czwartek, 18 grudnia 2014

6. Nataniel


      Dni mijały jeden za drugim. Święta Bożego Narodzenia przyszły szybko. W szkole ogłoszono bal sylwestrowy. W ostatnim dniu przed wigilią wszystko zdawało się być zapięte na ostatni guzik. Potrawy kończyły się gotować, choinka już czekała na to aby jutro zaraz po śniadaniu ją ubrać, dom był wysprzątany a goście powoli ściągali z całej Polski. Art witała wszystkie ciotki, wujków i garść kuzynów. Od lat bowiem tradycją Miłorzębskich było ściąganie na Święta do tej małej miejscowości z której wszyscy się wywodzili. Wśród wszystkich gości Art wyczekiwała tylko na tego jedynego, tego który od kilku tygodni władał nią i jej sercem. To było wręcz niespotykane jak oboje zmienili się pod wpływem wzajemnych uczuć. Ona była niczym do rany przyłóż. Pomagała każdemu kto tylko tego potrzebował w dodatku solidnie poprawiła się w nauce, nie chcąc odstawać w niczym od swojego chłopaka. On… cóż… kiedyś niedostępny, teraz trzymał chyba ze wszystkimi. Nie zatracili się w tym co posiadali a tylko się rozwijali. W końcu kiedy nadszedł wieczór, podjechał jego samochód. Uśmiechnęła się do wszystkich i przeprosiła na chwilę. Od dawna pragnęła aby wszyscy poznali jej chłopaka. Dziadkowie tylko uśmiechnęli się do siebie na to jej zniecierpliwienie. Oboje pokochali Tomka jak własnego wnuka. Byli wielce radzi, że ich wnuczka dzięki niemu stała się bardziej otwarta, zaczęła się naprawdę przykładać do nauki. W dodatku Tomek był bardzo miły i uprzejmy.                        
 
– Czemu tak długo? – zapytała kiedy zdejmował płaszcz. Dopiero po chwili zwróciła uwagę, że wampir ubrany jest dość… dobrze. Trampki, czarne spodnie, biała koszula z czarną kamizelką, miała podwinięte rękawy i oczywiście nie była zapięta do jednej trzeciej długości. Dziewczyna poczuła się przy nim niczym szara myszka. On tymczasem wziął ją w ramiona i pocałował dość namiętnie. Kolana się pod nią uginały za każdym razem kiedy tak robił. Zapominała wtedy o boskim świecie.                     
 
– Przepraszam, telefon od siostry mnie zatrzymał. Idziemy? – wyciągnął do niej rękę. Podała mu swoja dłoń i poszli do pokoju który nazywano salonem.   
Marysia była bardzo dobrą kuzynką Art. To oznaczało, że dziewczyny przyjaźniły się ze sobą i o wszystkim sobie mówiły. Teraz jednak zmieniło się to. Artemizja półsłówkiem nie pisnęła o nowym chłopaku. To zastanawiało Marię, ale miała nadzieję, że mimo to wszystko jest w porządku. Potem do pokoju weszła jej krewna ze swoim nowym chłopakiem. W pierwszej chwili Marii opadła szczęka. Facet był istnym bogiem. Był przystojny, dobrze ubrany a wkrótce zauważyła też, że zapatrzony w Art jak w obrazek. Wtedy całkowicie przestała mieć wątpliwości, iż coś się może z nią dziać niedobrego.                       
 
– Chciałabym wam przedstawić Tomka, mojego chłopaka. – w pokoju zapanowało milczenie. Wszyscy patrzyli na niego z zaskoczeniem. Tomek tylko podrapał się swoim zwyczajem po głowie i uśmiechnął. Wtedy do salonu weszła babcia jego dziewczyny. Widząc Tomka uśmiechnęła się szeroko.                                      
 
– No w końcu jesteś, kochaneczku. Czekałam na ciebie z kolacją. Choć, pomożesz mi z tacą. – zabrała go ze sobą a on tylko zdążył posłać wszystkim przepraszający uśmiech. Takim sposobem sytuacja się rozluźniła. Potem wszyscy zasiedli do kolacji. Opowieści i śmiechów nie było końca. Jednak Art i Tomek wydawali się od tego dalecy. Wpatrzeni w siebie nie specjalnie zwracali uwagę na wszystkich dookoła. Po kolacji sytuacja nie uległa zmianie. W końcu Marysia przysiadła się do nich.
 
– Czyli mówicie, że poznaliście się w szkole. Kurczę, czemu w mojej nie ma takich przystojniaków jak ty? No ale, jeśli chodzi o facetów, Art zawsze zgarniała tych lepszych. – roześmiała się, ale jej kuzynka już nie. Art bowiem uświadomiła sobie, że pomimo całego szczęścia jakie posiadała, Tomek nie był ideałem. Był wampirem. Z zasady powinien ją zabić. Tymczasem on ją kochał i była tego w stu procentach pewna. Nigdy jej nie skrzywdzi, bo przecież by nie mógł. Nie krzywdzi się osób, które się kocha. Odgoniła więc złe myśli i wdała się w rozmowę z Marysią. Święta minęły im bardzo szybko. Zaraz po nich pojechali do szkoły pomagać w przystrajaniu sali na bal. Ku zaskoczeniu dziewczyny było tam na prawdę wiele osób. Ona i Magda wycinały różne różności z papieru a Tomek pomagał chłopakom w zawieszaniu balonów, serpentyn, wstążek i światełek wszelkiego typu. Śmiechu było tam co nie miara. Jednak chyba Kasia i Krzysiek wywołali największe salwy śmiechu. Chłopak bowiem wszedł na drabinę i przypinał łańcuchy światełek. Nie chcąc co chwila schodzić i przestawiać urządzenia na którym stał, skakał na nim, tym samym je przesuwając. W pewnym momencie na salę weszła Kasia. Art zawołała ją do siebie. Uśmiechnęła się i już miała podejść, kiedy zobaczyła co robi Krzysztof. Jej mina natychmiast stała się pochmurna. Dziewczyna z prędkością światła znalazła się obok niego. On jej nie zauważył a ona krzyknęła.                 
 
– Kretynie jeden, zamierzasz się zabić czy jak?! Jeśli sądzisz, że spadając z drabiny wymigasz się od tańca to się grubo mylisz! – chłopak zaskoczony tymi krzykami zachwiał się na drabinie i o mały włos nie spadł. Tomek jednak będąc obok ustabilizował drabinę i wszystko skończyło się dobrze. Krzysiek zszedł na dół z bananem na ustach, po czym dostał w twarz od Kaśki.
 
– Nawet połamany i w gipsie pójdziesz ze mną na ten bal i będziesz tańczył! – wrzasnęła, odwróciła się do niego plecami i jak gdyby nigdy nic podeszła do stolika Artemizji i Magdy. Dziewczyny skręcały się ze śmiechu. Kasia pozostawała stoicko spokojna. Po chwili podszedł do nich Tomek. Objął Art w talii i szepnął jej do ucha kilka ciepłych słów.                     
– Dzięki Tomek, naprawdę nie wiem jak on może być takim nieodpowiedzialnym gówniarzem. Nie musiał mnie zapraszać, obowiązku nie było… - Kasiu odpuść mu, przecież nie robił tego specjalnie aby cię zezłościć…               
 
- Akurat, ty go nie broń Art. Czemu możesz mieć normalnego chłopaka, który co pięć minut nie zmienia zdania a ja… czekał do ostatniego dnia w szkole aby mnie zaprosić… - marudziła tak jeszcze kilka minut, aż w końcu Krzysiek zabrał ją do domu. Przygotowania trwały w najlepsze. Praca szła do przodu. Nauczyciele nie wychodzili z podziwu. Potem dołączył do nich Kuba, chłopak Magdy z którym Tomek zaprzyjaźnił się tak na poważnie. Razem grali w piłkę. Kuba przedstawił Tomka trenerowi, ten zaprezentował swoje umiejętności i dalej poszło już samo. Czyński okazał się bardzo dobrym zawodnikiem i dzięki niemu wygrano już dwa mecze. Art była z niego dumna i czasami zapominała o tym kim on jest naprawdę. Nie rozmawiali o jego rasie. Jeszcze nie czuła się na to gotowa. Jedyny postęp jaki uczyniła w tej kwestii, to przestała się krzywić na widok, plastikowego kubka z przykrywką, z którego jej chłopak pił krew.                        
 
– Kochanie ja zbieram się na trening. Wpadnę wieczorem, poradzisz sobie? – objął ją a ona posłała mu jeden z tych uśmiechów które kochał najbardziej.                              
 
– Nie wiem czy tęsknota mnie nie zabije, ale cóż poradzić? Marysia i Magda dotrzymają mi towarzystwa. – odpowiedziała. Pocałował ją i wyszedł. Chwile patrzyła w puste drzwi po czym zaczęła sprzątać swoje stanowisko pracy. Magda przyglądała się jej z zainteresowaniem. Zmiany jakie w niej zaszły były dobre, mimo to coś strasznie niepokoiło jej przyjaciółkę. Art coś ukrywała. Znały się od dobrych dziesięciu lat i tyle samo przyjaźniły. Nie potrafiły się okłamywać. Już nie. Nie naciskała, wiedziała, że prędzej czy później dowie się wszystkiego.

Namówił ją na piękną granatową suknie z dość dużym dekoltem, ale idealnie do niej pasującą. Nie musiała wiedzieć od jakiego była projektanta i ile kosztowała. Okołu dziewiętnastej pojawił się przed jej domem. Wszedł do środka i zaniemówił. Wyglądała zjawiskowo. Tak jak wtedy w tym klubie. Włosy rozpuściła, czego nie robiła na co dzień, nałożyła perfekcyjny makijaż i buty na wysokim obcasie. Tym razem to on czuł się przy niej ubogo i szaro. Przyćmiła go swoim blaskiem i olśnieniem. Była niczym spełnione prośby i marzenia. Była jego. Podał jej dłoń i pojechali na bal. Tam było już wiele osób. W tym Magda i Kuba. Usiedli razem przy stoliku czekając na uroczyste otwarcie. Komplementy sypały się garściami. Wszyscy wyglądali wytwornie i dystyngowanie. Po kilkunastu minutach wszedł dyrektor i wygłosił oficjalne powitanie oraz życzył wszystkim udanej zabawy. Tomek poprosił Art do tańca. Bawili się wspaniale, tańcząc, śmiejąc się i czekając na północ. Tomasz cieszył się każdym jej uśmiechem. Był naprawdę szczęśliwy. Wszystko było w najlepszym porządku. Może dlatego stracił czujność? Może dlatego nie wyczuł nadchodzącego jak burza Nataniela? Może, ale już nigdy nie miał się dowiedzieć dlaczego tamtego wieczora nie zareagował szybciej niż powinien. Właśnie kiedy skończyli tańczyć wyczuł go. Gwałtownie odwrócił się w jego kierunku i dostrzegł go w kącie sali śmiejącego mu się w twarz.
Nataniel. Jego brat. Powoli ruszył z miejsca i zaczął iść w ich stronę.                              
 
– Art może wyjdziemy na zewnątrz? – zapytał i zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek powiedzieć już zmierzali do wyjścia. Nataniel jednak już ich doganiał. Tomek panikował. Nie powinien obawiać się brata i nie obawiał się. Nie chciał tylko aby Artemizja miała z nim jakąkolwiek styczność.                                                                 
 
– Tomaszu, nie poznajesz mnie? – zapytał irytującym tonem, pełnym nie zadowolenia, ponieważ jego braciszek chciał go olać i wyjść z tą śliczną brunetką, na co mu niestety nie mógł pozwolić. Nat był szczerze zdziwiony kiedy wyczuł nastrój Tomka. Ten był zakochany. No cóż, mogło i na niego paść. Na początku Nat zamierzał mieć wielkie wejście, ale ta dziewczyna… jej żywiołowość go powstrzymała.                          
 
– Natanielu. – Tomek przeklął po cichu i powoli odwrócił się, spojrzał na niego piorunującym wzrokiem.
 
– Można wiedzieć co ty tu robisz? – jego młodszy brat uśmiechnął się błyskotliwie.                                                                   
– Przyjechałem odwiedzić brata, ale widzę, że nie czuje się on tak samotny jak myślałem. Nie przedstawisz mi swojej towarzyszki? – Tomasz naprawdę nie spodziewał się, że sprawy przybiorą tak zły obrót. Chyba najwyższy czas było sobie przypomnieć czym tak naprawdę jest i dlaczego tu przybył. Przysunął się do Art i mocno ją objął. Wyczuł również, że coraz więcej osób zaczęło interesować się tą sceną, zrobioną przez Nataniela.                                               
 Art poznaj mojego brata Nataniela. Natanielu to jest moja – podkreślił to słowo – dziewczyna Art. – Nataniel wyciągnął rękę do Art ale Tomek nie pozwolił jej odwzajemnić gestu. Nat zirytował się, ale niczego nie dał po sobie poznać.             
 
– Dobrze darujmy sobie uprzejmości. Wyjdźmy stąd i porozmawiajmy na zewnątrz. – zabrał Art i cała trójka wyszła na zewnątrz. Wiedział, że Nataniel nie idzie jeszcze za nimi.                                                     
– Art przepraszam. Naprawdę nie chciałem aby tak to wszystko wyszło. Wybacz mi.- wyszli na zewnątrz gdzie było mroźno. Zapomniał zabrać płaszcza dla Art. i teraz przeklinał się za to bo dziewczyna zaczynała się trząść z zimna. Jednak to nie mróz był tego przyczyną. Ona wiedziała, po prostu czuła, że „brat” Tomka to chodzące zło. Musiała mu przyznać, niespotykaną urodę i tajemniczość, jaką od razu wyczuła, ale nie zmieniało to faktu, że miał w sobie coś mrocznego i niebezpiecznego.                            
 
– Art co by się nie zdarzyło, czego by nie mówił mój brat pamiętaj, że on jest nieobliczalny i zły. Musisz na niego uważać. Obiecaj mi to. – nie odpowiedziała od razu a czasu nie mieli. Nataniel mógł pojawić się w każdej chwili. Dziewczyna była zdezorientowana i bała się. Naraził Art i teraz ona się bała. Pokiwała jednak potakująco głową.                                     
 
– Dobrze. Masz tu kluczyki. Wsiądź do samochodu i zamknij się od środka. Nie wychodź, do puki nie przyjdę po ciebie. Zrozumiałaś? - znów tylko pokiwała i zobaczył smutek w jej oczach. Bolał bardziej niż wszystko złe co go do tej pory spotkało. Odwróciła się i poszła w stronę samochodu. W tej samej chwili pojawił się Nataniel.                                                             
 
Jakież to było romantyczne. Jeszcze słowo a bym się rozpłakał. – zadrwił i uśmiechnął się w ten irytujący sposób. Bawiła go cała ta sytuacja. Poza tym chciał widzieć panikę w oczach Tomka. Sprawiała mu ona przyjemność. Rozkoszował się każdą jej cząstką. Prowokował go do niej a czasami wręcz zmuszał. Tylko po to aby poczuć satysfakcję z cierpień starszego braciszka.               
 
– Czego chcesz? Więzi braterskie na pewno cię tutaj nie sprowadziły, więc co? – Tomek zapytał bez zbędnych wstępów. Jego brat oznaczał kłopoty. On sam nimi był i ciągnął w nie innych. Tam gdzie się pojawił siał zamęt i zniszczenie. Miał pełne prawo obawiać się o bezpieczeństwo mieszkańców tych okolic. Nataniel był ode niego młodszy. Kiedyś byli do siebie podobni, jednakże po przemianie zmienili się obaj. Teraz jednak znów dostrzegał podobieństwo. Ten sam kolor włosów, oczy jedynie dwa może trzy odcienie ciemniejsze od jego. Śmiertelnik stwierdziłby, że jest przystojny. Dla Tomka prezentował utożsamienie samego diabła. A najgorsze w tym wszystkim było to, że on sam, też kiedyś taki był. Nataniel przestał się uśmiechać i przyjrzał mu się.            
 
– No i tu się mylisz. Przyjechałem cię ostrzec. Joseph rzucił ci wyzwanie i jeśli nie pojawisz się o umówionej porze zginiesz. On cię znajdzie. – był śmiertelnie poważny co w jego przypadku nie wróżyło najlepiej. Inaczej, jeśli jego młodszy braciszek był poważny to kogoś czekała śmierć. Przeklinał się w myślach za to że naraził Art na takie niebezpieczeństwo. Jakiż był głupi myśląc, że może tutaj pozostawić za sobą wszelkie zło. Idiota. Spojrzał na Nataniela. Dalej przyglądał mu się w milczeniu. Jaki interes miał w tym aby go ostrzec? Nie wiedział ale jednego był pewien. Nie zrobił tego bezinteresownie. Nataniel tymczasem penetrował umysł brata. Szybko go znalazł. Ten pożal się Boże wampir nawet nie postawił barier umysłowych. Musiał naprawdę postradać rozum dla tej ludzkiej istoty.                                                             
– Dziękuję. – odpowiedział Tom. Brat skinął mu głową.                      
 
– Nie ma za co. Nie zrobiłem tego dla ciebie. Nasza siostra mnie o to poprosiła, jednak znasz mnie na tyle, że wiesz iż dla niej również tego nie uczyniłem. Byłem ciekaw. – oczywiście. Tomasz zbyt dobrze znał Nataniela aby uwierzyć w podobne brednie.                                                  
– Jasne. Czyli będziesz biernym obserwatorem, tak? – zapytał brata. Ten uśmiechnął się sarkastycznie.       
 
– Nie wkładaj mi w usta słów których nie wypowiedziałem. – odpowiedział. Irytowanie go Nataniel miał we krwi. Nigdy nie dało się z nim porozmawiać normalnie. Nawet przed tym co mu zrobił. Jeszcze chwila a rzuciłby się na niego. Jedyne co go powstrzymało to obraz przerażonej Art siedzącej w samochodzie. Bała się. Nie pojmowała sytuacji i to ją przerażało. A on cierpiał widząc to. Dlatego nic nie zrobił.         
 
– Jesteś skończonym draniem. Czego właściwie chcesz? Dlaczego mnie ostrzegłeś? Nataniel w co ty grasz? – zapytał wprost, brat spoważniał. Bacznie mu się przyjrzał. Wiedział, że ocenia czy warto mówić mu choć ułamek prawdy. Prawie słyszał jak trybiki w jego głowie się obracają. W końcu podjął jakąś decyzję.                                      
 
– Nawet nie zauważyłeś od jakiego czasu tutaj jestem. Tak byłeś pochłonięty tą ludzką istotą. Mówiąc wprost zakochałeś się. Nie wiem co zrobię gdy Joseph tutaj przybędzie. Nie wiem po której stronie stanę. Obaj wiemy jak wiele powodów mam aby cię nienawidzić. W zasadzie wystarczy jeden. Nie oczekuj ode mnie, że w sądnej chwili stanę po twojej stronie. – uśmiechnął się przebiegle.
 
– Jak już powiedziałem nie wiem co zrobię. Jednak radzę ci, nie lekceważ mnie. – ostatnie słowa znów wypowiedział tym swoim złowieszczym tonem. Czuł, że Nataniel jest od niego silniejszy. Najprawdopodobniej wypił krew z kilku ludzi. Miał tylko nadzieję, że nie w tej okolicy czyli w promieniu jakichś pięćdziesięciu kilometrów. Najmniej w tej chwili było im potrzebne aby jakiś człowiek zaczął krzyczeć „wampir”.                            
 
– Niech ci będzie. – odpowiedział Natowi.                                    
 
– Dlaczego ona? Zawsze lubiłeś łatwe zdobycze. A ona nosi w sobie ból i cierpienie, więc dlaczego? – zapytał. Zaskoczył go szczerym tonem. Gdy na niego spojrzał spostrzegł, że wzrok ma utkwiony w kierunku jego samochodu. I nie podobał mu się ten wzrok. Był… łakomy i pożądliwy. Nata naprawdę zaintrygowała ta dziewczyna. Zaraz jak on mu ją przedstawił? A tak, Art czyli Artemizja. Piękne imię i piękna dziewczyna. Zastanawiało go jednak czemu w środku była taka… smutna. Pomijając fakt, że była zakochana w jego przygłupim bracie, była naprawdę skrzywdzona. Jej rany goiły się powoli, a on nagle zechciał ulżyć jej w tym bólu.
 
– Trzymaj się od niej z daleka. Słyszysz? Inaczej obiecuję ci, że złamię wszystkie swoje obietnice i cię zabiję….                                      
 
– Tak jak Jasminę? – te słowa trafiły jak ostrze w sam środek serca. Idealnie sprecyzowany cel i świetne wyczucie chwili. A najgorsze było to, że to od niego się tego nauczył. Nie odpowiedział a Nat po prostu rozpłynął się w powietrzu. Wrócił do auta. Art była roztrzęsiona. Nie wiedziała co o tym ma myśleć. Przytulił ją.                                          
 
– Już dobrze. Przepraszam cię za niego, Nataniel jest draniem i potrafi przestraszyć. W gruncie rzeczy nie jest jednak taki zły. – ufała mu. Powoli się uspokoiła.                                      
 
– Jedźmy już do domu. – poprosiła. Spełnił jej życzenie. Nie dziwił się, że chce już wracać. W zasadzie on też już nie miał ochoty na żadne sylwestrowe bale. Północ przywitali leżąc pod kocem i pijąc wino. Art zasnęła zaraz po wybiciu dwunastej. Tomek jednak długo zastanawiał się nad słowami brata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz