Następnego
dnia w szkole, Art poszła jak zawsze na lekcje. Dzisiejszy dzień
był śliczny i jakiś inny. Kiedy rano wstała uśmiechała się do
wszystkich. Miała dobry humor. Pod klasą było już sporo uczniów.
Mimowolnie rozejrzała się za Tomkiem, ale go nie ujrzała. W sumie
to dobrze. Wczoraj było wczoraj i nie trzeba było do tego wracać.
Miała nadzieję, że on będzie….
– Jak się masz? –
usłyszała cichy głos za sobą. Powoli się odwróciła i ujrzała
jego twarz w perfekcyjnym uśmiechu. W dodatku ten błysk w oczach.
Powinna się ucieszyć, ale ona spanikowała.
–
Cześć. – rzuciła mu tylko i minęła.
Wampir nie miał pojęcia
co myśleć. Po prostu go olała. Nigdy dotąd mu się to nie
zdarzyło. Poza tym uważał, że wczoraj zdobył choć cześć jej
zaufania. Jak widać się mylił. Nie zamierzał jednak tak tego
zostawić. Odwrócił się i podążył za nią. Siedziała już na
jednej z ławek które stały na korytarzu i czytała. Podszedł do
niej i usiadłem obok. Nawet nie podniosła wzroku.
– O co ci chodzi? – zapytał wprost. Dziewczyna
przez dłuższą chwile nie odpowiadała a on był dziwnie
zdenerwowany. Nie, nie zdenerwowany. Zirytowany.
–
Posłuchaj, jeśli myślisz, że jedno wspólnie spędzone popołudnie
zrobi z nas przyjaciół, to się mylisz. Sam się do mnie wprosiłeś,
ja cię nie zapraszałam. – zaczęła zbierać swoje rzeczy bo
właśnie zadzwonił dzwonek na lekcje.
–
Taka dobra rada, uważaj na Kornelię. – puściła mu oczko i poszła
w swoją stronę, zostawiając go skonfundowanego. Był zaskoczony
jej zachowaniem. Była silna. Nie tak łatwo było zdobyć jej
zaufanie. Rzuciła mu wyzwanie. Choć miał własne zadania do
wykonania, po tej rozmowie podniósł rękawice którą mu rzuciła.
Kolejnego
dnia Magda trajkotała o Tomku, ponieważ widziała wczorajsze
zajście na korytarzu. Samo gadanie Art by wytrzymała jednak
przyjaciółka zaczęła snuć insynuacje jakoby Art wpadła w oko
Tomaszowi.
– Madziu, kocham cię i dlatego tylko uznam, że
żartowałaś a ten żart był bardzo mało śmieszny. Kocham Igora i
nic ani nikt tego nie zmieni. Nawet Tomek swoim czarującym i zarazem
irytującym zachowaniem. – spojrzała na przyjaciółkę poważnie.
Więcej do tematu nie wracały. Tomek natomiast na wszelkie możliwe
sposoby starał się zdobyć jej przyjaźń. Proponował pomoc na
każdym kroku, urządzał złośliwe dyskusje na języku polskim.
Tygodnie mijały a ona nadal pozostawała dla niego wielką zagadką.
Odrzucała go na każdym kroku. Bawiło go doprowadzanie jej na skraj
wytrzymałości. Szczególnie kiedy okazywał się lepszy w
dziedzinach które do tej pory były jej konikiem. W taki sposób
minęła im reszta września i październik. Przyroda zmieniła się
całkowicie. Liście pożółkły na drzewach, ptaków było mniej i
wszystko wydawało się gdzieś spieszyć. Natura chciała zdążyć
zabezpieczyć się przed zimą. Słońce wisiało niżej i świeciło
krócej. Deszcze wypełniały długie jesienne dni i wieczory. Ludzie
również skończyli już swoje prace na podwórzach i teraz wszyscy
oczekiwali na pierwszy śnieg. Pierwszy listopada był dniem w którym
ludzie wspominali zmarłych. Gromadzili się na cmentarzach i modlili
za dusze bliskich. Art zawsze uważała, że to w pewien sposób
pastiszowe święto. Przez cały, rok większość z tych ludzi
zapominała o zapaleniu świecy na nagrobku swych przodków, a w ten
jeden dzień pragnęli wypaść jak najlepiej. W zasadzie nie
chodziło im o pamięć a tylko o pokazanie się. Jak wszystko
dookoła święto to stało się rewią na najpiękniejsze i
największe wieńce i znicze. W Stanach przynajmniej nie starali się
ukrywać, że robią z tego więcej zabawy niż powagi. Dziewczyna
była właśnie na cmentarzu i tak jak inni zapalała znicze. Jej
rodzina posiadała wiele grobów, zarówno ze strony babci jak i
dziadka. Ich rodziny brały udział w drugiej wojnie światowej i
wiele ich członków poniosło śmierć. Jej rodzina była zasłużona,
ale dziadkowie woleli się raczej od tego odciąć. Jak mawiał
dziadek, nie chciał żyć w luksusach za które, oddali życie jego
bracia. Babcia popierała go w tym. Byli jednak zapraszani na
wszelkie możliwe okazje związane z wydarzeniami historycznymi jako
goście honorowi. Rodzina babci w części pochodziła z innych stron
kraju i tam również mieliśmy bliskich. Niestety wszyscy nie żyli,
dlatego dziś była sama a dziadkowie mieli wrócić za kilka dni.
Przez chwile przyglądała się pewnej kobiecie która klęczała
przy świeżym grobie. Obok niej niespokojnie kręciła się mała
dziewczynka. Kiedy baczniej przyjrzała się kobiecie zobaczyła
zaokrąglony brzuszek. Zaczął padać deszcz i dziewczynka się
rozpłakała. Kobieta podniosła się więc, otarła łzy i zabrała
córkę. W miarę szybkim tempie zbliżały się do bramy wyjściowej.
Art przeżegnała się nad swoimi grobami i również podążyła do
bramy. Po drodze zerknęła na nagrobek przy którym płakała
kobieta. Na płycie widniał napis „Adam Kowalski oddany mąż,
ojciec i syn” a pod spodem „żył 36lat pokój jego duszy”.
Teraz rozumiała rozpacz kobiety. Sama doskonale pamiętała jak
przed trzema miesiącami płakała dokładnie tak samo jak ta
nieszczęsna kobieta. Nie mogła się teraz rozkleić. Spojrzała w
niebo zasnute ciemnymi, deszczowymi chmurami. Podniosła kołnierz
płaszcza, aby ochronić się od deszczu i ruszyła do domu. Przed
cmentarzem był tłok. Mnóstwo ludzi i mnóstwo samochodów. Art do
domu miała do pokonania około trzech kilometrów. Nie narzekała.
Lubiła chodzić. Właśnie miała rozłożyć parasol kiedy jakiś
samochód zatrzymał się obok niej. Nawet nie musiała sprawdzać
kto to, bo wiedziała. Spodziewała się go. W końcu jeszcze się
nie zdarzyło aby minął jej dzień bez jego (choćby chwilowej)
obecności. Musiała przyznać Tomaszowi Czyńskiemu, iż był
wytrwały w dążeniu do zawarcia z nią znajomości. W jakiś sposób
go polubiła. Był odrobinę złośliwy, irytujący, ale był też
inteligentny i tajemniczy. To jej nie przerażało. Przecież nie
była jedną z bohaterek tych głupawych romansideł , które tak
uwielbiała Magda. Tomek wyraźnie ją adorował, ale robił to w
dość błyskotliwy sposób. Co nie zmieniało faktu, że nie miał u
niej szans.
– Wsiadaj, podwiozę cię. – to nawet nie była prośba.
Powiedział to w sposób, który nie dopuszczał możliwości odmowy.
Uśmiechnęła się do siebie.
– Rozumiem, że
jeśli nie wsiądę to będziesz jechał obok mnie i opowiadał jedną
z tych swoich kaskaderskich historyjek? – wampir wyszczerzył do
niej zęby w uśmiechu. Zrezygnowana pokiwała bezradnie głową i
wsiadła do hamera. Tomek umyślenie jechał powoli. Nie odzywała
się. On również. Po kilku krótkich minutach byli już na jej
podwórzu.
– Dzięki za
podrzucenie. – chciała już wysiąść ale, on miał zupełnie
inne plany. Nie zamierzał jej tak łatwo puścić skoro w końcu
poświęciła mu chwilę.
– Zrobisz mi herbatę i będziemy kwita. – posłała
mu kolejne mordercze spojrzenie, ale szybko się opanowała i
wysiliła na uśmiech. On udawał, że nie widzi jej starań a ona
ciskała mu w myślach gromy. Weszli jednak do domu. Art włączyła
ogrzewanie i po kilku minutach w domu zaczęło być w miarę
przyjemnie. Nie zabawiała gościa rozmową. On natomiast był
rozbawiony całą sytuacją.
– Art możemy ciągnąć to nadal lub po prostu
dasz mi szansę na pokazanie iż nie jestem takim draniem za jakiego
mnie masz. – dziewczyna roześmiała się perliście.
– Tomku nie mam cię za drania. Nie znam cię i nie wyraziłam
chęci poznania. Ty natomiast uznałeś to za wyzwanie i chcesz
stawić mu czoło. To heroiczne, ale zbędne. – potrafił wyczuć
ludzie myśli i uczucia, ale takich słów naprawdę się nie
spodziewał. W zasadzie co on sobie myślał uganiając się za nią?
Podobała mu się. Fascynowała go. Skrywała ból i głęboki
smutek. Powinien był dać za wygraną kiedy po raz pierwszy dała mu
jasno do zrozumienia, że nie ma u niej najmniejszych szans. Poza tym
miał inne rzeczy na głowie które zaniedbał, próbując zdobyć
jej sympatię. Rafael już niejednokrotnie pytał go o postępy.
Owszem, poczynił je, ale na pewno nie były one zadowalające dla
jego zwierzchnika.
– Mimo wszystko, w jakiś pokrętny sposób cię
polubiłam. Myślę, że zaplusowała twoja inteligencja. – była
całkowicie poważna. Znów mnie zbiła z tropu. Najpierw wprost mówi
mi, że nigdy nie chciała mieć ze mną do czynienia a teraz, że
jednak mnie polubiła. Artemizja Miłorzębska była naprawdę
zagadką godną uwagi i rozwiązania. Tego popołudnia rozmawiali
swobodniej. W końcu zaczęli się dogadywać. Ona po krótce
opowiedziała mu o swoich zainteresowaniach. On jej również.
Zaskoczyło ją, że gra na fortepianie, skrzypcach i gitarze. W
dodatku kocha czytać i sam pisze. Zaznaczył, że są to tylko jego
wymysły co do świata i jego rzeczywistości. Kiedy dziewczyna
spojrzała na zegarek zobaczyła tam już późny wieczór. Tomek
bardzo szybko zdał sobie sprawę z niezręczności sytuacji.
– To moja wina. Zanudzałem cię swoim
nudnym życiem. Już się zbieram. – oboje wstali. Wiedziała, że
skłamał w bardzo wielu sprawach, ale nie dała tego po sobie poznać
bo dotyczyły one głównie jego rodziny. Mogło to oznaczać, że
nie chce on o niej rozmawiać. Szanowała to i nie naciskała.
– Dobranoc. – powiedział kiedy już
wychodził.
– Tomek? Jeśli propozycja podwiezienia
mnie rano do szkoły jest aktualna, to z przyjemnością. –
uśmiechnął się do niej i wyszedł. Może jednak miął u niej
jakieś szanse? Kto wie.
***
Następnego
ranka Magda była lekko zmartwiona. Umówiła się z Art w szkolnym
autobusie, tymczasem przyjaciółki tam nie było.
– Magda daj
spisać matmę. – krzyknął do niej Karol, kolega z klasy.
– Spadaj, ostatnio nie
dałeś mi anglika. – odpyskowała koledze i poszła do
pomieszczenia zwanego potocznie „kanapą”. Była to część
korytarza, na której stały krzesła, stoliki i jedna, stara już
kanapa. Ściany pomalowane tutaj były na czerwono a w ogromnych
oknach, sięgających od sufitu, aż do podłogi nie wisiały żadne
zasłony. Usiadła jak zawsze z koleżankami przy stoliku z którego
był najlepszy widok na parking. Rozgadała się z nimi, ale zerkała
za okno. Aby wejść do szkoły, każdy musiał przejść obok tych
okien. Magda miała nadzieję wypatrzeć Art. Wiedziała, że
wczorajszy dzień musiał być dla przyjaciółki ciężki.
Proponowała jej nawet, że jakoś wywinie się rodzicom i Kubie,
swojemu chłopakowi, ale Art jak zawsze zapewniła ją, że sobie
poradzi. Na parking podjechał Tomasz Czyński w swoim zabójczym
aucie. Magda od początku wiedziała, że jej przyjaciółka wpadła
mu w oko. Tamta jednak robiła wszystko aby zniechęcić go do
siebie. Odwróciła się więc w stronę wejścia do szkoły, bo
wśród dziewczyn rozeszły się ochy i achy. W końcu Justyna
krzyknęła swoje słynne „OMG” i Magda już nie mogła
zignorować tej wrzawy. Kiedy spojrzała kto wchodzi do szkoły
uśmiechnęła się w stylu „a nie mówiłam”.
-
To chyba nie był najlepszy pomysł. – szepnęła Tomaszowi, kiedy
wysiedli z auta. Posłał jej ten swój promienny uśmiech, aby dodać
jej otuchy. Swoją drogą był zadowolony z obrotu spraw. Skierowali
się do wejścia. Dopiero tam na „kanapie” usłyszał
zaskoczenie. Przez półtora miesiąca nie dał żadnej z nich choć
cienia nadziei, a tymczasem pojawia się z Artemizją u swego boku.
– Dobra, miejmy to
za sobą. Im prędzej zaczną plotkować, tym szybciej skończą. –
dość stanowczo oznajmiła i ruszyła do przodu. Miała rację.
Poszedł więc za nią, zabrał jej torbę i położył rękę na jej
tali.
– Zabijesz mnie za
to. – oznajmił jej. Spiorunowała go wzrokiem ale nie powiedziała
nic. W taki sposób udali się na lekcję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz