Rano.
Kiedyś ktoś powiedział, że choćby cały świat zawalił ci się
na głowę, to jutro i tak będzie dzień. Chociaż to wydawałoby ci
się najgorszą niesprawiedliwością jutro i tak będzie rano. Po
tym jak w nocy Tomek wyznał jej miłość prawie łkając wiedziała,
że następny dzień nie będzie dobry. Chciała zatrzymać tamtą
chwilę dla siebie i w niej wiecznie trwać. Jego oczy były jak dwa
oceany pełne sztormów i burz a jednak tak piękne i pociągające.
Oczy które kochały ją miłością tak wielką jak wszechświat.
Amelia i Nataniel przyjechali po nich przed zajęciami. Panowała
między nimi jakaś dziwna atmosfera.
– Cześć. Stało się coś? – zapytała
wsiadając. Nataniel roześmiał się ironicznie. Przed chwilą
nieźle pokłócił się z siostrą, czego potwornie nie lubił.
– Ależ skąd. Przecież
jesteśmy jedną wielką rodziną, czyż nie siostrzyczko? –
zwrócił się do Amelii. Tamta posłała mu mordercze spojrzenie.
– Wszystko gra. Ładnie wyglądasz Art. – zaskoczona
dziewczyna spojrzała na swój ubiór. Założyła jakiś biały
T-shirt, beżową kurtkę, jasne rurki i muszkieterki. Włosy
związała w kucyk i założyła pierwszy, lepszy naszyjnik. Nie
wydawało jej się aby w tym stroju było coś nadzwyczajnego czy
ładnego.
– Dziękuję. – wydusiła gdy już ruszyli. Tomek ujął
delikatnie dłoń swojej ukochanej i się promiennie. Chciał dodać
Artemizji otuchy. Teraz upewniła się, że coś jest nie tak.
Dojechali już jednak na parking szkolny i nie miała czasu go o to
zapytać. Chciała wysiąść, ale Tomek ją zatrzymał. Amelia i
Nataniel wysiedli.
– Powinienem był to
zrobić wczoraj ale nie potrafiłem. Kocham cię i dla tego muszę na
kilka tygodni wyjechać. Wiesz, że grozi nam niebezpieczeństwo.
Jadę szukać pomocy. Nataniel... zostanie by cię chronić. On odpowie
na wszystkie twoje pytania. Jest wcielonym złem, ale nie pozwoli aby
stała ci się jakaś krzywda. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz
moje postępowanie i mi wybaczysz. – o czym on mówił? Jaki
wyjazd, dokąd? Po co?
- Nie,
nie, nie, nie możesz mi tego zrobić. Nie zostawiaj mnie. Nie teraz.
Nie z nim. Tomek..
– Ciii… obiecuję ci, że wrócę najszybciej
jak się będzie dało. Kocham cię. Pamiętasz co ci powiedziałem w
nocy? – Kiwnęła głową, że tak. Czuła jak łzy siarczyście
płyną jej po policzkach.
– Właśnie. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.
Choć tu. – wyciągnął ramiona. Przylgnęła do niego. Czuła
jego zapach przypominający o tym co razem przeżyli. Nie rozumiała
tego co się działo. Ufałam mu i w tej chwili nie liczyło się nic
innego tylko to, że był tam i to, że miał wyjechać nie wiedzieć
na ile i gdzie.
–
Proszę cię nie wyjeżdżaj. Znajdziemy jakieś wyjście. Nie
zostawiaj mnie. – wiedziała jakie to było żałosne, ale musiała
spróbować. Nie potrafiła sobie wyobrazić jak by to było gdyby
znów musiała czuć się jak kilka tygodni wcześniej. W tej
jałowej, egzystencjalnej pustce, bez niego.
– Art to
jest jedyne wyjście. Nie wyobrażasz sobie jak mi jest ciężko. –
przytulił ją jak najmocniej, a potem pocałował. Wysiedli z auta.
Otarł łzy, które nie chciały przestać lecieć. Patrzył na nią,
a jego serce kołatało się. Krwawiło, jak po zadaniu
najmocniejszego ciosu. Zostawiał ją… wyjeżdżał i sam do końca
nie wiedział kiedy wróci.
– Kocham cię, słyszysz? Wszystko będzie dobrze.
Wrócę jak najszybciej i oboje będziemy wspominać to pożegnanie
ze śmiechem. Obiecuje ci to. – znów ją pocałował. Nie chciał
pozwolić jej mówić bo oboje wiedzieli, że by uległ i został.
Ten pocałunek wyrażał całą miłość, ból i smutek jaki
odczuwali. W końcu Amelia wsiadła z powrotem do samochodu.
Artemizja trzymałam Tomka za rękę i nie chciałam jej puścić. W
pewnym momencie poczuła jak czyjeś ręce obejmują ją od tyłu. To
był Nataniel. Tomasz wsiadł do samochodu z sercem na dłoni, a
Amelia ruszyła. Patrzył na scenę którą zostawiał w Łubowicach,
miejscowości która dała mu największe szczęście życia.
Ona natomiast zaczęła szlochać tak przeraźliwie, jak
nigdy wcześniej. Jak mógł ją zostawić?
- Nie, nie, nie, nie. – Nataniel odwrócił
dziewczynę w swoją stronę. Nie chciała na niego patrzeć,
wyrywała się.
– Uspokój się. – przytrzymał jej ręce.
– Zostaw mnie. – wysyczała. Nie znosiła go. To z jego
powodu. To z jego przyjazdem zaczęły się te wszystkie kłopoty.
Prezentował sobą jej najgorsze koszmary.
– Posłuchaj mnie,
dziewczynko. Obiecałem mojemu bratu cię chronić a on aby cię
ocalić pojechał błagać samego diabła o pomoc, więc okaż choć
odrobinę wdzięczności i przestań robić z siebie widowisko. –
brutalnie przyciągnął ją do siebie i nie dał możliwości ruchu.
– A teraz mnie posłuchasz.
Wszyscy na nas patrzą więc przestaniesz się w końcu wyrywać,
obejmiesz mnie i przytulisz się. Radzę ci aby to wypadło
przekonująco. – nie bała się go, ale z braku jakiejkolwiek
możliwości innego ruchu, zrobiłam to co kazał. Wcześniej ją
tylko irytował ale teraz szczerze go nienawidziła.
–
Dobrze. Teraz cię puszczę i wezmę za rękę. Już chyba wiesz do
czego jestem zdolny, dlatego nie radzę ci wykręcać jakiegoś
numeru który mógłby się dla ciebie źle skończyć. – syknął
jej do ucha. Dlaczego Tomasz zostawił ją tym zadufanym w sobie
palantem? Nie rozumiała. Tymczasem Nataniel prowadził ją do
jakiegoś wypasionego samochodu. Najprawdopodobniej jego własności.
Wsiedli do środka. Postarała się trochę ogarnąć i dojść do
siebie. W swojej chorej logice Nat miał rację. Tomek pojechał aby
zdobyć dla nich jakąś pomoc. A ona musiała zostać i dać sobie
radę z tym szatańskim pomiotem, któremu nadano imię Nataniel.
–
Posłuchaj, musimy ze sobą współpracować a wszystko ułoży się
tak jak powinno. Tomek wróci i znów będziecie zajebiście
szczęśliwi. – Jego głos był szczery ale i tak mu nie ufała.
Jednak skoro Tomek powierzył mu jej życie musiał mu ufać. Co
miała zrobić? Kochała Tomka i nie kwestionowała jego decyzji.
Jednak i ona miała granice cierpliwości, które Nataniel już
nieźle nadszarpnął.
– Niech ci będzie. – odparła, obdarzając go
okropnym spojrzeniem. „Tomek wierzę w słuszność twojego wyboru”
pomyślała.
– Poczekaj Art, nie chcę cię
denerwować. Mam cię nauczyć stawiać umysłową barierę, więc
proszę cię uspokój się. – chwilę się zastanawiała. W końcu
jaki inny miała wybór. Nataniel zaczął swój wykład.
– Bariera umysłowa to zdolność którą wampiry
mają wrodzoną a której ludzie mogą się nauczyć. Nie jest to
okropnie trudne, ale wymaga skupienia. Dzięki takiej barierze możesz
łatwo ukryć swoje myśli przed osobnikami mojej rasy. Jest to w
naszym przypadku wielce pomocne. Na początek wyobraź sobie, że
twoje myśli to rwąca rzeka. Wiem, że potrafisz obserwować jak
płyną . To nam ułatwi zadanie. Teraz wyobraź sobie, że ta rzeka
wpływa do mojego umysłu. Spróbuj postawić mur i skierować rzekę
w inny kierunek. – skoncentrowała się. Było to trudne.
Wyobraziła sobie rzekę, wyeliminowała nie potrzebne myśli i
spróbowała postawić mur. Było to jednak skomplikowane. Ćwiczyli
dość długo.
– Musisz mieć czysty i otwarty umysł.
Staraj się odizolować od otoczenia. Dasz radę, w końcu ja cię
tego uczę.- zadufany palant. Jak ona miałam się przy nim skupić?
Zamknęła jednak oczy i spełniła jego polecenie.
– No
widzisz, mówiłem, że nawet ty sobie z tym poradzisz. –
uśmiechnął się protekcjonalnie. Naprawdę go nie znosiła.
Wieczorem jeszcze długo pracowali nad zadaniem. Art była wdzięczna
opatrzności, bo wampir chyba zdał sobie sprawę, że dziś lepiej z
nią nie zaczynać. Opuściła dzisiejsze zajęcia nie potrafiąc się
na niczym skupić. Starała się być silna dla Tomka.
– Art gdzie Tomek?
Chciałam go poprosić aby zdjął jedną ze skrzyń ze strychu. No
wiesz, tą z drewnianą. Sama sobie nie poradzę. – dziewczyna
obdarzyła babcię uśmiechem.
– Będziemy musiały same to zrobić, bo Tomek
musiał wyjechać na jakiś czas. To ma związek z jego rodziną. –
staruszka zrobiła zdziwiona minę, ale o nic więcej nie zapytała
wnuczki. Widziała, że się męczy, ale skoro sama się do niej nie
zwróciła, nie będzie na siłę ciągnęła ją za język. Obie
kobiety poszły na strych. Artemizja przeceniła swoje możliwości.
Skrzynia była naprawdę duża i ciężka. Starała się ją
podnieść, ale ta ani drgnęła. W końcu zaczęła ją przesuwać.
Babcia odradzała jej to, ale dziewczyna uparta jak osioł i nie
zamierzała się poddać. Wpadła na pomysł aby powoli spuścić
skrzynię po schodach. Obwiązała ją linami i poczęła ją spychać
w dół. Nie przewidziała jednak, że będzie ona cięższa od niej.
Kiedy tylko znalazła się na schodach, Art straciła kontrolę nad
tym co się działo i pewnie spadłaby razem ze skrzynią ze schodów,
gdyby ktoś nie złapał i jej i liny w ostatniej chwili. Nataniel
westchnął, upewnił się, że dziewczynie już nic nie grozi i
zniósł przedmiot na dół. Zeszła zaraz za nim i było jej głupio,
że musiała mu podziękować.
– Dziękuję, pewnie gdyby nie ty…
- Art kochanie co tam się dzieje?
– zawołała jej babcia z kuchni.
– Wszystko dobrze, babciu. -
Odpowiedziała. Nataniel uśmiechnął się do niej tak inaczej niż
zwykle.
– Szczerze powiedziawszy nie sądziłem, że będę cię
ratował przed skrzynią z jabłkami. Przed krwiożerczymi wampirami,
napalonymi małolatami, ale żeby przed skrzynią… tego się nie
spodziewałem. – dostał kuksańca w bok i poszli do kuchni. Babcia
dziewczyna właśnie robiła kolację, a dziadek drzemał w na swojej
kanapie.
– Babciu to jest brat Tomka,
Nataniel. – kobieta przyjrzała mu się. Art obawiała się, że od
razu pozna jego charakter, ponieważ ona bardzo szybko
rozszyfrowywała ludzi. Do niego jednak tylko się uśmiechnęła.
– Twój brat jest
częstym i bardzo mile widzianym gościem w naszym domu. Mam
nadzieję, że ciebie będziemy również widywać. A teraz zabierz
tę skrzynię i przenieś do spiżarni. – pani Miłorzębska miała
bardzo pozytywny charakter. Nigdy nikomu nie zrobiła krzywdy i
zawsze starała się traktować wszystkich po przyjacielsku. Nie
oceniała i tego starała się nauczyć swoją wnuczkę. Mała miła
charakterek po ojcu. Kobieta widziała go tylko jeden raz, ale
wiedziała, że córka to skóra zdjęta z ojca. Kiedy jej córka
oznajmiła, że się rozstali, starsza kobieta bardzo tego żałowała.
Potem kłopoty posypały się już na całego. Wnuczka nie potrafiła
dogadać się z mamą i zamieszkała u nich. Była im wsparciem i
opoką, ale kobietę martwił fakt, że dwie ukochane jej osoby nie
potrafią dojść do porozumienia. Brat Tomeczka wydawał jej się w
jakiś sposób inni od brata. Widziała w nim pokłady dobra i
cierpienia co w tym wieku bardzo rzadko się zdarza. Niedawno
nauczyła się to rozpoznawać. A dokładnie w czasie w którym jej
wnuczka straciła chłopaka. przez całe swoje, długie życie,
kobieta nie widziała tak załamanego człowieka. Potem pojawił się
Tomek i wyciągnął ją z tego w czym tkwiła. Właśnie dlatego tak
bardzo go polubiła. Nataniel był zaskoczony bezpośredniością
kobiety. Chyba dlatego bez żadnego gadania wypełnił jej polecenie.
Myślami ciągle jednak był przy dziewczynie brata. Sam nie wiedział
co go tak w niej pociągało. To a pewno nie był popęd. Artemizja
była…. Inna. Miała w sobie walkę, przypominała mu Jasminę i
właśnie dlatego był dla niej taki nieprzystępny. Nie chciał aby
go polubiła bo to bolałoby podwójnie. Jeszcze dwa dni temu chciał
ją odebrać Tomkowi, ale potem przyszła refleksja. Owszem,
nieodwracalnie zraniłby brata ale co z nią? Zabawiłby się i
później podążył za Tomkiem aby nadal go gnębić, a ona
pozostałaby tutaj ze złamanym sercem i chęcią mordu. Nie, nie
potrafił jej tego uczynić. Dlatego kiedy tylko wrócił był dla
niej niemiły i nieprzystępny. Starał się kąsać ją ale nie na
tyle aby na poważnie ją zranić. Tylko tak aby była do niego
negatywnie nastawiona.
Kilka
dni później.
-
Idę już. Nie musisz mnie poganiać, nie jestem twoją zabawką. –
była na niego wściekła. Cały ranek zachowywał się nie
normalnie. Pomijając fakt, że ostatnie dni były najgorszymi w jej
życiu. Dziś Nataniel przechodził samego siebie. Ciągle ją
pospieszał.
–
Czyżby? – uśmiechnął się obłudnie. Miała szczerą ochotę
dać mu w twarz. Wzięła torbę i skierowała się do wyjścia z
domu. Dziadków już nie było. Pojechali na targ z samego rana.
Pojechali do szkoły. Jeśli tylko się dało nie rozmawiała z
Natanielem wcale. Drażnił ją i robił wszystko aby choćby przez
chwilę nie pomyślała, że jest w nim odrobina dobra. Zabrał jej
telefon i zabronił spotykania się z kimkolwiek. Nawet z Magda nad
czym najbardziej ubolewała. Jednak nie doceniła swojej
przyjaciółki, która doskonale zdawała sobie sprawę, że to
wszystko przez niego. Pewnego dnia stanęła naprzeciw Nata i zrobiła
mu piekielna awanturę. Ten dla świętego spokoju pozwolił im
porozmawiać. Jedyny kontakt z ludźmi miała właśnie w szkole.
Pierwsze było wychowanie fizyczne. Ze względu na zbliżającą się
studniówkę sala była przybierana a uczniowie tylko siedzieli i
zajmowali się swoimi sprawami, na które składały się głównie
plotki. Nie znosiła tego, wołała posiedzieć w bibliotece, ale
Nataniel uważał, że to czas na rozmowę. Najgorsze było to, że
w-f był łączony z innymi klasami. Takim sposobem miała lekcję
połączoną ze swoim byłym chłopakiem i jego nową dziewczyną.
Nie ruszało jej to za bardzo ale ich najwyraźniej tak. Weszli na
korytarz przed salą która była jeszcze zamknięta. Wszystkie
spojrzenia jak zawsze były utkwione w Natanielu który, ubrany na
czaro, wyglądał zabójczo przystojnie. Zdawał sobie z tego sprawę
i skrzętnie to wykorzystywał. Stanęła gdzieś w pobliżu swojej
klasy. Wampir najpierw zwrócił na siebie uwagę wszystkich a potem
przeniósł ją na dziewczynę takim oto pytaniem:
- Art
moja księżniczko. – wyciągnął rękę i zrobił gest który
miał znaczyć, że chce aby do niego podeszła. Jeśli nie chciała
większej sensacji musiała spełnić jego polecenie. Jak ona
tęskniła za Tomaszem. Za jego szczerym uśmiechem, za jego
pocałunkami. Podeszła do Nataniela.
– Ty jesteś głuchy czy nie dociera do ciebie, że nie życzę
sobie abyś zwracał się do mnie w ta…
- Po pierwsze księżniczko nie
wydaje mi się aby to był koncert życzeń. Po drugie ktoś obcy
kręci się po szkole. – dwie dziewczyny które stały blisko chyba
podsłuchiwały bo Nat rzucił im obłędny uśmiech. Jej natomiast
zajęło dłuższą chwilę przyswojenie tego co powiedział. Czyżby
koszmar miał się zacząć?
`
- Tutaj? – spojrzała na niego z
niedowierzaniem. Podniósł rękę i założył jej opadające włosy
za ucho. Gest który tak bardzo kochała w Tomaszu. Zmierzyła go
nienawistnym spojrzeniem. W końcu je odwzajemnił. Co zobaczyła w
tych pokrętnych oczach? Ironię, kpinę i coś jeszcze. Coś co
widziała w oczach Tomasza. Jakąś iskrę która szybko minęła.
– A gdzieżby indziej. Chodź. Przejdziemy się. –
podał dziewczynie dłoń. Niechętnie ją przyjęła. Obawiała się
go, ale co miała zrobić? Jeśli miał rację, a miał na pewno,
była w niebezpieczeństwie. Na korytarzach panował poranny zgiełk
i tłok. Jednak tam gdzie przechodzili ludzie milkli i przyglądali
im się. W końcu dostrzegła tego obcego jak nazwał go Nataniel i z
uśmiechem podeszła do niego. Janek Lubomirski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz