piątek, 30 stycznia 2015

10. Kain

       Nie wiedziała kiedy zasnęła i nie wiedziała co ją obudziło, w każdym razie Nataniel siedział na skraju łóżka i patrzył na nią tak jakoś normalnie. Tak, przyziemnie i zarazem inaczej niż zawsze. Bez tej swojej ironii i kpiny które zakrawały na sarkazm. 

– Co ty tutaj robisz? – zapytała zaspana. Uśmiechnął się przyjaźnie. Przemyślał sobie wiele spraw. Wiedział, że jeśli zacznie od niej stronić i uciekać, to zacznie go gonić a później dopadnie. Wtedy nie miałby szans, teraz jeszcze był w stanie nad tym zapanować. 

 – Staram się ciebie chronić. Twój wilczek siedzi na podwórku w swoim aucie. Chyba nie da tak łatwo za wygraną. – teraz zauważyła książkę którą trzymał w ręku. Zapamiętała aby potem sprawdzić tytuł. Czytający Nataniel to nowość. Wtedy dotarł do niej sens jego słów. Wyskoczyła z łóżka i podeszła do okna. Była już późna noc. Ciemność zalała otoczenie. Było pochmurnie, więc nie dało się zobaczyć żadnych gwiazd co tylko pogłębiało wszechogarniającą czerń. Wdzierała się w każdy zakamarek chcąc zalać każdą, nawet najmniejszą łunę światła. W tych ciemnościach dostrzegła jednak ciemny kształt. Wytężyła wzrok i rzeczywiście auto Janka stało na podwórzu. Nawet ona, swoim ludzkim wzrokiem mogła dostrzec jego zmierzwioną fryzurę. 

 – Mam go wywalić? – zapytał. Po co on tutaj został? Chyba wyraźnie mu powiedziała, że nie życzy sobie jego obecności? To nie jest koncert życzeń, przypomniała sobie słowa Nataniela. 

 – Nie. Skoro chce tutaj być, niech będzie. Ja nie zamierzam z nim rozmawiać. – odparła i wróciła na łóżko. Nocą najbardziej brakowało jej Tomasza. Przytulał ją i od razu zasypiała. Położyła się. Dziś musiała wystarczyć jej poduszka i widok czytającego Nataniela. Patrzyła na niego. Był pochłonięty lektura, ale zdawała sobie sprawę, że nie stracił nic ze swojej czujności. W końcu zapytał: 

 - Czy ty nigdy nie widziałaś aby ktoś czytał? – nie oderwał wzroku od książki. Znał „Wichrowe wzgórza” na pamięć w kilkunastu językach świata. W obecnej chwili nie czytał a tylko to pozorował. Dziewczyna jednak chciała rozmowy. Nie miał w zwyczaju spełniania cudzych zachcianek, ale w końcu ona był inna. 

 – Ktoś tak, ty nie jesteś zwykłym ktosiem. – odpowiedziała. Spojrzał na nią znad książki. Śmiesznie to wyglądało. Dziś Nat pokazał jej swoje drugie oblicze. Bardziej ludzkie. Tylko sam Bóg wiedział ile on ich posiadał. Stoczyli kilka walk i pokazał, że gdy chce potrafi ustąpić. Pokazał, że jest inteligentny i w pewien mroczny sposób pociągający. Śmiało mogła stwierdzić, iż zyskuje przy bliższym poznaniu. Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał jednak, że równie dobrze może jej ujawnić swoje gorsze oblicza. Musiała uważać. Jeśli chodziło o Janka to złość na niego już jej przechodziła. Nigdy nie potrafiła się na niego długo gniewać. Było jej tylko przykro, że nie podzielił się ze nią tak ważną rzeczą w jego życiu. Tylko czy ona sama byłaby mu w stanie powiedzieć o wampirycznym chłopaku? Sama dopiero co oswajała się z tą myślą. Nie było sensu się załamywać. To były stany dokonane i nie miała na nie wpływu. Nie mogła niczego zrobić. Rozsądnie było przyjąć nową rewelację do świadomości i żyć dalej. Czekać na powrót Tomasza. Ciekawe gdzie był? Co robił? Kiedy wróci? Przed wyjazdem powiedział, że Nataniel odpowie na wszystkie pytania. Może to był moment na ich zadnie? 

 – Nie możesz zasnąć czy wzdychasz tak bo lubisz? – zagaił Nataniel. Wzdychała? Kurczę, musiała zacząć się pilnować. 

 – Nie mogę zasnąć. Powiedz mi skąd Tomek zna Josepha? – Odłożył książkę na bok i spojrzał na nią z westchnieniem zniecierpliwienia. Nie powiedział jednak niczego głupiego ani jej nie spławił. Wiedział, że to jego brat powinien jej o wszystkim powiedzieć, ale on sam kazał mu odpowiadać na jej pytania. O dziwo źle się z tym czuł. 

 – Widzisz, po przemianie Amelia, nie potrafiła sobie poradzić ze swoim pragnieniem. To jest trudne, ale po pewnym okresie czasu mija pierwszy szał. U niej było inaczej. Dokonywała okropnych zbrodni. Nie mogliśmy z Tomem na to patrzeć. Wyruszyliśmy aby szukać dla niej ratunku. Gdzieś w środkowych Włoszech natknął się na Josepha. W rzeczy samej pomógł nam, ale mi się nie podobał jego stosunek do Amy. Zabrałem ją, a mój stuknięty brat ubzdurał sobie, że Joseph pokazał mu sens życia. Wtedy po raz pierwszy rozeszły się nasze drogi. – dziewczyna zamyślona patrzyła na wampira. 

 – A co się takiego stało, że teraz Joseph chce zabić Tomka? – nie lubił tej historii. Za bardzo przypominała mu o matce. 

 – Najpotężniejszy z Pierwszej dwunastki wampirów jest kimś na kształt mojego, naszego dziadka. Posiada pewien specyficzny pierścień, dzięki któremu utrzymuje swoją pozycję, a który otrzymał od Pierwotnego wampira czyli Kaina… 

 - Jak to Kaina? – czyżby jego brat nie opowiedział jej naszej historii? 

 - Niczego ci nie powiedział, prawda? – zapytał ją. Przecząco pokiwała głową. 

 – Kretyn. Chyba powinien od tego zacząć kiedy powiedział ci kim jest… - dziewczyna zaczerwieniła się i spuściła wzrok. Coś było nie tak, jak być powinno. 

 – On mi o niczym nie powiedział. Sama doszłam do tego kim jest. Jego zachowanie, poza… pogrzebałam w sieci a tam znalazłam parę jego zdjęć, na których miał inny wiek. Potem zadzwoniłam do jego byłej szkoły, a kiedy powiedziano mi, że nigdy nie mieli takiego ucznia zaczęłam myśleć i sklejać wszystko do siebie. – nie dowierzał. Nie miał nawet na tyle odwagi aby powiedzieć jej kim jest. Bał się, że ucieknie? Tak wierzył w jej miłość? Skończony kretyn. 

 – No dobra, najpierw był Kain. On był Pierwotnym wampirem. U zarania dziejów i takie tam… zabił brata, jego krew naznaczyła go i nadała mu brzemię. Bóg stworzył wampira. To miała być dla niego kara. Wieczne życie w poczuciu tego co zrobił. Jednak mówi się, że diabeł tez chciał mieć udział w tym dziele i stworzył małą furtkę. Mianowicie, Kain mógł stworzyć innych. I stworzył. Michaela i Vanessę. Okazało się, że są silni i zdolni jak on sam, aczkolwiek odrobinę słabsi. Kain bał się zagrożenia. Nie chciał tworzyć „nowych” bo to byłby koniec ludzkości, ale nie chciał być tez sam. Dlatego oprócz nich, stworzył jeszcze dziesięciu innych. Tak powstało Dwanastu Pierwszych. Zagroził im, że mają prawo przemienić tylko trzy osoby, gdyż w ten sposób chciał ograniczyć wampiryzm. Jednak nie powiedział czy przemienieni też mają ograniczenia. A kiedy Joseph i dwóch innych zaczęli dążyć do władzy było już za późno. Na nic zdały się prośby i groźby. Wampiry rozproszyły się po całym świecie. Michael jednak pozostał wierny Kainowi. Obiecał, że on dotrzyma danego słowa. I dotrzymał. Przez całe swoje życie zamienił w wampira tylko jedną osobę. Moją matkę. Zobowiązał ją do przemiany tylko swoich dzieci i oto jestem. Wróćmy jednak do momentu wierności Michaela. W zamian za lojalność Kain uczynił mojego dziadka kimś najważniejszym w naszym świecie a sam się wycofał. Oprócz Pierwszej Dwunastki nikt nigdy go nie widział. Oznaką władzy Michaela jest wcześniej wspomniany pierścień. Nie wiem jak to było dokładnie między Josephem a Tomkiem, ale mój przygłupi brat chyba obiecał go zdobyć dla Pierwszego. Oczywiście nie mógł spełnić danego słowa i od wieków ucieka przed Josephem. W końcu znalazł schronienie u niejakiego Rafaela, ale to odmienna historia. – zakończył a ona nie mogła uwierzyć w jego słowa. Wynikało z nich, że Tomek był zupełnie inni niż jej się teraz wydaje. W końcu sam jej powiedział, że przy niej się zmienił. Z opowieści wyłapał coś jeszcze. Nataniela który był inny. 

 – Dlaczego ty… jesteś inny? – spojrzała na niego z ciekawością. 

 – Chcesz pogadać o tym kim jestem? – zapytał całkiem poważnie. 

 – Nie tyle o to kim jesteś a o to dlaczego jesteś taki…. 

 – Demoniczny? – dokończył. Kiwnęła potakująco głową. 

 – Cóż, tak jest łatwiej. Wyłączyć uczucia i być draniem. Wszyscy raczej cię unikają i masz spokój. – oznajmił. Nie była to odpowiedź jakiej się spodziewała i on to wiedział. 

 – Art każdy ma swoje powody. Dlaczego ty się zmieniłaś? Czuję, że z tamtą Art bym się zaprzyjaźnił. – rzuciła w niego poduszką. Nie sądziła aby wiedział co się jej przytrafiło. Nie sądziła, że go to interesuje. 

 – Zakochałam się a on potem zginał w wypadku. Igor był kimś wyjątkowym. Był moją drugą połową. Wtedy tak myślałam. – odparła. Kiwnął głową. 

 – Sama widzisz. Każdy ma takie swoje wydarzenie. I wybacz ale ja o swoim nie chcę rozmawiać. – ponownie podniósł książkę i chciał wrócić do lektury. Temat niebezpiecznie skierował się na jego cierpienie, a tego na pewno nie chciał. Poza tym gdyby zaczął, musiałby powiedzieć jej co Tomek mu uczynił. A tego nie chciał. To jego brat sam powinien to zrobić. Nikt inny. 

 – Czasami trzeba się wygadać. – dodała nieśmiało a on spojrzał na nią zagadkowo. Nie odpowiedział. Nie od razu. 

 – Kiedy masz przed sobą wieczność potrafisz zachować dla siebie pewne rzeczy ponieważ ludzie przemijają a ty żyjesz dalej ze świadomością, że wszystkich których kochałaś odeszli. – to były najsmutniejsze słowa jakie w życiu usłyszała. Tym właśnie była dla nich. Kimś na chwilę. Ona umrze a Tomasz i Nataniel będą żyć dalej. Dlaczego i po co w takim razie były te wszystkie zachody aby ją chronić. W ostatecznym rozrachunku i tak miała umrzeć a oni mieli uznać ją za coś przemijającego. Za coś. Jak bardzo przedmiotowo to brzmiało. Czy w takim razie życie ludzkie miało jakiś sens? Czy jej życie miało sens? Znała odpowiedź na te pytania. Nie żyła dla kogoś. Żyła tylko i wyłącznie dla siebie i to od niej zależało czy po śmierci ludzie i nie tylko ludzie o niej zapomną czy będą pamiętać i wspominać z sentymentem. To od niej zależało czy będzie jednostką wybitną czy zwykłym zjadaczem chleba. Całe jej życie leżało w jej rękach i tylko ona mogła coś z nim zrobić. 

 – To smutne. – powiedziała w końcu. Pokiwał twierdząco głową. 

 – Owszem. Jednak takie jest życie. Ty swoje przeżyjesz w całości. Dorośniesz. Będziesz miała dzieci, męża. Zestarzejesz się i w końcu umrzesz. Tak powinno być. I pomimo całej wiedzy jaką zdobywamy, zazdrościmy wam tak banalnej rzeczy jak starość, jak możliwość dokończenia tego co nam zostało odebrane. Jak możliwość śmierci. – mówiąc to myślami był zupełnie gdzie indziej. Do chwil spędzonych z Jasminą. Do jej uśmiechów i słów. „Zawsze będziesz mój” to powiedziała mu na łożu śmierci. Te słowa tłukły się po jego głowie całymi dniami, od dwustu lat. Widział jej zamykające się oczy i czuł ciało opadające z życia. Tak bardzo ją kochał i tak łatwo ją stracił. W końcu wrócił do rzeczywistości a w jego oczach zobaczyła bezgraniczny smutek. Szybko go zakamuflował jednak przez chwilę tam był. Co takiego sprawiło, że zdjął wszystkie swoje osłony i na chwilę pokazał się jej z dobrej strony?  
– Przykro mi. – chciała go wesprzeć, a on uśmiechnął się w stylu „spoko, i tak nigdy nie zrozumiesz o co mi chodzi”. Miał oczywiście rację. Nie mogła go zrozumieć. Zastanawiała się czy w ogóle by chciała mieć takie myśli jak on. To nasuwało kolejne pytanie czy chciałaby być taka jak on? Czy chciała zostać dzieckiem nocy? Nie! Nie mogła o tym myśleć. Nie ten czas. Choć zapewne żaden nie będzie dobry, ale ten naprawdę był nieodpowiedni. Przytuliła się do poduszki i zastanawiała nad słowami Nataniela. Dziś przełamali pierwsze lody. Dziś oboje coś sobie udowodnili. Jutro wszystko miało wyglądać inaczej.

                             ***

      - Ostatnim razem był tutaj. Amelio to nie możliwe, że tak szybko zmienił lokum. – Tomek był załamany. Dotarli do rezydencji Michaela a jego nie było. Podobno zmienił miejsce zamieszkania. Gdzie miał go teraz szukać? Minęło dopiero kilka dni a on prawie umierał z tęsknoty za Art. Nawet nie chciał sobie wyobrażać co przechodzi z Natanielem. Skoro nie znalazł Michaela jego podróż miała się okazać dużo dłuższa. Nie był pewny, czy da sobie radę bez Art tyle czasu. Bezsilność go wykańczała. 

– Możliwe. Musimy szukać nadal. Nie poddamy się. – uśmiechnęła się optymistycznie. Oboje wiedzieli, że teraz podróż może im zająć nie wiadomo ile. Michael mógł być w każdym miejscu na świecie. Przed oczami ciągle miał ostatni obraz Art. Była zapłakana. Serce mu krwawiło gdy musiał na to patrzeć i odejść. Nataniel to najgorsza szumowina jaką znał ale nigdy nie dopuści aby stała się jej krzywda. Ruszyli dalej. Podróż ciągnęła się z nieskończoność. Dni wlekły się jeden za drugim a za oknami samochodu ciągle były albo pola, albo lasy. Starał się być silny, ale zawsze miał z tym problemy. Poza tym nie wiedział, gdzie szukać dziadka. Mógł być wszędzie i nigdzie jednocześnie. Ruszyli na Zachód. Co by nie mówić o Michaelu zawsze podążał ku zachodzącemu słońcu. Sentymentalne i prozaiczne ale przynajmniej zawsze wiedzieli w jakim kierunku szukać. Możliwe, że spotka matkę. Gdy jego rodzeństwo przybyło do Grabowa był pewny, że jest z nimi, ale okazało się, że rozstali się kilka miesięcy wcześniej. Najprawdopodobniej teraz była z Michaelem. Myśli wampira powróciły do Artemizji. Tyle razy chciał do niej zadzwonić tylko co by to dało? W najgorszym wypadku Joseph by odkrył ich plan. Przyrzekł sobie, że jej nie skrzywdzi. Art nie umrze tak bezsensownie jak Jasmina. I pomimo tego, że ta druga sama o to prosiła nigdy nie wybaczył sobie, że jej na to pozwolił. Zawsze myślał tylko o rodzinie i jej bezpieczeństwie i kiedy Joseph zagrażał Natanielowi musiał działać. Nie mógł pozwolić aby umarł. Jednak nie powinien pozwolić Jasminie się poświęcać. I nie chciał. Tylko, że ona podjęła decyzję. Co prawda Nataniel go nienawidził, ale żył. Tylko to się wtedy liczyło. Jego brat kiedyś dowie się prawdy, ale na razie nie jest to konieczne. Lepiej aby go nienawidził niż sam miałby obwiniać się o tę śmierć. Dla Tomka życie i śmierć niewiele znaczyły, do póki nie dotyczyły kogoś mu bliskiego. Zatrzymali się w jakimś lesie. Wyczuwał tutaj inne wampiry. Pytanie dobre czy złe? Jego czujność się wzmogła. 

 – Musimy uważać. Nie wyczuwam ich intencji. – szepnęła Amelia. Nie musiała mu tego mówić. Po chwili cztery wampiry otoczyły polanę na której stali. Nie widział ich, ale słyszał. Trzech mężczyzn i kobieta. Drobna i zwinna. To na nią należało uważać. W końcu się pojawili. Mężczyźni stanowili raczej rodzaj ochrony. To ta niska brunetka tutaj dowodziła. Coś w niej było drapieżnego jednakowoż wiedzieli, że nie grozi im niebezpieczeństwo. Tomek wystąpił na przód. Obca wampirzyca również. 

 – Witajcie w moim królestwie. Na imię mi Vanessa. To moi przyjaciele. – skinęła na swoich towarzyszy. Potaknął głową na znak iż rozumie. 

 – Tomasz i Amelia. Miło nam. Jeśli naruszyliśmy twoje terytorium to przepraszamy. – teraz następował moment w którym oni ich prześwietlali i decydowali o tym co z nimi zrobić. W końcu Vanessa się uśmiechnęła. 

 – Nie. Miło mi was gościć. Zapraszam do siebie. – spojrzał na siostrę. Skinęła głową i ruszyli krętą ścieżką przez leśne gęstowia. Po dosyć długim spacerze naszym oczom ukazała się willa godna Pierwszego. Wspaniała, nowoczesna, z dala od cywilizacji. Amelia była pewna, że żaden człowiek nigdy tutaj nie dotarł i zapewne nigdy nie dotrze, chyba, że Vanessa sama będzie tego chciała. Dom zrobił na niej wrażenie, jako na osobie znającej się na tym. Wszyscy weszli do środka i ich oczom ukazało się nowoczesne i przytulne wnętrze salonu. 

 – Proszę, wejdźcie dalej. Rzadko miewamy gości więc wybaczcie moim przyjaciołom iż nie będą nam towarzyszyć. – ręką wskazała im miejsca na kanapie. Tomek wyczuł iż Amelia nadal ma się na baczności. On natomiast miał niejasną pewność , że nic im nie grozi. 

 – Co was sprowadza w te strony? – zapytała. Może i nie wzbudziła jego obaw, ale jeszcze nie upadł na głowę. Nie zamierzał jej ufać. 

 – Zmierzamy na Zachód. Nie chcemy wzbudzać zbytniego zainteresowania więc postanowiliśmy wędrować bocznymi drogami. – oznajmił i miał nadzieję być przekonujący. Jeżeli gospodyni domyśliła się, że nie mówi jej całej prawdy to niczego nie dała po sobie poznać. Zatrzymali się u niej na noc. W wilii panowała dziwna, spokojna atmosfera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz