Dni
mijały. Tomek i Artemizja spędzali ze sobą każdą wolną chwilę.
Dziewczyna w końcu zaczęła się uśmiechać, a Tomek prawie
zapomniał o swoim zadaniu. Pochłaniało ich wszystko co robili
razem. Odrabianie lekcji, sprzątanie, gotowanie, granie, czytanie
książek, zakupy… kłócili się o każdą drobnostkę ale oboje
wiedzieli, że to bardziej ich łączy niż dzieli. Wszyscy dookoła
nie kryli zdziwienia jaki oboje mają na siebie wpływ. Ona z każdym
dniem stawała się bardziej roześmiana, towarzyska, pogodna. On
patrzył na nią z zachwytem, zaprzyjaźnił się z innymi ludźmi,
czego nigdy nie robił. Obdarzył uczuciami dziadków Artemizji z
wzajemnością zresztą.
– Nie widziałeś mojej
kurtki? Wczoraj położyłam ją na fotelu..
– Tyle razy mówiłem
ci, że od tego masz szafę. Jak możesz być taką bałaganiarą? –
zapytał ją, jednocześnie przeglądając coś w tablecie. Może
dlatego nie dostrzegł jej piorunującego wzroku.
– I mówi to
facet, który ma dom wielkości pałacu i od trzech miesięcy nie
może go urządzić. – odpyskowała mu z nieudawaną satysfakcją.
On jednak pochłonięty był sprawdzaniem poczty elektronicznej.
Dawno tego nie robił i dopiero teraz okazało się, że dostał
dziesięć wiadomości od Rafaela, trzy od siostry i jedną od
Logana, swojego wampirzego przyjaciela. Była nadana dziś nad ranem.
„ Tom, Rafi jest
wściekły. Już dawno miałeś zdać raport. Odezwij się do niego.
Twoja siostra szuka z tobą kontaktu. Mówiła coś o jakimś
meblowaniu. Wiesz jak trudno jest ją zrozumieć kiedy się na coś
nakręci. Powodzenia, Logan.”
Przyjaciel zawsze stał po jego
stronie. Obaj robili rzeczy głupie i naiwne, ale zawsze wzajemnie
wspierali się w potrzebie. I było tak od przeszło sześciuset lat.
Teraz Logan miał absolutną rację.
– Mówiłem ci już nie raz, że
moja siostra dostałaby napadu szału gdybym nie pozostawił tej
przyjemności dla niej. Kurtka leży w półce w biurku i nie pytaj
skąd to wiem. Muszę zadzwonić. Poczekaj w aucie. – po tych
słowach wyszedł. Był jakiś zdenerwowany tym co przeczytał w
sieci. Na pewno wszystko jej powie, kiedy wróci. W końcu zawsze
mówił. Tomek jednak tym razem musiał ją oszukać. Rafael w rzeczy
samej był wściekły. Tomek jednak uspokoił go i zapewnił, że
wszystko idzie zgodnie z ich planem. Rafael był zwykłym wampirem
jednak kochał wiedzieć. Nie dla zysku. Dla samej wiedzy. Tomek znał
kilku Pierwszych a mimo to Rafael i tak wydawał mu się o kilka razy
od nich inteligentniejszy. Wyznawał zasadę dobra wspólnego. Chciał
tylko dobrobytu dla takich jak on, przynajmniej tak wmawiał
wszystkim. Po tej rozmowie jakoś nie mógł dojść do siebie.
Wsiadł do samochodu i spojrzał na dziewczynę. Okłamywał ją od
samego początku a teraz ona mu ufała. Mógł powiedzieć prawdę na
początku ale wolał z tym zwlekać. Teraz już nie potrafił wyznać
jej swych win. W milczeniu udali się do szkoły. Dziewczyna cały
dzień próbowała nawiązać z nim jakiś kontakt ale niczego to nie
dało. W końcu, po zajęciach kiedy odwiózł ją do domu i chyba po
raz pierwszy nie wprosił się do środka uznała, że coś jest nie
tak. Zapytała go o to, ale ją zbył. Wysiadła więc i poszła do
domu. Tam zastała swoją przyjaciółkę Magdę zdenerwowaną jak
mało kiedy. Dziadków nigdzie nie było, więc pewnie znów są u
pani Dosieckiej, życzliwej sąsiadki. Magda chodziła nerwowo po
kuchni. Kiedy zobaczyła Artemizję podeszłą do niej i objęła ją
z całych sił.
– Art, moja kochana Art musisz mi pomóc bo inaczej zatłukę
tę wywłokę a skażą mnie jak za normalnego pełnoprawnego
człowieka. – zachowywała się jak nie ona. Uspokoiła ją jednak,
poprosiła aby usiadła i opowiedziała jej całą historię.
– Wyszłam dziś ze szkoły dwie godziny wcześniej
niż zawsze. Pomyślałam sobie pojadę do Kuby. Nie zastałam go za
to jego byłą i owszem. Art ona go prześladuje. Chodzimy ze sobą
dwa lata a ta pożal się Boże karykatura, która ma mniej rozumu
niż jej pudel, nadal uważa, że Kuba mnie zostawi dla niej. Chyba
już zapomniała jak sama go potraktowała. Wyszłam stamtąd zanim
polała się krew. – objęła ją. Już od dawna słyszała o tej
dziewczynie. Ciągle zawracała czymś głowę Kubie, a że ten
idiota dawał się nabierać na te jej niby nagłe potrzeby, Magda
musiała to jakoś znosić. Jak widać ostatnio było tylko gorzej.
Sama już miała dość tej dziewuchy.
– Ok
bardzo dawno tego nie robiłam ale chyba nie straciłam jeszcze tego
daru. Powiedz mi dokładniej do jakiej ona chodzi szkoły. – Magda
podała jej wszystkie potrzebne informacje. Zapisał je na kartce.
– Co ty chcesz zrobić? – zapytała przyjaciółkę.
– Czas na małą intrygę. Spotkamy się z panną zaczepialską i
raz na zawsze się jej pozbędziemy. - Wyjęła z szafy stary
czerwony notes. Był spięty recepturką ponieważ bez niej wszystko
wylatywało z zeszytu. Art trzymała tam wszystkie swoje kontakty.
Kiedyś często zdarzało jej się… hmm…. Intrygować. Tak, to
było odpowiednie słowo. Znalazła stronę o którą jej chodziło.
Zadzwoniła w kilka miejsc i umówiła się z kilkoma osobami
wieczorem w klubie w Grabowie.
– Słuchaj, jest w jej szkole pewna
dziewczyna która wisi mi przysługę. Zna te twoją Karolinę.
Ściągnie ja wieczorem do „Green’a”. Masz się czym tam dostać
bez Kuby? Jeśli nie to przyjedziemy po ciebie z Tomkiem. Porozmawiam
z nią po swojemu i wszyscy będziemy szczęśliwi. I pamiętaj, nie
może wyjść, że ci pomogłam. Nie chcę do tego wracać. – Magda
obiecała nikomu nic nie mówić i z całego serca podziękowała
Art. Porozmawiały jeszcze chwilę i przyjaciółka poszła do
siebie. Nie mieszkała co prawda daleko, ale obie miały jeszcze parę
spraw do załatwienia.
Art
zadzwoniła do Tomka. Ten przyjechał tak jak prosiła, ubrany w
czerń w której było mu najlepiej. Miał być przystojny i bardzo
dostępny.
– Czyli mam uwieść tę dziewczynę po czym wystawić
ją wam, tak? – Artemizja potwierdziła. Nie powiedziała mu całej
prawdy, a on nie chciał znać szczegółów. Dziewczyna chyba po raz
pierwszy od bardzo dawna założyła dość wyzywającą sukienkę
koloru beżowego, zakrywającą wszystko co na górze i
pozostawiającą wiele do życzenia na dole. Włosy upięła w kok, z
którego spadły kaskady fal. Założyła bardzo wysokie szpilki,
długie kolczyki i pomalowała się naturalnie. Tomek oniemiał na
jej widok. Stanął w drzwiach jak zaczarowany i patrzył jak szuka
torebki.
– Śniłem o Pięknej
Królewnie
Pięknej Duszy O cudnym uśmiechu,
Ona wtulona we mnie
Zakochana w Zwykłym marnym człowieku
Śniłem o Duszy Anielskiej
Z błękitnego nieba zesłanej
Chciałem wejść w Królestwo Niebieskie
Dla tej jedynej, właśnie dla Niej
Śniłem o Róży Czerwonej
Delikatnej i bardzo czułej
Której serce Miłości Spragnione!
Róży bez kolców, która mnie nie ukłuje
Śniłem o Skarbie Szlachetniejszym niż złoto
Skarbie bezcennym O blasku większym niż księżyc
Nie dowierzałem swoim oczom
Pragnąłem się nie obudzić, aby zwyciężyć
Śniłem o Kobiecie w Szacie Białej
Której jasność mnie ślepiła
Aby ona istniała naprawdę... Po cichu myślałem
Przy niej piękną by była każda zła chwila
Śniłem i Marzyłem o Tobie Kochana
Nie wiedząc ze jesteś tuż tuż...
Jeżeli ty nadal jesteś snem i uciekniesz z rana
To błagam! Nie budźcie mnie ze snu
Pięknej Duszy O cudnym uśmiechu,
Ona wtulona we mnie
Zakochana w Zwykłym marnym człowieku
Śniłem o Duszy Anielskiej
Z błękitnego nieba zesłanej
Chciałem wejść w Królestwo Niebieskie
Dla tej jedynej, właśnie dla Niej
Śniłem o Róży Czerwonej
Delikatnej i bardzo czułej
Której serce Miłości Spragnione!
Róży bez kolców, która mnie nie ukłuje
Śniłem o Skarbie Szlachetniejszym niż złoto
Skarbie bezcennym O blasku większym niż księżyc
Nie dowierzałem swoim oczom
Pragnąłem się nie obudzić, aby zwyciężyć
Śniłem o Kobiecie w Szacie Białej
Której jasność mnie ślepiła
Aby ona istniała naprawdę... Po cichu myślałem
Przy niej piękną by była każda zła chwila
Śniłem i Marzyłem o Tobie Kochana
Nie wiedząc ze jesteś tuż tuż...
Jeżeli ty nadal jesteś snem i uciekniesz z rana
To błagam! Nie budźcie mnie ze snu
– Chodźmy, bo spóźnimy się na pierwszy akt. – lubiła nazywać swoje małe intrygi sztukami podzielonymi na akty i sceny. W tym przypadku jednak to nie pisarz a życie układało scenariusz. Pojechali po Magdę, która również wyglądała zjawiskowo. Tomek uznał, że dziewczyny ewidentnie knują przeciwko swojej rywalce. W klubie było mnóstwo młodzieży, a jako że był piątkowy wieczór wszyscy wyglądali olśniewająco. Przez chwilę wampirowi przemknęło przez głowę, że już niedługo ci ludzie będą się cieszyć taką wolnością. Zastanawiał się jak mógłby zapobiec katastrofie. W końcu znał tych ludzi, przyjaźnił się z nimi. A w ostateczności miał ich zdradzić i wydać swojej rasie. Podeszli do niego Krzysiek i Michał z ich klasy. Art przeprosiła ich i wraz z Magdą poszły do toalety.
– Już dawno nie widziałem Artemizji wyglądającej w ten sposób. Tomek nie chcę cię straszyć, ale mnóstwo facetów biegało za nią. A ona sama zmieniała ich jak rękawiczki. Miłosz też próbował u niej swoich szans. – Krzysiek był wygadany. Polubił Tomka bo ten miał styl, był oryginalny i inteligentny. Z Michałem co najwyżej mogli zapalić zioło, ale nie pogadać na poważniejsze tematy. Poza tym Tomek był inny. Nie nawijał jak inni o przyszłości, nie przejmował się maturą, studiami. To podobało się Krzyśkowi najbardziej.
– My się tylko kumplujemy. Art to twarda sztuka a ja nie zamierzam walczyć z wiatrakami. – przeprosił ich i podszedł do dziewczyny która usiadła przy stoliku numer sześć. Miał ją tylko zagadać i „oczarować” jak określiła to Art. dziewczyna miała na imię Karolina i jako jedyna w klubie była ubrana zwyczajnie. Jej stan psychiczny mówił mu jednak, że normalnie się tak nie ubiera. Coś było nie tak.
– Cześć, mogę się przysiąść? – zapytał. Karolina uśmiechnęła się i pozwoliła.
– Dużo ludzi. – powiedziała po chwili. Tomek wiedział, że zapowiada się ciężko.
– Owszem. Czekasz na kogoś czy…. – posłał jej olśniewający wampirzy uśmiech. Podziałało. Dziewczyna zarumieniła się i najwyraźniej w końcu zorientowała się o co Tomkowi chodzi. Wdała się z nim w płytka dyskusję na nieważny temat. Kompletna porażka. Wampir doszedł do wniosku, że w normalnych okolicznościach nigdy by na nią nie zwrócił uwagi. Tymczasem Artemizja wraz z Magdą obserwowały całą scenę.
– Co zamierzasz? – zapytała Magda. Przyjaciółka posłała jej uśmiech, którego już dawno nie widziała i zeszła na dół, ponieważ obie stały na górze przy barierce. Art schodziła po schodach w swoim wielkim stylu, tak aby oczy wszystkich były skierowane na nią. Szła powoli posyłając uśmiechy w różne strony. Michał i Krzysiek stanęli jak uziemieni. Dziewczyna potrafiła być seksowna i w tej chwili doskonale wykorzystywała tę umiejętność. Podeszła do Tomka i najzwyczajniej w świecie go pocałowała. Dlaczego? Czy była to tylko część gry, czy sama tego chciała? Obie odpowiedzi były poprawne i obie nie mogły istnieć bez siebie. Pocałowała go bo to było w planie jej intrygi, a było w planie bo tego chciała. Ciekawiło ją, a dzisiejszego wieczoru była kimś innym. Osobą, która za nic miała zasady, reguły. Ona stanowiła ich przekroczenie i zaprzeczenie. Przynajmniej dzisiejszego wieczoru. Wampir był zaskoczony dosłownie przez sekundę, bo już w następnej odwzajemnił pocałunek. Nie był on długi, ale na tyle namiętny, że oboje poczuli się skrepowani sytuacją. Dziewczyna szybko się opanowała i uśmiechnęła promiennie.
– Kochanie przepraszam, że musiałeś czekać, ale widzisz Madzia też tu jest i…
- Rozumiem. Pójdę się przywitać. – pocałował ją w usta i odszedł tak jak się wcześniej umówili. Karolina wydawała się zaskoczona, oburzona. Znała Art tak jak każda dziewczyna. Tę Art, a nie tę nowa. Ze starą się nie zadzierało. Mogła człowiekowi porządnie zaszkodzić.
– A teraz szybko i bezboleśnie. Doskonale wiesz kim jestem. Chyba już zdążyłaś się zorientować, że to ja cię tutaj ściągnęłam. Jeśli nie chcesz mieć problemów to raz na zawsze odczepisz się od Kuby Boreckiego. – powiedziała to swoim ślicznym aksamitnym głosem zarezerwowanym na takie właśnie okazje.
– A jeśli nie? – powiedziała tamta zadziornie. Art uśmiechnęła się do niej przewrotnie.
– Popatrz jak dziś wyglądasz, jak obco czujesz się wśród tych wszystkich ludzi których przecież znasz. Wiesz, że tu nie pasujesz, a przecież zawsze pasowałaś… jestem w stanie sprawić, że zostaniesz odizolowana i to uczucie już na zawsze przy tobie zostanie. Czy warto ryzykować to wszystko dla chłopaka, który i tak ma inną? Sądzę, że nie. – Karolina próbowała ją zanalizować, ale nie potrafiła znaleźć w niej słabego punktu. Była piękna, inteligentna, miała fantastycznego faceta a inni tylko o nie marzyli. Karolina już jej nienawidziła z całych sił. Jak taka wywłoka mogła jej cokolwiek nakazywać?
- Nie jesteś w stanie tego zrobić! – podniosła głos na tyle, że usłyszano ją przy sąsiednim stoliku.
– Może tak a może nie. Naprawdę chcesz to sprawdzać? Znam na tej sali każdego i każdy zna mnie a przecież połowa z nich chodzi do twojej szkoły. Co więcej siedemdziesiąt procent zebranych jest mi winny przysługę. Nie wierzysz? – odwróciła się do sąsiedniego stolika przy którym siedziała pewna paczka przyjaciół. Byli raczej neutralni, ale znali Art. Uśmiechnęła się do nich słodko.
– Cześć wam. Jak tam Kasia? Nie widzę jej dziś? – zapytała pewnego chłopaka który siedział najbliżej.
– Wyjechała na kilka dni. Dawno cię nie było. Już myśleliśmy, że się wyprowadziłaś i zapomniałaś o nas. – wymienili się jeszcze kilkoma uwagami po czym znów odwróciła się do Karoliny. Tamta najwyraźniej zaczęła pojmować powagę sytuacji.
– Niech ci będzie. – powiedziała z zacięciem i wyszła z klubu. Art odetchnęła z ulgą i sama również miała ochotę stamtąd wyjść. Podeszła do Tomka i Magdy.
– Załatwione. Myślę, że więcej nie będziesz miała z nią problemów. Możemy już jechać do domu? – zwróciła się do Tomka. Ten pokiwał głową i zaproponował jej swoje ramię. Przyjęła je z uśmiechem. W milczeniu odwieźli Magdę i pojechali do Art. Pod drzwiami zatrzymała go. Wiedziała, że musi to wszystko wyjaśnić. Odwróciła się do niego. Znów byli sobą. Tomek zastanawiał się, czy może wykonać kolejny krok. Wiedział, że w klubie oboje odgrywali swoje role. Czy jednak teraz może ją pocałować naprawdę? Bez udawania i gier? Podszedł do niej i objął ją. Nie sprzeciwiała się. Zrezygnowana westchnęła.
– Art wystarczy jedno twoje słowo a odejdę i nigdy nie będziemy do tego wracać. – szepnął jej. Ona jednak nie powiedziała nic. Walczyła sama ze sobą. Kochała Igora, ale przecież go nie zdradzała, on już nie żył, a Tomek był realny, stał obok niej i dawał jej coś pięknego. Chciała to przyjąć, ale wspomnienie o Igorze ją blokowało. Podniosła ku niemu twarz.
– Możemy jechać do ciebie? – zabrzmiało jak prośba, życzenie. Dziś był jej księciem, więc zabrał ja do swojego domu w którym jedynie kuchnia i salon wyglądały przyzwoicie. Panowało między nimi milczenie pełne oczekiwań i nadziei. Droga nie była długa. Dom Tomasza stał na uboczu, otoczony lasem. Prowadziła do niego piękna aleja. Art pamiętała, że kiedy przechodziła obok niego zawsze pragnęła zajrzeć do środka. Była tu już wielokrotnie, ale zawsze jej to umykało. Dlaczego Tomasz nie mieszkał z rodziną, dlaczego tak długo go nie odwiedzali? Nigdy nie wspominał o poprzednim życiu w Bytomiu. Czasami miała wrażenie, że jest jak duch. Był tajemniczy. Co o nim wiedziała? Znała jego nazwisko i zainteresowania. Tyle. Zero dawnych przyjaciół, chyba, że poznanych tutaj, zero rodziny, opiekunów, przeszłości. Ludzie często mówią o tym co było. On tego nie robił? Czy więc mogła uznać, że zna tego chłopaka? Rozum mówił stanowcze nie. Zresztą on od początku był przeciwny tej znajomości. To serce kierowało nią teraz. W końcu doszła do wniosku, że siedzi w samochodzie z całkiem obcym człowiekiem. Inaczej na niego spojrzała. „Co ja tu do cholery robię?” Pytała sama siebie.
– To nie był najlepszy pomysł. Przepraszam cię, ale odwieź mnie do domu. – bała się, że jej odmówi. On jednak uśmiechnął się do niej i po prostu zawrócił. Uspokoiła się. Przecież mu ufała. Najpierw spróbuje się czegoś o nim dowiedzieć. Sama. Potem zobaczy jak się sprawy ułożą. Wampir wyczuł w niej wahanie. Rozbawiły go jej decyzje, ale nie dał niczego po sobie poznać. Odwiózł ją do domu i wrócił do swojego. Pył pozornie pusty. Powinien był w końcu zadzwonić do siostry i ją tutaj ściągnąć. Coś go przed tym powstrzymywało. Doskonale wiedział co. Te oczy pełne bólu i nadziei na lepsze jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz