poniedziałek, 15 grudnia 2014

2. Przełom


       Następnego dnia Tomek wcale nie wywoływał mniejszego zainteresowania. Odrobinę zaczęło go to irytować, ale zachowywał się miło i uprzejmie. Pierwszy miał język polski. Wszyscy zajęli swoje zwyczajowe miejsca. Nie było tylko Kornelii W. i chłopaków. Po krótkiej chwili pojawili się spóźnieni. Art siedziała sama. Chwilę zastanawiał się gdzie usiąść i w końcu usiadł w ławce sąsiadującej z ławką dziewczyny. Nie wiedział co go tak do niej ciągnęło. Nie powinien zbytnio spoufalać się z innymi. Dla ich bezpieczeństwa. Miał tutaj zadanie do wykonania i powinien skupiać się tylko na nim. Ta dziewczyna jednak go intrygowała i przyciągała ja magnez. I totalnie go ignorowała. Do klasy weszła nauczycielka, młoda, ładna blondynka o pogodnym uśmiechu. Obdarzyła ich promiennym spojrzeniem.                                                           
– Widzę, że was przybyło. – znów się uśmiechnęła.                                                         
 
– Tomek, tak? – chłopak przytaknął. – Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie się pomyślnie układać. – po czym odwróciła się w stronę biurka.
 
Tomasz uznał, że kobieta jest miła i sympatyczna i w zasadzie mógł ją polubić.                       
– Dla waszego kolegi i dla was samych zrobimy sobie krótkie powtórzenie… - zaczęła mówić o „Dziadach” Mickiewicza.                                                 
 
– O czym więc mówi nam trzecia część „Dziadów”? – zapytała. Niespodziewanie dla Tomasza odezwała się Art.                
 
– Mickiewicz chce przekazać nam cierpienia młodzieży litewskiej która jest prześladowana przez Nowoscilow’a. Tym samym chce pobudzić innych do walki przeciwko terrorowi.                                        
– Dobrze. Co jeszcze? – spojrzała na klasę.                                
 
– Mickiewicz – odezwał się Tomek -  Przede wszystkim poprzez ten utwór chce nam opowiedzieć jak było w owym czasie. Chce po sobie zostawić wspomnienie. Możemy się jedynie domyślać co przeżywał w więzieniu. Co czuł. Cały utwór tak naprawdę opowiada o nim samym. O jego życiu, miłości, wojnie i walce jaką podjął aby przeciwstawić się wspomnianemu przez koleżankę terrorowi…                            
 
- „Dziady” jednak nie powstały w więzieniu. Mickiewicz, o czym należy bezwzględnie pamiętać, jest artystą. – odparła Art.                                   
 
– Owszem, ale głównie jego przeżycia z tamtego okresu nakłoniły go do ich stworzenia. Człowiek w razie zagrożenia zachowuje się inaczej niż normalnie. Dlatego w ogóle powstał ten utwór. Za potwierdzenie weźmy na przykład pytanie dlaczego jak to ujęłaś ten artysta nie ukończył swego dzieła….                                            
 
– Bo nie zdążył. Zmarł. – spojrzała na niego intensywnie. Odwzajemnił spojrzenie. Teraz dyskusję prowadzili między sobą.                                                 
 
 Ale przecież po wyjściu z więzienia jeszcze żył i to kilkanaście lat. Nie dokończył swojego dzieła bo nie czuł już zagrożenia a więc i wena pod wpływem której pisał również odeszła. – widział jak się irytuje.                 
 
– Tym samym możesz stwierdzić, że Mickiewicz pisał tylko w przypływie intensywnych uczuć, a dalej, że tak na prawdę okazyjny z niego pisarz.                                  
 
– To ty to powiedziałaś. – mierzyli się wzrokiem. On rozbawiony, ona zirytowana. Ową wymianę zdań zakończyła nauczycielka.      
 
– Art trafił ci odpowiedni partner do dyskusji. – zwróciła się do Tomka. – Interesujesz się językiem polskim?              
 
- Tak. Trochę. – odparł szczerze.             
 
– Cieszy mnie to. Art do tej pory nie miała z kim wymieniać swoich poglądów. Myślę, że nasze lekcję staną się jeszcze bardziej interesujące. – właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek. Nauczycielka zadała pracę domową i wypuściła uczniów. Tomasz odkrył ciekawą rzecz a mianowicie, że ta tajemnicza dziewczyna lubi postawić na swoim. Na korytarzu nie powstrzymał się i gdy dziewczyny go opętały, on wymknął im się i podszedł do Art. Tam żadna z nich nie podeszła. Ona jednak nie zwróciła na niego większej uwagi. Zerknęła tylko na niego i znów utonęła w lekturze. Gdy zadzwonił dzwonek niespodziewanie wstała i podeszła do niego bliżej.                 
 
– Nie rób sobie ze mnie schronienia przed bandą tych wariatek. Zrozumiałeś? – nie czekając na odpowiedź odeszła. Temperament to ona posiadała, nie ma co. Uśmiechnął się w duchu i poszedł na kolejne zajęcia. Na żadnym przedmiocie Art już się nie udzielała. Najwidoczniej lubiła tylko polski. A Tomek przyłapał się ma tym, że co jakiś czas zerka na dziewczynę.

Po lekcjach pojechał na zakupy. Gdy wychodził ze sklepu zauważył Art. Szła pewnie chodnikiem. Nie zauważyła go. A jego coś pchało żeby sprawdzić dokąd dziewczyna idzie. W śledzeniu kogokolwiek był mistrzem. Umiejętność tą miał można tak powiedzieć wrodzoną. Pałał do siebie obrzydzeniem za jej posiadanie. Ale równie często przydawała mu się ona. Tak więc poszedł za Art. Daleko nie musiał iść. Ulicę dalej weszła do budynku na którym widniał napis „Biblioteka miejska w Grabowie Wielkim”. No tak. Mógł się domyśleć. W końcu dziewczyna ciągle w rękach miała książki. Zganił się w myślach i wrócił do auta. Pojechał do domu.

Art była rozzłoszczona. I to przez tego nowego kretyna. Zauważył, że jest sama więc aby pozbyć się tych wariatek, które nie wiadomo co sobie ubzdurały w tych swoich pustych głowach i wszędzie za nim biegały, zwyczajnie ukrył się w jej własnej samotności. Kto mu do ciężkiej cholery na to pozwolił? Co on sobie wyobrażał? Myślał, że skoro jest taki przystojny i szarmancki to może mieć każdą? I czemu do diaska zainteresował się nią? Widziała jego wszystkie spojrzenia w jej kierunku. Choć trzeba przyznać dobrze je maskował. Jego spojrzenie ją irytowało. I wcale nie dlatego, że było natarczywe lub coś w tym rodzaju. Przypominało jej spojrzenie Igora. Te oczy tak ciekawe świata i nic w zamian nie chcące. Ten ich błysk… dostrzegła go rano gdy rozmawiali o Mickiewiczu. Swoja drogą ona nawet nie lubiła tego pisarza i uważała dokładnie tak jak Tomek. Coś jednak kazało jej bronić artysty. Inaczej. Coś kazało jej wdać się w tą chorą dyskusję. I dostała za swoje. Gdy była pewna zwycięstwa on ją zautował. Zrozumiał, że przejrzał ją i tym samym wygrał. Denerwował ją. No i do tego Kornęlia W. Może i nie była najbystrzejsza na świecie ale chciała Tomasza. Cały dzień się kręciła wokół niego. Art podejrzewała, że tamta również dostrzegła spojrzenia Tomka. Czemu to zawsze spotyka ją? Czemu ten typ nie da jej spokoju?....                          
Z takimi myślami wróciła do domu. Zjadła obiad przygotowany przez babcię. Wysłuchała jej narzekań na dziadka i jego na nią. Potem poszła się uczyć. Skończyła wieczorem. Zrobiła kolację, zmyła naczynia i poszła wziąć kąpiel. Potem poczytała odrobinę książkę którą dziś wypożyczyła , zgasiła światło i poszła spać. Tak właśnie mijały jej dni od powrotu z Warszawy. Dnia następnego jak zwykle pojechała do szkoły autobusem w którym jak co dzień spotkała Magdę. Opowiedziała przyjaciółce wydarzenia z dnia poprzedniego. Ta tylko nieznacznie się uśmiechnęła. W szkole rozstały się i Art udała się na historię. Tomek niestety już był. Wyglądał naprawdę atrakcyjnie. Jego włosy miały kolor ciemnego złota, oczy czarne niczym heban, podłużna twarz i sposób ubioru. Marynarka, T-shirt, dzinsy i trampki. Ją jednak tylko zirytował. Usiadła jak zwykle sama i otworzyła książkę. Nie mogła się jednak skupić. Rozejrzała się po korytarzu. Na zewnątrz była naprawdę paskudna pogoda, padał deszcz i wiał wiatr. Dlatego w szkole nie było bardzo wiele osób. A i w jej klasie było ich tylko kilkoro. Dostrzegła również, że Tomek stoi sam pomimo tego iż Julia i Kasia stały nieopodal. Nie zastanawiała się nad tym zbytnio. Co ją to obchodziło?. Pierwszą mieli historię. Art lubiła ten przedmiot i wiązała z nim swoją przyszłość. Nauczycielka poprowadziła lekcję i niespodziewanie zrobiła kartkówkę z treści ponieważ klasa była wyjątkowo nie zainteresowana przedmiotem. Gdy już oddali kartkówki i historyczka zaczęła je sprawdzać zaciekawiła ją jedna z nich.                                                       
 
– Tomasz Czyński? Jesteś nowy prawda? – chłopak potwierdził. – bardzo ładna praca. W zasadzie najlepsza. Chociaż nie widziałam jeszcze pracy Art. Cieszy mnie to. – Tomek w milczeniu przyjął pochwałę, a Art gotowała się w środku. To już drugi przedmiot który jej odebrał.

On natomiast zauważył jej irytację. Oczy jej płonęły i wtedy wyglądała tak… o czym ja myślę. Dziewczyna dobrze robiła trzymając się od niego daleko. „Mam tutaj coś do zrobienia” powtarzał sobie, ale i tak intensywnie o niej myślał. Przecież był potworem i powinien o tym pamiętać zanim z kimkolwiek zawrze bliższą znajomość. W dodatku ta Kornelia, która ciągle się kręciła wokół niego. Znał jej myśli. Dziewczyna lubiła zdobywać trofea w postaci chłopaków a Tomasza uważała za ukoronowanie swojej kolekcji. Strasznie go irytowały takie nadęte panienki. Nie liczyły się z nikim i nie obchodziły ich uczucia innych. Zbywał ją jak tylko mógł. Poza tym jego myśli zajęte były zupełnie kimś innym. Zauważył zresztą, że nie tylko jego. Michał również błądził we wspomnieniach o dziewczynie. Coś ich kiedyś łączyło. We wspomnieniach innych ujrzał zupełnie inną Art. Art roześmianą i niestety trochę zepsutą, ale wiedział, że teraz dziewczyna się zmieniła.
Po zajęciach poszedł do samochodu dłuższą chwilę później niż zwykle. Wyjechał ze szkolnej ulicy i udał się do Grabowa Wielkiego, gdzie mieszkał. Po drodze dostrzegł Art stojącą na przystanku. Coś go tchnęło. Niewiele myśląc zawrócił i zatrzymał się pod przystankiem.                                               
 
– Wsiadaj. Podwiozę cię. – spojrzenie Art było jak błyskawica.                                 
 
– Nie ma takiej potrzeby. – uśmiechnął się. Wiedział, że był to olśniewający uśmiech.                              
– Art, powiedzmy, że to rekompensata za schronienie jakiego mi ostatnio udzieliłaś. – dziewczyna chwilę myślała po czym wsiadła do auta. Ruszył i pojechał do Wierzbinowa.
 
– Ale to tylko rekompensata za to, że … sam wiesz za co. – zamilkła.                                                     
– Powiedz gdzie mam jechać. – wskazała mu drogę. Nie mówiła nic a on nie pytał. Podjechali pod bardzo skromny domek.                                                                   
 
– Tutaj mieszkam. – wskazała. Zatrzymała się. Podwórko było duże ale przytulne. Tak jak domek. Z sadu, który znajdował się za domem wyszła starsza kobieta. Tomasz wiedział, że to babcia Art.                          
 
– Dziękuję za podrzucenie. – chciała wysiąść. On jednak ruszył i wjechał na podwórko.                                                        
– Może zaprosisz mnie na herbatę. – sam nie wiedział co go podkusiło. Po prostu wypalił.                  
– To nie najlepszy pomysł… - zaczęła dziewczyna. A on wyczytał w jej umyśle nutkę przerażenia. Dostrzegł, że obawiała się reakcji dziadka który był dosyć konserwatywny jeśli chodziło o Art i chłopaków.                   
 
– No co ty. Nie jestem taki straszny aby wystraszyć twoją rodzinę. – nie zostawił jej czasu na zastanowienie. Po prostu wysiadł i poszedł przywitać się z jej babcią. Kobieta była w podeszłym wieku ale trzymała się naprawdę dobrze. Tomasz dostrzegł w niej miłą, staruszkę acz w jej oczach zauważył ten sam błysk który widział w oczach Art.                                
– Dzień dobry. Nazywam się Tomasz Czyński i jestem kolegą Art. – podał staruszce rękę. Uścisnęła ją i uśmiechnęła się do niego.                                                            
 
– Dzień dobry dziecko. Napijesz się herbaty? – spojrzała na stojącą za nim Art.                                                 
– Dziecko czemu nie zaprosisz kolegi do środka. Jest zimno. – spojrzała na chłopaka.    
 
– Dobrze się stało, że przyjechałeś. Nie ma komu nosić skrzyń z jabłkami więc na coś się przydasz.                  
 
– Babciu! Tomasz na pewno już ma plany na dzisiejsze popołudnie. – Art wydawała się przerażona perspektywą spędzenia wspólnie popołudnia.                                            
 
– Właśnie dziś mam wolne. – odparł Tomasz i dostał kolejne spojrzenie z serii tych morderczych którymi często obdarzała go Art.               
 
– No widzisz dziecko. Pan Tomasz mówi, że nie jest zajęty.
 
– Wystarczy Tomek proszę pani. – uśmiechnął się do staruszki a ta z kolei poszła już w stronę domu. Art była wściekła.                     
 
– Nie wiem w co ty grasz, ale radzę ci przestań. – odwróciła się i poszła w stronę domu. Tomek poszedł za nią. Domek nie był duży. Zaledwie dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Jednak był przytulny i … Tomasz nie wiedział jak to dokładnie określić. Czuło się w nim miłość jaką domownicy się darzyli. Kuchnia była niewielka i jej wyposarzenie było skromne. Tomasz docenił jednak piec jaki się tutaj znajdował. Szczególnie, że działał i właśnie w tej chwili rozbłyskał ciepłymi promieniami. Przed piecem stała niewielka kanapa na której siedział dziadek Art. Był to starszym mężczyzną, który swoje już przeżył. Miał w sobie jednak ducha życia i pomimo swojej już niedołężności chciał dalej aktywnie uczestniczyć w życiu rodziny. Podniósł się choć z wielkim trudem na widok Tomasz.            
 
– Nie kłopocz się dziadku. Tomasz do ciebie podejdzie. – chłopak zastosował się do rady Art. Podszedł, podał rękę mężczyźnie i mu się przedstawił. Następnie usiadł przy nim.                             
– Art zróbże panu herbatę jakąś czy kawę. Może pan jest głodny. – Dziewczyna wywróciła tylko oczami.                                                  
 
– Dziadku myślę, że Tomasz nie jest głodny a na herbatę wprosił się sam więc niech ją sobie łaskawie zrobi sam. – pomimo swoich słów podeszła do szafki i zaczęła krzątać się po kuchni. W tym czasie jej dziadek zaczął z nim rozmawiać. Po kilku minutach Art podała herbatę i na chwilę znikła w sąsiednim pokoju.

Poszła się przebrać. Ten typ pozwalał sobie na o wiele za dużo. Wprosił się do jej domu. Gorzej. Z tego co widziała oplótł sobie jej dziadków wokół palca. Podstępny drań. Intrygant. Jednak jakaś, dawno ukryta w niej część mówiła, że miło jej się zrobiło. Tak troszkę. Jednak przeważały te negatywne odczucia. Wtargnął w jej życie. Po co? Dlaczego? Czego on chciał? To były pytania które ją nurtowały. Nawet przez chwilę nie dopuszczała do siebie myśli, że po prostu mu się podoba. Jej serce należało do Igora i pozostawało zamknięte na innych ewentualnych kandydatów.

Art wróciła po kilku minutach przebrana i gotowa do pracy w ogrodzie. Spojrzał na nią i dostrzegł, że złość trochę jej minęła.               
 
– Jeśli już wypiłeś to przydaj się na coś i choć dotrzymać obietnicy danej mojej babci. – rzuciła mu kpiące spojrzenie i wyszła. Chłopak po chwili do niej dołączył. Zdjął swoją kurtkę i wrzucił ją do auta. Podwinął rękawy i oznajmił, że jest gotowy. Praca nie wydawała się trudna i szybko przypadła Tomaszowi do gustu. Wchodził na drabinę, obrywał jabłka, wkładał je do skrzyń a następnie zanosił na strych. Skończyli wieczorem. Babcia Art zaprosiła Tomka na kolację. Chłopak przyjął zaproszenie.                                     
 
– Dziękuję za pomoc. Wiem, że nie musiałeś. – Art usiadła przy Tomaszu. Wydawała się już prawie spokojna.                                                                 
 
– Nie ma za co. Świetnie się czułem. – i była to szczera prawda. – masz wspaniałych dziadków.                                  
 
– Oj zdziwiłbyś się. Uwierz potrafią być… uciążliwi. Ale kocham ich ponad wszystko. – spojrzała na staruszków którzy jak zwykle o coś się spierali. –
 
 Choć. Dokończymy u mnie. Zapowiada się mała awantura. – i wymownie spojrzała na swoich dziadków. Chłopak nie kazał sobie dwa razy tego powtarzać. Skierowali się w stronę pokoju Art. W środku Tomasz stanął jak oczarowany. Ściany były pokryte drzewami, zwierzętami, kwiatami, obłokami. Dopiero po chwili dostrzegł, że całość przedstawiała polanę leśną. Meble były wykonane w całości z drewna i wszystko współgrało ze sobą fantastycznie.                                                 
 
– Sama to namalowałaś? – zapytał, choć dobrze wiedział, że tak . dziewczyna miała talent. Była artystką. W każdym znaczeniu tego słowa. I dostrzegł to dopiero teraz gdy znajdował się w jej pokoju. Jej myśli w szkole nigdy nie wyrażały artystycznej duszy.          
 
– Tak. Trochę mi to zajęło, ale nie jestem zadowolona z całości. Brakuje tutaj zawodowości. Jestem amatorką i niestety to widać. – zadziwił go jej ton. Był… naturalny. Chyba po raz pierwszy nie była na niego zła i rozmawiała z nim protekcjonalnie i nerwowo.                                                          
– Przestań sama wiesz, że wygląda to cudownie. – nie odpowiedziała na ten komplement. Wypił herbatę do końca i uznał, że czas się zbierać.         
 
– Będę leciał. I tak już zająłem ci całe popołudnie. – wstał i podszedł do drzwi. – mogę po ciebie jutro przyjechać? – spojrzała na niego spokojnie. Widział jak po raz pierwszy się uśmiecha.                                                            
 
– Myślę, że to nie jest najlepszy pomysł. – odparła. – do jutra. – powiedziała tylko a on po prostu wyszedł. Pożegnał się ze staruszkami których polubił i pojechał do swojego pustego domu. Czuł, że nastąpił jakiś przełom, ale wiedział również, że nie ma się co przed wcześnie cieszyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz