Nie
wiedziała kiedy zasnęła i nie wiedziała co ją obudziło, w
każdym razie Nataniel siedział na skraju łóżka i patrzył na nią
tak jakoś normalnie. Tak, przyziemnie i zarazem inaczej niż zawsze.
Bez tej swojej ironii i kpiny które zakrawały na sarkazm.
– Co ty
tutaj robisz? – zapytała zaspana. Uśmiechnął się przyjaźnie.
Przemyślał sobie wiele spraw. Wiedział, że jeśli zacznie od niej
stronić i uciekać, to zacznie go gonić a później dopadnie. Wtedy
nie miałby szans, teraz jeszcze był w stanie nad tym zapanować.
– Staram
się ciebie chronić. Twój wilczek siedzi na podwórku w swoim
aucie. Chyba nie da tak łatwo za wygraną. – teraz zauważyła
książkę którą trzymał w ręku. Zapamiętała aby potem
sprawdzić tytuł. Czytający Nataniel to nowość. Wtedy dotarł do
niej sens jego słów. Wyskoczyła z łóżka i podeszła do okna.
Była już późna noc. Ciemność zalała otoczenie. Było
pochmurnie, więc nie dało się zobaczyć żadnych gwiazd co tylko
pogłębiało wszechogarniającą czerń. Wdzierała się w każdy
zakamarek chcąc zalać każdą, nawet najmniejszą łunę światła.
W tych ciemnościach dostrzegła jednak ciemny kształt. Wytężyła
wzrok i rzeczywiście auto Janka stało na podwórzu. Nawet ona,
swoim ludzkim wzrokiem mogła dostrzec jego zmierzwioną fryzurę.
– Mam
go wywalić? – zapytał. Po co on tutaj został? Chyba wyraźnie mu
powiedziała, że nie życzy sobie jego obecności? To nie jest
koncert życzeń, przypomniała sobie słowa Nataniela.
– Nie. Skoro chce tutaj być, niech będzie. Ja nie zamierzam z nim rozmawiać. – odparła i
wróciła na łóżko. Nocą najbardziej brakowało jej Tomasza.
Przytulał ją i od razu zasypiała. Położyła się. Dziś musiała
wystarczyć jej poduszka i widok czytającego Nataniela. Patrzyła na
niego. Był pochłonięty lektura, ale zdawała sobie sprawę, że
nie stracił nic ze swojej czujności. W końcu zapytał:
- Czy ty nigdy
nie widziałaś aby ktoś czytał? – nie oderwał wzroku od
książki. Znał „Wichrowe wzgórza” na pamięć w kilkunastu
językach świata. W obecnej chwili nie czytał a tylko to pozorował.
Dziewczyna jednak chciała rozmowy. Nie miał w zwyczaju spełniania
cudzych zachcianek, ale w końcu ona był inna.
– Ktoś tak, ty nie jesteś zwykłym ktosiem. –
odpowiedziała. Spojrzał na nią znad książki. Śmiesznie to
wyglądało. Dziś Nat pokazał jej swoje drugie oblicze. Bardziej
ludzkie. Tylko sam Bóg wiedział ile on ich posiadał. Stoczyli
kilka walk i pokazał, że gdy chce potrafi ustąpić. Pokazał, że
jest inteligentny i w pewien mroczny sposób pociągający. Śmiało
mogła stwierdzić, iż zyskuje przy bliższym poznaniu. Jakiś
wewnętrzny głos podpowiadał jednak, że równie dobrze może jej
ujawnić swoje gorsze oblicza. Musiała uważać. Jeśli chodziło o
Janka to złość na niego już jej przechodziła. Nigdy nie
potrafiła się na niego długo gniewać. Było jej tylko przykro, że
nie podzielił się ze nią tak ważną rzeczą w jego życiu. Tylko
czy ona sama byłaby mu w stanie powiedzieć o wampirycznym chłopaku?
Sama dopiero co oswajała się z tą myślą. Nie było sensu się
załamywać. To były stany dokonane i nie miała na nie wpływu. Nie
mogła niczego zrobić. Rozsądnie było przyjąć nową rewelację
do świadomości i żyć dalej. Czekać na powrót Tomasza. Ciekawe
gdzie był? Co robił? Kiedy wróci? Przed wyjazdem powiedział, że
Nataniel odpowie na wszystkie pytania. Może to był moment na ich
zadnie?
– Nie możesz zasnąć czy
wzdychasz tak bo lubisz? – zagaił Nataniel. Wzdychała? Kurczę,
musiała zacząć się pilnować.
– Nie
mogę zasnąć. Powiedz mi skąd Tomek zna Josepha? – Odłożył
książkę na bok i spojrzał na nią z westchnieniem
zniecierpliwienia. Nie powiedział jednak niczego głupiego ani jej
nie spławił. Wiedział, że to jego brat powinien jej o wszystkim
powiedzieć, ale on sam kazał mu odpowiadać na jej pytania. O dziwo
źle się z tym czuł.
– Widzisz, po przemianie
Amelia, nie potrafiła sobie poradzić ze swoim pragnieniem. To jest
trudne, ale po pewnym okresie czasu mija pierwszy szał. U niej było
inaczej. Dokonywała okropnych zbrodni. Nie mogliśmy z Tomem na to
patrzeć. Wyruszyliśmy aby szukać dla niej ratunku. Gdzieś w
środkowych Włoszech natknął się na Josepha. W rzeczy samej
pomógł nam, ale mi się nie podobał jego stosunek do Amy. Zabrałem
ją, a mój stuknięty brat ubzdurał sobie, że Joseph pokazał mu
sens życia. Wtedy po raz pierwszy rozeszły się nasze drogi. –
dziewczyna zamyślona patrzyła na wampira.
– A co się
takiego stało, że teraz Joseph chce zabić Tomka? – nie lubił
tej historii. Za bardzo przypominała mu o matce.
– Najpotężniejszy z Pierwszej dwunastki wampirów
jest kimś na kształt mojego, naszego dziadka. Posiada pewien
specyficzny pierścień, dzięki któremu utrzymuje swoją pozycję,
a który otrzymał od Pierwotnego wampira czyli Kaina…
- Jak to Kaina?
– czyżby jego brat nie opowiedział jej naszej historii?
- Niczego ci nie
powiedział, prawda? – zapytał ją. Przecząco pokiwała głową.
– Kretyn. Chyba powinien
od tego zacząć kiedy powiedział ci kim jest… - dziewczyna
zaczerwieniła się i spuściła wzrok. Coś było nie tak, jak być
powinno.
– On mi o niczym nie powiedział. Sama doszłam do tego kim jest.
Jego zachowanie, poza… pogrzebałam w sieci a tam znalazłam parę
jego zdjęć, na których miał inny wiek. Potem zadzwoniłam do jego
byłej szkoły, a kiedy powiedziano mi, że nigdy nie mieli takiego
ucznia zaczęłam myśleć i sklejać wszystko do siebie. – nie
dowierzał. Nie miał nawet na tyle odwagi aby powiedzieć jej kim
jest. Bał się, że ucieknie? Tak wierzył w jej miłość?
Skończony kretyn.
– No dobra, najpierw był
Kain. On był Pierwotnym wampirem. U zarania dziejów i takie tam…
zabił brata, jego krew naznaczyła go i nadała mu brzemię. Bóg
stworzył wampira. To miała być dla niego kara. Wieczne życie w
poczuciu tego co zrobił. Jednak mówi się, że diabeł tez chciał
mieć udział w tym dziele i stworzył małą furtkę. Mianowicie,
Kain mógł stworzyć innych. I stworzył. Michaela i Vanessę.
Okazało się, że są silni i zdolni jak on sam, aczkolwiek
odrobinę słabsi. Kain bał się zagrożenia. Nie chciał tworzyć
„nowych” bo to byłby koniec ludzkości, ale nie chciał być tez
sam. Dlatego oprócz nich, stworzył jeszcze dziesięciu innych. Tak
powstało Dwanastu Pierwszych. Zagroził im, że mają prawo
przemienić tylko trzy osoby, gdyż w ten sposób chciał ograniczyć
wampiryzm. Jednak nie powiedział czy przemienieni też mają
ograniczenia. A kiedy Joseph i dwóch innych zaczęli dążyć do
władzy było już za późno. Na nic zdały się prośby i groźby.
Wampiry rozproszyły się po całym świecie. Michael jednak pozostał
wierny Kainowi. Obiecał, że on dotrzyma danego słowa. I dotrzymał.
Przez całe swoje życie zamienił w wampira tylko jedną osobę.
Moją matkę. Zobowiązał ją do przemiany tylko swoich dzieci i oto
jestem. Wróćmy jednak do momentu wierności Michaela. W zamian za
lojalność Kain uczynił mojego dziadka kimś najważniejszym w
naszym świecie a sam się wycofał. Oprócz Pierwszej Dwunastki nikt
nigdy go nie widział. Oznaką władzy Michaela jest wcześniej
wspomniany pierścień. Nie wiem jak to było dokładnie między
Josephem a Tomkiem, ale mój przygłupi brat chyba obiecał go zdobyć
dla Pierwszego. Oczywiście nie mógł spełnić danego słowa i od
wieków ucieka przed Josephem. W końcu znalazł schronienie u niejakiego Rafaela, ale to odmienna historia. – zakończył a ona
nie mogła uwierzyć w jego słowa. Wynikało z nich, że Tomek był
zupełnie inni niż jej się teraz wydaje. W końcu sam jej
powiedział, że przy niej się zmienił. Z opowieści wyłapał coś
jeszcze. Nataniela który był inny.
– Dlaczego ty…
jesteś inny? – spojrzała na niego z ciekawością.
– Chcesz pogadać o tym
kim jestem? – zapytał całkiem poważnie.
– Nie tyle o to kim jesteś a o to dlaczego
jesteś taki….
– Demoniczny? –
dokończył. Kiwnęła potakująco głową.
– Cóż, tak jest łatwiej. Wyłączyć uczucia i być
draniem. Wszyscy raczej cię unikają i masz spokój. – oznajmił.
Nie była to odpowiedź jakiej się spodziewała i on to wiedział.
–
Art każdy ma swoje powody. Dlaczego ty się zmieniłaś? Czuję, że
z tamtą Art bym się zaprzyjaźnił. – rzuciła w niego poduszką.
Nie sądziła aby wiedział co się jej przytrafiło. Nie sądziła,
że go to interesuje.
– Zakochałam się a on
potem zginał w wypadku. Igor był kimś wyjątkowym. Był moją
drugą połową. Wtedy tak myślałam. – odparła. Kiwnął głową.
– Sama widzisz. Każdy ma takie swoje wydarzenie. I wybacz
ale ja o swoim nie chcę rozmawiać. – ponownie podniósł książkę
i chciał wrócić do lektury. Temat niebezpiecznie skierował się
na jego cierpienie, a tego na pewno nie chciał. Poza tym gdyby
zaczął, musiałby powiedzieć jej co Tomek mu uczynił. A tego nie
chciał. To jego brat sam powinien to zrobić. Nikt inny.
– Czasami
trzeba się wygadać. – dodała nieśmiało a on spojrzał na nią
zagadkowo. Nie odpowiedział. Nie od razu.
– Kiedy masz przed sobą wieczność
potrafisz zachować dla siebie pewne rzeczy ponieważ ludzie
przemijają a ty żyjesz dalej ze świadomością, że wszystkich
których kochałaś odeszli. – to były najsmutniejsze słowa jakie
w życiu usłyszała. Tym właśnie była dla nich. Kimś na chwilę.
Ona umrze a Tomasz i Nataniel będą żyć dalej. Dlaczego i po co w
takim razie były te wszystkie zachody aby ją chronić. W
ostatecznym rozrachunku i tak miała umrzeć a oni mieli uznać ją
za coś przemijającego. Za coś. Jak bardzo przedmiotowo to
brzmiało. Czy w takim razie życie ludzkie miało jakiś sens? Czy
jej życie miało sens? Znała odpowiedź na te pytania. Nie żyła
dla kogoś. Żyła tylko i wyłącznie dla siebie i to od niej
zależało czy po śmierci ludzie i nie tylko ludzie o niej zapomną
czy będą pamiętać i wspominać z sentymentem. To od niej zależało
czy będzie jednostką wybitną czy zwykłym zjadaczem chleba. Całe
jej życie leżało w jej rękach i tylko ona mogła coś z nim
zrobić.
– To smutne. – powiedziała w końcu. Pokiwał twierdząco głową.
– Owszem. Jednak
takie jest życie. Ty swoje przeżyjesz w całości. Dorośniesz.
Będziesz miała dzieci, męża. Zestarzejesz się i w końcu
umrzesz. Tak powinno być. I pomimo całej wiedzy jaką zdobywamy,
zazdrościmy wam tak banalnej rzeczy jak starość, jak możliwość
dokończenia tego co nam zostało odebrane. Jak możliwość śmierci.
– mówiąc to myślami był zupełnie gdzie indziej. Do chwil
spędzonych z Jasminą. Do jej uśmiechów i słów. „Zawsze
będziesz mój” to powiedziała mu na łożu śmierci. Te słowa
tłukły się po jego głowie całymi dniami, od dwustu lat. Widział
jej zamykające się oczy i czuł ciało opadające z życia. Tak
bardzo ją kochał i tak łatwo ją stracił. W końcu wrócił do
rzeczywistości a w jego oczach zobaczyła bezgraniczny smutek.
Szybko go zakamuflował jednak przez chwilę tam był. Co takiego
sprawiło, że zdjął wszystkie swoje osłony i na chwilę pokazał
się jej z dobrej strony?
– Przykro mi. –
chciała go wesprzeć, a on uśmiechnął się w stylu „spoko, i
tak nigdy nie zrozumiesz o co mi chodzi”. Miał oczywiście rację.
Nie mogła go zrozumieć. Zastanawiała się czy w ogóle by chciała
mieć takie myśli jak on. To nasuwało kolejne pytanie czy
chciałaby być taka jak on? Czy chciała zostać dzieckiem nocy?
Nie! Nie mogła o tym myśleć. Nie ten czas. Choć zapewne żaden
nie będzie dobry, ale ten naprawdę był nieodpowiedni. Przytuliła
się do poduszki i zastanawiała nad słowami Nataniela. Dziś
przełamali pierwsze lody. Dziś oboje coś sobie udowodnili. Jutro
wszystko miało wyglądać inaczej.
***
- Ostatnim
razem był tutaj. Amelio to nie możliwe, że tak szybko zmienił
lokum. – Tomek był załamany. Dotarli do rezydencji Michaela a
jego nie było. Podobno zmienił miejsce zamieszkania. Gdzie miał
go teraz szukać? Minęło dopiero kilka dni a on prawie umierał z
tęsknoty za Art. Nawet nie chciał sobie wyobrażać co przechodzi
z Natanielem. Skoro nie znalazł Michaela jego podróż miała się
okazać dużo dłuższa. Nie był pewny, czy da sobie radę bez Art
tyle czasu. Bezsilność go wykańczała.
– Możliwe. Musimy
szukać nadal. Nie poddamy się. – uśmiechnęła się
optymistycznie. Oboje wiedzieli, że teraz podróż może im zająć
nie wiadomo ile. Michael mógł być w każdym miejscu na świecie.
Przed oczami ciągle miał ostatni obraz Art. Była zapłakana.
Serce mu krwawiło gdy musiał na to patrzeć i odejść. Nataniel
to najgorsza szumowina jaką znał ale nigdy nie dopuści aby stała
się jej krzywda. Ruszyli dalej. Podróż ciągnęła się z
nieskończoność. Dni wlekły się jeden za drugim a za oknami
samochodu ciągle były albo pola, albo lasy. Starał się być
silny, ale zawsze miał z tym problemy. Poza tym nie wiedział,
gdzie szukać dziadka. Mógł być wszędzie i nigdzie jednocześnie.
Ruszyli na Zachód. Co by nie mówić o Michaelu zawsze podążał
ku zachodzącemu słońcu. Sentymentalne i prozaiczne ale
przynajmniej zawsze wiedzieli w jakim kierunku szukać. Możliwe, że
spotka matkę. Gdy jego rodzeństwo przybyło do Grabowa był pewny,
że jest z nimi, ale okazało się, że rozstali się kilka miesięcy
wcześniej. Najprawdopodobniej teraz była z Michaelem. Myśli
wampira powróciły do Artemizji. Tyle razy chciał do niej
zadzwonić tylko co by to dało? W najgorszym wypadku Joseph by
odkrył ich plan. Przyrzekł sobie, że jej nie skrzywdzi. Art nie
umrze tak bezsensownie jak Jasmina. I pomimo tego, że ta druga sama
o to prosiła nigdy nie wybaczył sobie, że jej na to pozwolił.
Zawsze myślał tylko o rodzinie i jej bezpieczeństwie i kiedy
Joseph zagrażał Natanielowi musiał działać. Nie mógł pozwolić
aby umarł. Jednak nie powinien pozwolić Jasminie się poświęcać.
I nie chciał. Tylko, że ona podjęła decyzję. Co prawda Nataniel
go nienawidził, ale żył. Tylko to się wtedy liczyło. Jego brat
kiedyś dowie się prawdy, ale na razie nie jest to konieczne.
Lepiej aby go nienawidził niż sam miałby obwiniać się o tę
śmierć. Dla Tomka życie i śmierć niewiele znaczyły, do póki
nie dotyczyły kogoś mu bliskiego. Zatrzymali się w jakimś lesie.
Wyczuwał tutaj inne wampiry. Pytanie dobre czy złe? Jego czujność
się wzmogła.
– Musimy
uważać. Nie wyczuwam ich intencji. – szepnęła Amelia. Nie
musiała mu tego mówić. Po chwili cztery wampiry otoczyły polanę
na której stali. Nie widział ich, ale słyszał. Trzech mężczyzn
i kobieta. Drobna i zwinna. To na nią należało uważać. W końcu
się pojawili. Mężczyźni stanowili raczej rodzaj ochrony. To ta
niska brunetka tutaj dowodziła. Coś w niej było drapieżnego
jednakowoż wiedzieli, że nie grozi im niebezpieczeństwo. Tomek
wystąpił na przód. Obca wampirzyca również.
– Witajcie w moim królestwie. Na imię mi
Vanessa. To moi przyjaciele. – skinęła na swoich towarzyszy.
Potaknął głową na znak iż rozumie.
– Tomasz i Amelia. Miło nam. Jeśli naruszyliśmy
twoje terytorium to przepraszamy. – teraz następował moment w
którym oni ich prześwietlali i decydowali o tym co z nimi zrobić.
W końcu Vanessa się uśmiechnęła.
– Nie. Miło mi
was gościć. Zapraszam do siebie. – spojrzał na siostrę.
Skinęła głową i ruszyli krętą ścieżką przez leśne
gęstowia. Po dosyć długim spacerze naszym oczom ukazała się
willa godna Pierwszego. Wspaniała, nowoczesna, z dala od
cywilizacji. Amelia była pewna, że żaden człowiek nigdy tutaj
nie dotarł i zapewne nigdy nie dotrze, chyba, że Vanessa sama
będzie tego chciała. Dom zrobił na niej wrażenie, jako na osobie
znającej się na tym. Wszyscy weszli do środka i ich oczom ukazało
się nowoczesne i przytulne wnętrze salonu.
– Proszę,
wejdźcie dalej. Rzadko miewamy gości więc wybaczcie moim
przyjaciołom iż nie będą nam towarzyszyć. – ręką wskazała
im miejsca na kanapie. Tomek wyczuł iż Amelia nadal ma się na
baczności. On natomiast miał niejasną pewność , że nic im nie
grozi.
– Co
was sprowadza w te strony? – zapytała. Może i nie wzbudziła
jego obaw, ale jeszcze nie upadł na głowę. Nie zamierzał jej
ufać.
– Zmierzamy na Zachód. Nie
chcemy wzbudzać zbytniego zainteresowania więc postanowiliśmy
wędrować bocznymi drogami. – oznajmił i miał nadzieję być
przekonujący. Jeżeli gospodyni domyśliła się, że nie mówi jej
całej prawdy to niczego nie dała po sobie poznać. Zatrzymali się
u niej na noc. W wilii panowała dziwna, spokojna atmosfera.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz