niedziela, 14 grudnia 2014

1. Początek


           Był kwiecień. W zasadzie jego końcówka. Piękna polska wiosna już dawno zawitała do niewielkiej miejscowości Wierzbinowo. Rośliny budziły się do życia i szykowały do egzystencji. Było cudownie. Motyle i pszczoły latały szukając wonnych kwiatów i ich słodkiego nektaru. Ludzie ulegli nastrojowi i udawali się na codzienne długie spacery. W roku poprzednim była powódź i wiosna przeszła razem z deszczem. W tym jednak nadrobiła zeszłoroczne przewinienie i dała piękną pogodę. Obok Wierzbinowa znajdowała się nieco mniejsza miejscowość Łubowice. Miejscowość znana była ze szkoły która się tam znajdowała. W zasadzie był to Zespół Szkół w Łubowicach. Było tam kilka profili szkoleniowych dla młodzieży ponadgimnazjalnej. I właśnie do tej szkoły chodziła Art. Art była zwykłą dziewczyną choć nie do końca. Ale o tym później. Chodziła do drugiej klasy a w zasadzie ją kończyła. Jak to typowa nastolatka miała dwie przyjaciółki i kilka dobrych koleżanek. No i oczywiście była nieszczęśliwie zakochana w koledze z klasy. Problemy dość często spotykane u osiemnastolatek. Jak miała się niedługo przekonać były one błahostkami. Art nie była ładna, była… przeciętna. Z Michałem ostatnimi czasy zaczęło ją łączyć coraz więcej. Zaczęli razem siedzieć w ławkach, przestali uważać na zajęciach zbyt pochłonięci rozmowami. Śmiali się z tych samych rzeczy, kłócili o głupoty i było dobrze. Do puki ludzi nie zaczęło zastanawiać czemu oni cały czas są razem i to dosłownie wszędzie. Tak zaczęły się plotki. A jak powszechnie wiadomo plotki niszczą wszystko. Na początku Art nie przejmowała się tym. W pewnym stopniu jej to imponowało. Lubiła takie plotki na własny temat. W ogóle lubiła gdy o niej mówiono. Nie ważne czy dobrze czy źle. Ale plotki nie ustawały a były coraz szersze. Szczególnie gdy Art na chwilę przeprowadziła się w okolice miejsca zamieszkania Michała i razem przyjeżdżali do szkoły. Na parkingu szkolnym rano zawsze było pełno ludzi. A Michał lubił późno przyjeżdżać. Więc wszyscy ich widzieli razem. Potem nagle zrobił się dla niej obcy. Ich kontakt raptownie się urwał a ona zdała sobie sprawę, że się zadłużyła. Ze złamanym sercem, ponieważ okazało się, że Michał ma dziewczynę, przywitała wakacje. Zaraz na początku nich wyjechała leczyć złamane serce. Jej kuzynka widząc ją w złym stanie zabierała ją na przeróżne imprezy. W taki sposób Art poznała Igora. Chłopak wydawał się miłym ale ona tym razem nie chciała tak szybkiego tempa. Igor nieźle musiał się więc starać. Po około miesiącu dziewczyna w końcu dała mu szansę. Znów była szczęśliwa. Wiedziała, że to długo nie potrwa. Miała w końcu wyjechać i wrócić do Wierzbinowa. Jednak kilka dni przed jej wyjazdem Igor miał wypadek. Nie przeżył. To był szok dla dziewczyny. Zdała sobie sprawę, że naprawdę kochała tego chłopaka. Po jego pogrzebie wróciła do swojego życia. Jednak nie było ono już takie samo. Z cieszącej się życiem dziewczyny stała się cicha i spokojna. Swoje modne rzeczy wymieniła na wygodne bluzy, dżinsy i trampki. Przestała się odzywać do wszystkich. Uśmiech znikł z jej twarzy i już się tam nie pojawiał. W szkole straciła pozycję i przyjaciółki które okazały się nic nie rozumiejące. Jesień jaka zawitała w krótce do Wierzbinowa przywitała już inna Art. Art poważna i ciągle zamyślona.

W połowie września do jej klasy dołączył nowy uczeń. Niejaki Tomasz Czyński. Był… po prostu zabójczo przystojny. I w krótkim czasie okazało się, że również inteligentny.                                              
– Tomaszu może powiesz nam kilka słów o sobie? – ich wychowawczyni pani Maria Ludkowska uważnie przyjrzała się chłopakowi.
Jego wygląd zewnętrzny wróżył tylko kłopoty z kilkoma dziewczynami z jej klasy. Dajmy na to z taką Kornelię W. Chłopak wstał z krzesła i zmierzył wzrokiem cała klasę. Było ich siedemnaście. Jedna dziewczyna wydała mu się inna. Siedziała cicho i tylko ona nie patrzyła na niego tak jak reszta. Ona w ogóle na niego nie patrzyła. Patrzyła w okno. W uszach miała słuchawki ale wiedział, że gdyby ją zawołano słyszałaby.
 
– Jak wiecie nazywam się Tomasz Czyński. Przyjechałem tutaj z Białegostoku. Tam uczęszczałem na taki sam kierunek. – usiadł z powrotem. Był przyzwyczajony do takich spojrzeń. Wiedział, że na takiej prowincji jeszcze długo będzie sensacją. Szczególnie dla dziewcząt. Nie zamierzał się tym jednak przejmować.                                  
 
– No dobrze. Mam nadzieję, że nie sprawisz nam kłopotów i życzę ci miłej edukacji. – teraz zwróciła się do wszystkich – Słuchajcie musimy wybrać przewodniczącego klasy. Proponuję aby ten urząd dalej sprawowała Art. Co wy na to? – ku jej zaskoczeniu nikt jej nie odpowiedział. Spojrzała na samą zainteresowaną.
Art siedziała pod oknem i patrzyła w dal. Pani Maria dostrzegła, że dziewczyna wycofała się. Z nikim nie rozmawiała. Nie znała tego powodu. A teraz milczenie klasy. Zawsze stali za dziewczyną murem. Czemu milczą?
 
   - No co jest? Nie zgadzacie się na Art? – jedna z jej uczennic wcześniej już wspomniana Kornelia W. spojrzała na wszystkich i na końcu na Art.                                                          
 
– Art czy zgadzasz się? – dziewczyna tak jakby dopiero co zainteresowała się rozmową. Spojrzała na Kornelię, potem na resztę klasy i na końcu na wychowawczynię której wzrok mówił żeby się zgodziła. Wiedziała, że jeśli się jednak nie zgodzi przewodnictwo obejmie Kornelia, a tego nikt nie chciał. Nawet ona. Tylko Art była tak silna by się jej przeciwstawić.                                                             
– Dobrze. – powiedziała tylko i znów odwróciła wzrok. Wychowawczyni odetchnęła z wyraźną ulgą.                                        
 
– W takim razie proponuję żeby resztę członków samorządu dobrała sobie Art sama. Ona najlepiej wie kto jej może pomóc a kto przeszkodzić.
 
Dziewczyna nie wydawała się tym pomysłem zachwycona. Ponownie przejechała wzrokiem po klasie.
 
– Zastępcy nie musi być. Sekretarz Alicja M. a skarbnik... – spojrzała na małą brunetkę o kręconych włosach, ale ta pokiwała przecząco głową. - … a skarbnik Julia W. – zaskoczona dziewczyna odwróciła się w jej kierunku i uśmiechnęła się z udawanym zaskoczeniem.                                                                                                                                                                             
– Ale ja? – jak zwykła to robić w takich momentach przeczesała ręką włosy. Jej najlepsza przyjaciółka Kasia B. uśmiechnęła się do Art. Obie wiedziały, że tak naprawdę Julia zawsze chciała sprawować jakąś funkcję w samorządzie. Kiedyś one trzy stanowiły jedność. Były tak zwanymi papużkami nierozłączkami.                             
 
– No to Jola po najbliższej zbiórce idziemy ten tego… - odezwał się Krzysiek P. i znacząco spojrzał najpierw na Julię a potem na … Michała.      
 
– Dobrze. Tak więc zapisuję was już do dziennika. I przypominam o wpłacie na ubezpieczenie. Teraz muszę wyjść. Poczekajcie do dzwonka i wyjdźcie. Art zaniesie klucz do pokoiku. – i wyszła. Wszyscy odwrócili się w stronę Tomka. Odezwała się jako pierwsza Kornelia W.                                  
 
– Czemu się przeprowadziłeś? – wszyscy niby zajęli się swoimi sprawami, ale Tomek wiedział, że wszyscy, poprawka prawie wszyscy, chcieli usłyszeć odpowiedź. Tylko Art po głosiła radio którego słuchała, nałożyła kaptur i zamknęła oczy.                                                
 
– Powiedzmy, że miałem dość zgiełku miasta. – uśmiechnął się, a uśmiech ten był olśniewający. Zauważył też, że jeszcze jedna osoba nie była szczególnie zainteresowana nim samym. A mianowicie był to Michał. Chłopak zachowywał się z pozoru normalnie jednak co jakiś czas zerkał na Art. Dziewczyna nie dostrzegała tego. A Kornelia ruszyła do ataku. Tomek był świadomy jej działań. Nie była pierwszą i niestety nie ostatnią dziewczyną która próbowała go poderwać. Na jego szczęście Krzysiek zaproponował wyjście na papierosa i Kornelia wyszła razem z nim, Michałem i Maćkiem K. Tomek przyjrzał się reszcie klasy, która ku jego zaskoczeniu po wyjściu Kornelii stała się rozmowna. Zagadała do niego Julia i Kasia a reszta przysłuchiwała się.

Na przerwie wzbudził wiele sensacji. Okazało się, że wiele dziewcząt ma coś do powiedzenia któremuś z członków jego nowej klasy. Śmiał się z tych podchodów w duchu.
 
– Widzisz, to normalne. Będą cię teraz prześladować. Musisz się przyzwyczaić. – Kasia wyglądała na znawczynie, którą w rzeczy samej była. Ona również była atrakcyjna, ale on wiedział, że nie jest w jej guście. Dlatego swobodnie mógł z nią rozmawiać. W Julii natomiast wyczuł nutę zainteresowania. Dziewczyna próbowała… w zasadzie o tym później. Zauważył, że Art siedzi sama kilka kroków dalej. Nikt nie próbował do niej podejść, nic powiedzieć. A i ona nie wydawała się zainteresowana ewentualnymi rozmowami.
 
– Ona tak od zawsze? – zapytał Kasię. Dziewczyna spojrzała na Art.            
 
– Nie. W zeszłym roku wszystko było w porządku. Art jest, znaczy mam nadzieję, że tak dalej jest naszą przyjaciółką. Wróciła taka po wakacjach. Nikt nie wie co się stało. Ale uwierz fajna z niej dziewczyna. Można na nią liczyć. – uśmiechnęła się do niego i zaraz wdała się w rozmowę z Julią, na temat tych wszystkich lafirynd które wzięły sobie na celownik Tomasza. Chłopak jednak dalej był zaintrygowany dziewczyną. Ona jednak nie dostrzegała tego. Reszta zajęć minęła podobnie. Tomek musiał się przedstawiać i wygłaszać identyczne formułki typu skąd jest i czemu się przeniósł. Po lekcjach wywołał kolejną falę zaciekawienia. Okazało się, że jeździ najnowszym modelem samochodu typu Hamer. A dokładnie był to Hamer H3, koloru pomarańcz metalik. Tomasz nie mógł wyjechać z parkingu. Jego dom znajdował się w miasteczku cztery kilometry dalej. Po drodze zabrał Julię i Kasię na dworzec.

Tymczasem Art udała się na swój przystanek razem z jedyną osobą z którą była szczera czyli Magdą H.   
 
– I jak się trzymasz? – zapytała Magda.                                                     
 
– Tak jak muszę. Udaję, że jest ok. – blado się uśmiechnęła.               
 
– Widziałam twojego nowego kolegę. Całkiem on do rzeczy. – Art zmierzyła ją tak piorunującym wzrokiem, że Magda dała za wygraną.                                                            
 
– Będą z nim same problemy. Już dziś laski latały za nim jak rzep za psim ogonem. Większość z nich już obrała sobie za cel upolowanie go. Idiotki. Zobaczysz będą z tym same kłopoty. Magda nie sprzeczała się z przyjaciółką. Od kiedy Art opowiedziała jej wydarzenia minionych wakacji starała się wspierać przyjaciółkę. Dziewczyna mówiła, że wszystko jest w porządku, ale zmieniła się nie do poznania.             
 
– Pewnie masz rację. Kornelia już zarzuciła swoje sidła. – temat Kornelii irytował Art, ale przynajmniej rozmawiały.                                   
 
– Widziałam. Ta dziewucha zawsze pcha się tam gdzie jej nie chcą. – zamilkła na chwilę. – znów jestem przewodniczącą. – poinformowała. Magda nic nie odpowiedziała. Może ta funkcja przywróci dawną Art do życia. Martwiła się o nią. Gdy dziewczyna wróciła ze stolicy była załamana. Z wielkim trudem opowiedziała przyjaciółce o śmierci Igora. Ta miała nadzieję, że szkoła przywróci jej dawny temperament. Myliła się jednak.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz