Przyjaciel
z dziecięcych lat. Jej anioł stróż. Ostatnio był w Stanach na
stażu. Rok. Nie było go gdy zmarł Igor, nie było go gdy była
załamana. Nie było go gdy pojawił się Tomasz. Jednak był teraz.
Wpadła mu w ramiona. Jaś okropnie ucieszył
się na widok dziewczyny. Przyjaźnili się od zawsze i choć była
od niego sporo młodsza rozumieli się bez słów. Ciężko mu było
bez niej, szczególnie po nowinach jakie zaserwowała mu Marysia.
–
Artemizjo, nie poznałem cię. – przytulił ją a ona była szczęśliwa, że widzi go po tak długim czasie.
– Co ty tutaj
robisz? – zapytała gdy w końcu ją puścił.
– Przyleciałem kilka dni temu.
Odwiedziłem Marysię. Przepraszam cię, że nie było mnie gdy
najbardziej tego potrzebowałaś. Maria wszystko mi opowiedziała.
Wiem o Igorze. Tak mi przykro….
– Ciii… to już przeszłość. Nawet nie wiesz jak się
cieszę, że jesteś. – spojrzał na nią jak zawsze. Z czułością
starszego brata.
– Jak ty wydoroślałaś, wypiękniałaś. –
był uroczy. Z każdym spotkaniem słyszała coraz to nowe
komplementy. Cieszyły ją i dowartościowywały.
– Artemizjo musimy iść na zajęcia. – Nataniel
skrzętnie przypomniał jej o swoim istnieniu. Chociaż teraz, gdy
pojawił się Janek nic nie mogło zepsuć Art humoru.
– Jasiu przedstawiam ci Nataniela Czyńskiego, brata mojego
Tomasza. – Jan podał Natowi rękę. Tamten odwzajemnił gest. Choć
w jego oczach już widziała jakąś ripostę. Jak ja go nie
znosiłam. Janek po pierwszym dotyku zorientował się z kim ma do
czynienia. Niczego nie dał po sobie poznać. Wystraszył się nie na
żarty, szczególnie, że jego najlepsza przyjaciółka wydawała się
być z nim w zażyłych stosunkach. Szybko jednak podjął decyzję,
że poczeka do popołudnia.
– Natanielu błagam
cię. – walka która stoczyła się między spojrzeniami Tej dwójki
była z góry wygrana przez Nata. Jednak tym razem, o dziwo,
ustąpił. Była zaskoczona. Lekko się skłonił i odszedł kilka
kroków dalej mówiąc:
- Jak sobie życzysz. – coś nie spotykanego. Nie w jego
stylu. Wszystko zawsze musiało iść zgodnie z jego wolą. A tym
razem ustąpił. Wróciła jednak do Janka.
-
Jasiu muszę lecieć na lekcję. Jedź do mnie i proszę tam
zaczekaj. Przyjedziemy zaraz po lekcjach. – podała mu klucze i
odprowadziła do wyjścia.
– My? Ten typ
również? – zapytał. Miała nadzieję, że nie wyłapie tego my.
A jednak.
– Nataniel. Tak, to taki mój… przyjaciel.
– odrzekła. Nie znosiła kłamać.
– Nie wyglądaliście na przyjaciół. – odparł.
Janka nie łatwo było okłamać. Nie jego. Znał ją od urodzenia.
Wiedział kiedy coś jest nie tak. Teraz widział jaki wpływ na nią
ma ten wampir. To bardzo mu się nie spodobało.
–
Bo to ten trudny rodzaj przyjaźni. Obiecuję ci wszystko opowiedzieć
jak wrócę. – cmoknęła go w policzek i patrzyła jak wychodzi.
Nataniel znalazł się obok niej od razu. Stał oparty o framugę
drzwi.
– Kim jest ten wilk? –
zapytał. Nie był zdenerwowany. Raczej rozbawiony.
– Jaki wilk?
Janka znam od zawsze. To przyjaciel…
- Który gdy tylko dowie się kim jest twój chłopak i ja,
zabije nas bez mrugnięcia okiem. Gratuluje przyjaciół. – założył
ręka na rękę i stał patrząc na nią z tym swoim denerwującym
poczuciem wyższości. Miała go serdecznie dość.
– Możesz
jaśniej? – nie miała ani, sił ani ochoty się z nim kłócić.
– W
przyrodzie musi być zachowana równowaga. Tak jak istnieją wampiry
tak istnieją wilkołaki. Co prawda mniemałem, że wszystkie
wymordowaliśmy ale jak widzę się pomyliłem. Twój przyjaciel
książę Jan Lubomirski jest niczym innym jak wilkołakiem. Masz
dziewczyno talent do przyciągania kłopotów. Zapewne twój kolega
nie dawno dowiedział się o swoim dziedzictwie bo z tego co zdążyłem
się zorientować nie było go około roku. – było to chyba
najdłuższe zdanie jakie wypowiedział. Patrzyła na niego z
niedowierzaniem. Kłamał. Nie było innego wyjścia. No chyba, że
oszalał. Tak, to mogło być prawdopodobne. Chciała go minąć i
wyjść na korytarz. Zatrzymał ją. Jego spojrzenie wyrażało ból
i złość.
- Jak ja mam cię chronić skoro ty
zadajesz się z wilkołakami? Jak mam dotrzymać obietnicy skoro nie
chcesz ze mną współpracować? – tym razem wytrzymała jego
żelazne spojrzenie i wyrwała się z jego uścisku.
– Może ty zacznij
traktować mnie po ludzku to ja zacznę z tobą współpracować? –
odparłam i minęłam go. Usłyszała jeszcze jak ostro klnie. Nie
obchodziło jej to. Jednak czy mógł mieć rację co do Janka? Nie.
Przecież go znała całe życie. Nie był wilkołakiem. Zresztą na
jakiej podstawie miała wierzyć słowom Nataniela? Był draniem i
tyle.
Zajęcia
minęły w napiętej atmosferze. Nie odzywała się do Nataniela.
Wrócili do domu. Już nie mogła się doczekać spotkania z Jankiem.
Jednak coś ją niepokoiło. Wampir zasiał we niej ziarno niepokoju.
Bo przecież Janek wyjechał tak nagle. Niby na jakieś staż do
Stanów. Skoro istniały wampiry dlaczego miałoby nie być
wilkołaków?
- On nie może być wilkołakiem. Nat zrozum,
znam tego chłopak, znam jego rodzinę. Całe życie się
przyjaźniliśmy. – spojrzała na swojego towarzysza. Był milczący
i zły. Choć obrażony byłoby lepszym określeniem. Znała Janka
ale i wiedziała, że Nat nie miał powodu aby ja okłamywać.
– Jest jedno proste wyjaśnienie tej sytuacji. –
odparł. Zaparkował na podwórku. Wysiedli.
– Jakie? – zapytała.
Znając go zrobi coś nie konwencjonalnego i nieodpowiedniego. Nie
odpowiedział tylko podszedł do Art i znienacka ją pocałował.
Odwzajemniła pocałunek i nie mogła powiedzieć, że jej się to
nie spodobało. Potem na myśl przyszedł jej Tomek. Nie chciała
zranić swojego chłopaka taką zdradą, ale była tak oszołomiona,
że dopiero po chwili odepchnęła Jego brata.
– Czy tobie kompletnie odbiło? Co ty
wyprawiasz? – w tej chwili coś obok niej przemknęło i rzuciło
się na Nataniela. Chwilę zajęło jej rozpoznanie osobnika. Był to
Janek. Wściekły i warczący. Stałam osłupiała. Nie dowierzałam
własnym oczom. Za dużo. Tego było za dużo. Warczał i szczerzył
zęby jakby to były kły. Nie wiedziałam nic oprócz tego, że
musiałam przerwać tę chorą walkę. Inaczej by się pozabijali.
– Dość. Jasiek zostaw
Nata. – uspokoili się. Nataniel leżał na ziemi z grymasem bólu
na twarzy.
–
Coś ty mu zrobił? Jezu Nat nic ci nie jest? – schyliła się aby
pomóc mu wstać. Janek chciał powstrzymać przyjaciółkę.
– Art ty nie wiesz kim on jest. – powiedział a
ona wyrwała się z jego uścisku.
– Mylisz się. Doskonale wiem kim on jest. Za to
ty chyba powinieneś mi wyjaśnić kilka rzeczy. – pomogła wstać
Natanielowi. Otrząsnął się i od razu zasłonił ją swoim ciałem.
No dobra, sytuacja wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli. Nie
ogarniałam tego. Mimo wszystkich różnic jakie między nimi były
teraz naprawdę zobaczyła, że wampir bez względu na wszystko
będzie jej bronił. Nawet za cenę własnego życia.
– Wynoś się stąd. –
wysyczał przez zaciśnięte zęby wampir. Zanosiło się na następną
bójkę.
- Po moim trupie. – odparł Jan.
– To się łatwo da
załatwić. – syknął wampir i już miał się rzucić na
wilkołaka kiedy krzyknęła Artemizja.
– Stop. Nataniel uspokój się.
– tego dnia po raz kolejny zaczęli walczyć na spojrzenia i po raz
kolejny Nat ustąpił dziewczynie. Jednak jego wzrok bolał. Był
zawiedziony. Chciał jej bronić a ona kazała mu przestać. Skinął
głową i pozwolił przejść jej do przodu. Nie patrzył już na
nią. Coś się stało, coś się zmieniło. Zobaczyła go w innym
świetle. Od początku chciał ją chronić a ona tylko mu to
utrudniała. Poza tym przed chwilą to on przegrywał z Jankiem. Ta
porażka bolała go najbardziej. Skoro Nataniel nie dawał sobie z
nim rady, mógł nawet zginąć w tej przypadkowej bójce. W tej
chwili doceniła to co starał się robić. To ona ustąpiła. Nie
przeszła do przodu. Nie sprzeciwiła się jego niememu poleceniu.
Zaskoczony patrzył jak się poddaję. Myślałam, że ujrzę ten
złośliwy błysk zwycięstwa. A zobaczyłam coś na kształt
szacunku. Nataniel docenił mój wysiłek i dlatego postąpił inaczej
niż zamierzał.
– Bądźmy dorośli. Wejdźmy do domu i załatwmy to
dyplomatycznie skoro Artemizja tego chce. – nawet nie spojrzał na
Janka. Jego wzrok był utkwiony we mnie. Coś w nim ewidentnie
uległo zmianie. Każdego dnia coraz bardziej musiał ze sobą
walczyć. Było mu ciężko traktować ją tak protekcjonalnie.
Weszli do domu. Dziadków nie było. Artemizja znalazła kartkę, że
poszli do kościoła a potem mieli wstąpić do jakiejś znajomej.
Jej goście usiedli przy stole a ona potrzebowała szklanki wody aby
choć odrobinę się uspokoić. W końcu usiadła obok Nataniela.
Może i był draniem ale mówił prawdę. Na Janka patrzyła jak by
go widziała po raz pierwszy w życiu.
– Jak już ci wspomniałam wiem kim jest
Nataniel. Wampirem tak jak Tomasz, mój chłopak. Ty natomiast jesteś
wilkołakiem z tego co mi wiadomo. – siedział na przeciw niej i
wydawał się myśleć zupełnie o czymś innym niż mówiła. Nie
dowierzał, że ona będzie stała po ich stronie. Stronie morderców
i najnędzniejszych kreatur tego świata. Samo przebywanie w
towarzystwie żyjącego wampira było dla niego nie do zniesienia.
Przez ostatni rok uczono go jak je zabijać i jak radzić sobie
podczas pełni. Wiedział o nich wszystko, ale interesowała go tylko
i wyłącznie ich śmierć. Tymczasem Art spotykała się z jednym z
nich. To był dla niego poważny cios.
– Może i z nim nie jesteś ale jego
fascynacja twoją osobą jest co najmniej zastanawiająca. Tak,
jestem Wilkołakiem i uprzedzając twoje kolejne pytanie tak, jeśli
tylko nadarzy się okazja zabiję tą szumowinę. – na te słowa
Nataniel spiął się. Wzięła go za rękę. Zabrał ją jednak. Nie
potrafił znieść jej dotyku. W końcu zrozumiał co się z nim
dzieje. Wydobywała z niego dobro. Wszystko to, o czym zapomniał
ponad dwieście lat temu.
– Nie,
nie oczekuj, że za każdym razem kiedy poprosisz mnie abym był
odpowiedzialny i nie rzucał się na niego ja cię posłucham. A ty
wilczku przyjmij do wiadomości, że twoje wyzwanie zostało
przyjęte. I taka dobra rada, nie zadzieraj z wampirem który jest
wiekowy, bo może okazać się, że w pierwszym podejściu tylko cię
sprawdzał a w następnym bez wysiłku cię zabije. – po tych
słowach wstał i wyszedł. Trzaśnięcie drzwiami oznaczało, że
nie był zły na Jana tylko na mnie. Nie rozumiałam dlaczego, w końcu
go posłuchałam. Zrobiłam to o co mnie poprosił. Patrzyłam na
zamknięte drzwi i gnębiły mnie różne wątpliwości.
- Jak możesz
z nimi trzymać? On w każdej chwili może cię zabić, rozumiesz to?
– patrzyłam na niego i go nie poznawałam. Jeszcze chwilę temu bez
emocji mówił o śmierci a teraz był w stanie się o mnie martwić.
Kim był? Na pewno nie facetem którego znałam całe życie. Czy to
możliwe aby tak się zmienić? Kochałam Jana, ale nie rozumiałam.
Próbował bez żadnej przyczyny zabić Nataniela. Dlaczego? Nie
przerażał mnie fakt, że był istotą nadludzką, a to, że tak
beznamiętnie podchodził do swojego zadania. Nie potrafiłam go w
żaden sposób usprawiedliwić. To chyba było dla mnie najgorsze.
– Wynoś się.
A jeśli skrzywdzisz Tomasza albo Nataniela albo innego wampira
którego znam możesz być pewny, że sama cię znajdę i zabiję.
Rozumiesz? – zapytała. Patrzył na nią z niedowierzaniem po czym
wstał i wyszedł. Zostałam sama. W końcu miałam czas aby to sobie
wszystko poukładać. Tak bardzo brakowało mi Tomasza. Tak
strasznie za nim tęskniłam. Gdyby tutaj był jakoś by załagodził
tę sprawę. Potrafił być rozsądny i opanowany. Bolało, że
tak okrutnie potraktowałam Jana ale po jego słowach nie mogłam wierzyć, że niczego by nie zrobił Tomaszowi. I Natanielowi.
Położyłam się i chciałam zasnąć. Za dużo wrażeń jak na jeden
dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz