Następnego
dnia Tomek wcale nie wywoływał mniejszego zainteresowania. Odrobinę
zaczęło go to irytować, ale zachowywał się miło i uprzejmie.
Pierwszy miał język polski. Wszyscy zajęli swoje zwyczajowe
miejsca. Nie było tylko Kornelii W. i chłopaków. Po krótkiej
chwili pojawili się spóźnieni. Art siedziała sama. Chwilę
zastanawiał się gdzie usiąść i w końcu usiadł w ławce
sąsiadującej z ławką dziewczyny. Nie wiedział co go tak do niej
ciągnęło. Nie powinien zbytnio spoufalać się z innymi. Dla ich
bezpieczeństwa. Miał tutaj zadanie do wykonania i powinien skupiać
się tylko na nim. Ta dziewczyna jednak go intrygowała i przyciągała
ja magnez. I totalnie go ignorowała.
Do klasy weszła
nauczycielka, młoda, ładna blondynka o pogodnym uśmiechu.
Obdarzyła ich promiennym spojrzeniem.
– Widzę,
że was przybyło. – znów się uśmiechnęła.
– Tomek,
tak? – chłopak przytaknął. – Mam nadzieję, że nasza
współpraca będzie się pomyślnie układać. – po czym odwróciła
się w stronę biurka.
Tomasz uznał, że kobieta jest miła i
sympatyczna i w zasadzie mógł ją polubić.
– Dla waszego kolegi i dla was samych
zrobimy sobie krótkie powtórzenie… - zaczęła mówić o
„Dziadach” Mickiewicza.
– O czym więc
mówi nam trzecia część „Dziadów”? – zapytała.
Niespodziewanie dla Tomasza odezwała się Art.
– Mickiewicz chce przekazać nam cierpienia
młodzieży litewskiej która jest prześladowana przez Nowoscilow’a.
Tym samym chce pobudzić innych do walki przeciwko terrorowi.
– Dobrze. Co jeszcze? –
spojrzała na klasę.
– Mickiewicz – odezwał się
Tomek - Przede wszystkim poprzez ten utwór chce nam opowiedzieć
jak było w owym czasie. Chce po sobie zostawić wspomnienie. Możemy
się jedynie domyślać co przeżywał w więzieniu. Co czuł. Cały
utwór tak naprawdę opowiada o nim samym. O jego życiu, miłości,
wojnie i walce jaką podjął aby przeciwstawić się wspomnianemu
przez koleżankę terrorowi…
- „Dziady” jednak nie powstały
w więzieniu. Mickiewicz, o czym należy bezwzględnie pamiętać,
jest artystą. – odparła Art.
– Owszem, ale głównie jego przeżycia z tamtego okresu nakłoniły go do ich stworzenia.
Człowiek w razie zagrożenia zachowuje się inaczej niż normalnie.
Dlatego w ogóle powstał ten utwór. Za potwierdzenie weźmy na
przykład pytanie dlaczego jak to ujęłaś ten artysta nie ukończył
swego dzieła….
– Bo
nie zdążył. Zmarł. – spojrzała na niego intensywnie.
Odwzajemnił spojrzenie. Teraz dyskusję prowadzili między sobą.
– Ale przecież po
wyjściu z więzienia jeszcze żył i to kilkanaście lat. Nie
dokończył swojego dzieła bo nie czuł już zagrożenia a więc i
wena pod wpływem której pisał również odeszła. – widział jak
się irytuje.
– Tym samym możesz stwierdzić, że Mickiewicz
pisał tylko w przypływie intensywnych uczuć, a dalej, że tak na
prawdę okazyjny z niego pisarz.
– To ty to powiedziałaś. –
mierzyli się wzrokiem. On rozbawiony, ona zirytowana. Ową wymianę
zdań zakończyła nauczycielka.
– Art trafił ci odpowiedni partner do dyskusji. – zwróciła
się do Tomka. –
Interesujesz się językiem polskim?
- Tak. Trochę. – odparł szczerze.
– Cieszy mnie to. Art do tej pory nie miała z kim
wymieniać swoich poglądów. Myślę, że nasze lekcję staną się
jeszcze bardziej interesujące. – właśnie w tej chwili zadzwonił
dzwonek. Nauczycielka zadała pracę domową i wypuściła uczniów.
Tomasz odkrył ciekawą rzecz a mianowicie, że ta tajemnicza
dziewczyna lubi postawić na swoim. Na korytarzu nie powstrzymał się
i gdy dziewczyny go opętały, on wymknął im się i podszedł do
Art. Tam żadna z nich nie podeszła. Ona jednak nie zwróciła na
niego większej uwagi. Zerknęła tylko na niego i znów utonęła w
lekturze. Gdy zadzwonił dzwonek niespodziewanie wstała i podeszła
do niego bliżej.
– Nie rób sobie ze mnie schronienia przed bandą
tych wariatek. Zrozumiałeś? – nie czekając na odpowiedź
odeszła.
Temperament to ona posiadała, nie ma
co. Uśmiechnął się w duchu i poszedł na kolejne zajęcia. Na
żadnym przedmiocie Art już się nie udzielała. Najwidoczniej
lubiła tylko polski. A Tomek przyłapał się ma tym, że co jakiś
czas zerka na dziewczynę.
Po
lekcjach pojechał na zakupy. Gdy wychodził ze sklepu zauważył
Art. Szła pewnie chodnikiem. Nie zauważyła go. A jego coś pchało
żeby sprawdzić dokąd dziewczyna idzie. W śledzeniu kogokolwiek
był mistrzem. Umiejętność tą miał można tak powiedzieć
wrodzoną. Pałał do siebie obrzydzeniem za jej posiadanie. Ale
równie często przydawała mu się ona. Tak więc poszedł za Art.
Daleko nie musiał iść. Ulicę dalej weszła do budynku na którym
widniał napis „Biblioteka miejska w Grabowie Wielkim”. No tak.
Mógł się domyśleć. W końcu dziewczyna ciągle w rękach miała
książki. Zganił się w myślach i wrócił do auta. Pojechał do
domu.
Art
była rozzłoszczona. I to przez tego nowego kretyna. Zauważył, że
jest sama więc aby pozbyć się tych wariatek, które nie wiadomo co
sobie ubzdurały w tych swoich pustych głowach i wszędzie za nim
biegały, zwyczajnie ukrył się w jej własnej samotności. Kto mu
do ciężkiej cholery na to pozwolił? Co on sobie wyobrażał?
Myślał, że skoro jest taki przystojny i szarmancki to może mieć
każdą? I czemu do diaska zainteresował się nią? Widziała jego
wszystkie spojrzenia w jej kierunku. Choć trzeba przyznać dobrze je
maskował. Jego spojrzenie ją irytowało. I wcale nie dlatego, że
było natarczywe lub coś w tym rodzaju. Przypominało jej spojrzenie
Igora. Te oczy tak ciekawe świata i nic w zamian nie chcące. Ten
ich błysk… dostrzegła go rano gdy rozmawiali o Mickiewiczu. Swoja
drogą ona nawet nie lubiła tego pisarza i uważała dokładnie tak
jak Tomek. Coś jednak kazało jej bronić artysty. Inaczej. Coś
kazało jej wdać się w tą chorą dyskusję. I dostała za swoje.
Gdy była pewna zwycięstwa on ją zautował. Zrozumiał, że
przejrzał ją i tym samym wygrał. Denerwował ją. No i do tego
Kornęlia W. Może i nie była najbystrzejsza na świecie ale chciała
Tomasza. Cały dzień się kręciła wokół niego. Art podejrzewała,
że tamta również dostrzegła spojrzenia Tomka. Czemu to zawsze
spotyka ją? Czemu ten typ nie da jej spokoju?....
Z takimi myślami wróciła do domu. Zjadła
obiad przygotowany przez babcię. Wysłuchała jej narzekań na
dziadka i jego na nią. Potem poszła się uczyć. Skończyła
wieczorem. Zrobiła kolację, zmyła naczynia i poszła wziąć
kąpiel. Potem poczytała odrobinę książkę którą dziś
wypożyczyła , zgasiła światło i poszła spać. Tak właśnie
mijały jej dni od powrotu z Warszawy. Dnia następnego jak zwykle
pojechała do szkoły autobusem w którym jak co dzień spotkała
Magdę. Opowiedziała przyjaciółce wydarzenia z dnia poprzedniego.
Ta tylko nieznacznie się uśmiechnęła. W szkole rozstały się i
Art udała się na historię. Tomek niestety już był. Wyglądał
naprawdę atrakcyjnie. Jego włosy miały kolor ciemnego złota, oczy czarne niczym heban, podłużna twarz i sposób ubioru. Marynarka, T-shirt, dzinsy i trampki. Ją jednak tylko zirytował. Usiadła jak
zwykle sama i otworzyła książkę. Nie mogła się jednak skupić.
Rozejrzała się po korytarzu. Na zewnątrz była naprawdę paskudna
pogoda, padał deszcz i wiał wiatr. Dlatego w szkole nie było
bardzo wiele osób. A i w jej klasie było ich tylko kilkoro.
Dostrzegła również, że Tomek stoi sam pomimo tego iż Julia i
Kasia stały nieopodal. Nie zastanawiała się nad tym zbytnio. Co
ją to obchodziło?. Pierwszą mieli historię. Art lubiła ten
przedmiot i wiązała z nim swoją przyszłość. Nauczycielka
poprowadziła lekcję i niespodziewanie zrobiła kartkówkę z treści
ponieważ klasa była wyjątkowo nie zainteresowana przedmiotem. Gdy
już oddali kartkówki i historyczka zaczęła je sprawdzać
zaciekawiła ją jedna z nich.
– Tomasz
Czyński? Jesteś nowy prawda? – chłopak potwierdził. – bardzo
ładna praca. W zasadzie najlepsza. Chociaż nie widziałam jeszcze
pracy Art. Cieszy mnie to. – Tomek w milczeniu przyjął pochwałę,
a Art gotowała się w środku. To już drugi przedmiot który jej
odebrał.
On
natomiast zauważył jej irytację. Oczy jej płonęły i wtedy
wyglądała tak… o czym ja myślę. Dziewczyna dobrze robiła
trzymając się od niego daleko. „Mam tutaj coś do zrobienia”
powtarzał sobie, ale i tak intensywnie o niej myślał. Przecież
był potworem i powinien o tym pamiętać zanim z kimkolwiek zawrze
bliższą znajomość. W dodatku ta Kornelia, która ciągle się
kręciła wokół niego. Znał jej myśli. Dziewczyna lubiła
zdobywać trofea w postaci chłopaków a Tomasza uważała za
ukoronowanie swojej kolekcji. Strasznie go irytowały takie nadęte
panienki. Nie liczyły się z nikim i nie obchodziły ich uczucia
innych. Zbywał ją jak tylko mógł. Poza tym jego myśli zajęte
były zupełnie kimś innym. Zauważył zresztą, że nie tylko jego.
Michał również błądził we wspomnieniach o dziewczynie. Coś ich
kiedyś łączyło. We wspomnieniach innych ujrzał zupełnie inną
Art. Art roześmianą i niestety trochę zepsutą, ale wiedział, że
teraz dziewczyna się zmieniła.
Po zajęciach poszedł do samochodu
dłuższą chwilę później niż zwykle. Wyjechał ze szkolnej ulicy
i udał się do Grabowa Wielkiego, gdzie mieszkał. Po drodze
dostrzegł Art stojącą na przystanku. Coś go tchnęło. Niewiele
myśląc zawrócił i zatrzymał się pod przystankiem.
– Wsiadaj. Podwiozę
cię. – spojrzenie Art było jak błyskawica.
– Nie ma takiej potrzeby. –
uśmiechnął się. Wiedział, że był to olśniewający uśmiech.
– Art, powiedzmy, że to rekompensata
za schronienie jakiego mi ostatnio udzieliłaś. – dziewczyna
chwilę myślała po czym wsiadła do auta. Ruszył i pojechał do
Wierzbinowa.
– Ale to tylko rekompensata za to, że … sam wiesz za co. –
zamilkła.
– Powiedz
gdzie mam jechać. – wskazała mu drogę. Nie mówiła nic a on nie
pytał. Podjechali pod bardzo skromny domek.
–
Tutaj mieszkam. – wskazała. Zatrzymała się. Podwórko było duże
ale przytulne. Tak jak domek. Z sadu, który znajdował się za domem
wyszła starsza kobieta. Tomasz wiedział, że to babcia Art.
– Dziękuję za podrzucenie. – chciała
wysiąść. On jednak ruszył i wjechał na podwórko.
– Może
zaprosisz mnie na herbatę. – sam nie wiedział co go podkusiło.
Po prostu wypalił.
– To nie najlepszy pomysł… - zaczęła
dziewczyna. A on wyczytał w jej umyśle nutkę przerażenia.
Dostrzegł, że obawiała się reakcji dziadka który był dosyć
konserwatywny jeśli chodziło o Art i chłopaków.
– No co ty. Nie jestem taki straszny aby
wystraszyć twoją rodzinę. – nie zostawił jej czasu na
zastanowienie. Po prostu wysiadł i poszedł przywitać się z jej
babcią. Kobieta była w podeszłym wieku ale trzymała się naprawdę
dobrze. Tomasz dostrzegł w niej miłą, staruszkę acz w jej oczach
zauważył ten sam błysk który widział w oczach Art.
– Dzień dobry. Nazywam się Tomasz
Czyński i jestem kolegą Art. – podał staruszce rękę. Uścisnęła
ją i uśmiechnęła się do niego.
– Dzień
dobry dziecko. Napijesz się herbaty? – spojrzała na stojącą za
nim Art.
– Dziecko czemu nie
zaprosisz kolegi do środka. Jest zimno. – spojrzała na chłopaka.
– Dobrze się stało, że przyjechałeś. Nie ma komu nosić
skrzyń z jabłkami więc na coś się przydasz.
– Babciu! Tomasz na pewno już ma plany na
dzisiejsze popołudnie. – Art wydawała się przerażona
perspektywą spędzenia wspólnie popołudnia.
– Właśnie dziś mam
wolne. – odparł Tomasz i dostał kolejne spojrzenie z serii tych
morderczych którymi często obdarzała go Art.
– No widzisz dziecko. Pan Tomasz mówi, że nie jest
zajęty.
– Wystarczy Tomek proszę pani. – uśmiechnął się do staruszki
a ta z kolei poszła już w stronę domu. Art była wściekła.
– Nie wiem w co ty grasz, ale radzę ci
przestań. – odwróciła się i poszła w stronę domu. Tomek
poszedł za nią.
Domek nie był duży.
Zaledwie dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Jednak był przytulny i …
Tomasz nie wiedział jak to dokładnie określić. Czuło się w nim
miłość jaką domownicy się darzyli. Kuchnia była niewielka i jej
wyposarzenie było skromne. Tomasz docenił jednak piec jaki się
tutaj znajdował. Szczególnie, że działał i właśnie w tej
chwili rozbłyskał ciepłymi promieniami. Przed piecem stała
niewielka kanapa na której siedział dziadek Art. Był to starszym
mężczyzną, który swoje już przeżył. Miał w sobie jednak ducha
życia i pomimo swojej już niedołężności chciał dalej aktywnie
uczestniczyć w życiu rodziny. Podniósł się choć z wielkim
trudem na widok Tomasz.
– Nie kłopocz się dziadku.
Tomasz do ciebie podejdzie. – chłopak zastosował się do rady
Art. Podszedł, podał rękę mężczyźnie i mu się przedstawił.
Następnie usiadł przy nim.
– Art zróbże panu herbatę jakąś
czy kawę. Może pan jest głodny. – Dziewczyna wywróciła tylko
oczami.
– Dziadku myślę,
że Tomasz nie jest głodny a na herbatę wprosił się sam więc
niech ją sobie łaskawie zrobi sam. – pomimo swoich słów
podeszła do szafki i zaczęła krzątać się po kuchni. W tym
czasie jej dziadek zaczął z nim rozmawiać. Po kilku minutach Art
podała herbatę i na chwilę znikła w sąsiednim pokoju.
Poszła
się przebrać. Ten typ pozwalał sobie na o wiele za dużo. Wprosił
się do jej domu. Gorzej. Z tego co widziała oplótł sobie jej
dziadków wokół palca. Podstępny drań. Intrygant. Jednak jakaś,
dawno ukryta w niej część mówiła, że miło jej się zrobiło.
Tak troszkę. Jednak przeważały te negatywne odczucia. Wtargnął w
jej życie. Po co? Dlaczego? Czego on chciał? To były pytania
które ją nurtowały. Nawet przez chwilę nie dopuszczała do siebie
myśli, że po prostu mu się podoba. Jej serce należało do Igora i
pozostawało zamknięte na innych ewentualnych kandydatów.
Art
wróciła po kilku minutach przebrana i gotowa do pracy w ogrodzie.
Spojrzał na nią i dostrzegł, że złość trochę jej minęła.
– Jeśli już wypiłeś to przydaj się na coś i
choć dotrzymać obietnicy danej mojej babci. – rzuciła mu kpiące
spojrzenie i wyszła. Chłopak po chwili do niej dołączył. Zdjął
swoją kurtkę i wrzucił ją do auta. Podwinął rękawy i oznajmił,
że jest gotowy. Praca nie wydawała się trudna i szybko przypadła
Tomaszowi do gustu. Wchodził na drabinę, obrywał jabłka, wkładał
je do skrzyń a następnie zanosił na strych. Skończyli wieczorem.
Babcia Art zaprosiła Tomka na kolację. Chłopak przyjął
zaproszenie.
– Dziękuję za pomoc. Wiem,
że nie musiałeś. – Art usiadła przy Tomaszu. Wydawała się już
prawie spokojna.
–
Nie ma za co. Świetnie się czułem. – i była to szczera prawda.
– masz wspaniałych dziadków.
– Oj zdziwiłbyś się. Uwierz
potrafią być… uciążliwi. Ale kocham ich ponad wszystko. –
spojrzała na staruszków którzy jak zwykle o coś się spierali.
–
Choć. Dokończymy u mnie. Zapowiada się mała awantura. –
i wymownie spojrzała na swoich dziadków. Chłopak nie kazał sobie
dwa razy tego powtarzać. Skierowali się w stronę pokoju Art. W
środku Tomasz stanął jak oczarowany. Ściany były pokryte
drzewami, zwierzętami, kwiatami, obłokami. Dopiero po chwili
dostrzegł, że całość przedstawiała polanę leśną. Meble były
wykonane w całości z drewna i wszystko współgrało ze sobą
fantastycznie.
– Sama to
namalowałaś? – zapytał, choć dobrze wiedział, że tak .
dziewczyna miała talent. Była artystką. W każdym znaczeniu tego
słowa. I dostrzegł to dopiero teraz gdy znajdował się w jej
pokoju. Jej myśli w szkole nigdy nie wyrażały artystycznej duszy.
– Tak. Trochę mi to zajęło, ale nie jestem zadowolona
z całości. Brakuje tutaj zawodowości. Jestem amatorką i niestety
to widać. – zadziwił go jej ton. Był… naturalny. Chyba po raz
pierwszy nie była na niego zła i rozmawiała z nim protekcjonalnie
i nerwowo.
–
Przestań sama wiesz, że wygląda to cudownie. – nie odpowiedziała
na ten komplement. Wypił herbatę do końca i uznał, że czas się
zbierać.
– Będę leciał. I tak już zająłem ci całe
popołudnie. – wstał i podszedł do drzwi. – mogę po ciebie
jutro przyjechać? – spojrzała na niego spokojnie. Widział jak po
raz pierwszy się uśmiecha.
–
Myślę, że to nie jest najlepszy pomysł. – odparła. – do
jutra. – powiedziała tylko a on po prostu wyszedł. Pożegnał się
ze staruszkami których polubił i pojechał do swojego pustego domu.
Czuł, że nastąpił jakiś przełom, ale wiedział również, że
nie ma się co przed wcześnie cieszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz