzi się, ale ta chwila patrzenia jak Tomasz żyje w niepewności dała mu chorą satysfakcję. Wtedy na myśl przyszła mu Art i po raz pierwszy od dwóch stuleci coś się w nim ruszyło. Coś zaczęło go dusić od środka i satysfakcja, którą przed chwilą odczuwał zamieniała się w ogromną mackę która waliła w jego wewnętrzne mury ochronne.                                 
 
– Robię to tylko dla niej. – wydusił w końcu.                                      
 
– Pomimo tego i tak ci dziękuję. Ona jest dla mnie wszystkim. – pożegnali się i Tomek wrócił do pokoju Art. Dziewczyna spała. Przytulił się do niej. Tak strasznie ją kochał, że sama myśl, iż coś może ją złego spotkać bolała. Była taka krucha. Taka ludzka. Była jak gwiazdka z nieba, na którą wiemy, że nie zasługujemy a jednak ją przyjmujemy. Obudziła się.                                                          
 
– Jesteś. – była zaspana i taka słodka. Nie potrafił sobie wyobrazić jak mogłoby ją` spotkać coś strasznego.                                                             
 
– Jestem. I do puki mnie nie wyrzucisz i nie każesz zniknąć ze swojego życia będę tutaj. Kocham cię. – te sowa wyraźnie ją obudziły. Spojrzała mu w oczy. Jak zawsze o nic nie pytała. Nie była ciekawa skąd nagle u niego takie deklaracje. Wiedziała, że w końcu się dowie. To w niej kochał najbardziej.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz