środa, 14 stycznia 2015

9. Wilkołak

        Przyjaciel z dziecięcych lat. Jej anioł stróż. Ostatnio był w Stanach na stażu. Rok. Nie było go gdy zmarł Igor, nie było go gdy była załamana. Nie było go gdy pojawił się Tomasz. Jednak był teraz. Wpadła mu w ramiona. Jaś okropnie ucieszył się na widok dziewczyny. Przyjaźnili się od zawsze i choć była od niego sporo młodsza rozumieli się bez słów. Ciężko mu było bez niej, szczególnie po nowinach jakie zaserwowała mu Marysia. 

 – Artemizjo, nie poznałem cię. – przytulił ją a ona była szczęśliwa, że widzi go po tak długim czasie. 

 – Co ty tutaj robisz? – zapytała gdy w końcu ją puścił. 

 – Przyleciałem kilka dni temu. Odwiedziłem Marysię. Przepraszam cię, że nie było mnie gdy najbardziej tego potrzebowałaś. Maria wszystko mi opowiedziała. Wiem o Igorze. Tak mi przykro…. 

 – Ciii… to już przeszłość. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś. – spojrzał na nią jak zawsze. Z czułością starszego brata. 

 – Jak ty wydoroślałaś, wypiękniałaś. – był uroczy. Z każdym spotkaniem słyszała coraz to nowe komplementy. Cieszyły ją i dowartościowywały. 

 – Artemizjo musimy iść na zajęcia. – Nataniel skrzętnie przypomniał jej o swoim istnieniu. Chociaż teraz, gdy pojawił się Janek nic nie mogło zepsuć Art humoru. 

 – Jasiu przedstawiam ci Nataniela Czyńskiego, brata mojego Tomasza. – Jan podał Natowi rękę. Tamten odwzajemnił gest. Choć w jego oczach już widziała jakąś ripostę. Jak ja go nie znosiłam. Janek po pierwszym dotyku zorientował się z kim ma do czynienia. Niczego nie dał po sobie poznać. Wystraszył się nie na żarty, szczególnie, że jego najlepsza przyjaciółka wydawała się być z nim w zażyłych stosunkach. Szybko jednak podjął decyzję, że poczeka do popołudnia. 

 – Natanielu błagam cię. – walka która stoczyła się między spojrzeniami Tej dwójki była z góry wygrana przez Nata. Jednak tym razem, o dziwo, ustąpił. Była zaskoczona. Lekko się skłonił i odszedł kilka kroków dalej mówiąc: 

 - Jak sobie życzysz. – coś nie spotykanego. Nie w jego stylu. Wszystko zawsze musiało iść zgodnie z jego wolą. A tym razem ustąpił. Wróciła jednak do Janka. 

 - Jasiu muszę lecieć na lekcję. Jedź do mnie i proszę tam zaczekaj. Przyjedziemy zaraz po lekcjach. – podała mu klucze i odprowadziła do wyjścia. 

 – My? Ten typ również? – zapytał. Miała nadzieję, że nie wyłapie tego my. A jednak. 

 – Nataniel. Tak, to taki mój… przyjaciel. – odrzekła. Nie znosiła kłamać. 

 – Nie wyglądaliście na przyjaciół. – odparł. Janka nie łatwo było okłamać. Nie jego. Znał ją od urodzenia. Wiedział kiedy coś jest nie tak. Teraz widział jaki wpływ na nią ma ten wampir. To bardzo mu się nie spodobało. 

 – Bo to ten trudny rodzaj przyjaźni. Obiecuję ci wszystko opowiedzieć jak wrócę. – cmoknęła go w policzek i patrzyła jak wychodzi. Nataniel znalazł się obok niej od razu. Stał oparty o framugę drzwi. 

 – Kim jest ten wilk? – zapytał. Nie był zdenerwowany. Raczej rozbawiony. 

 – Jaki wilk? Janka znam od zawsze. To przyjaciel… 

 - Który gdy tylko dowie się kim jest twój chłopak i ja, zabije nas bez mrugnięcia okiem. Gratuluje przyjaciół. – założył ręka na rękę i stał patrząc na nią z tym swoim denerwującym poczuciem wyższości. Miała go serdecznie dość. 

 – Możesz jaśniej? – nie miała ani, sił ani ochoty się z nim kłócić. 

 – W przyrodzie musi być zachowana równowaga. Tak jak istnieją wampiry tak istnieją wilkołaki. Co prawda mniemałem, że wszystkie wymordowaliśmy ale jak widzę się pomyliłem. Twój przyjaciel książę Jan Lubomirski jest niczym innym jak wilkołakiem. Masz dziewczyno talent do przyciągania kłopotów. Zapewne twój kolega nie dawno dowiedział się o swoim dziedzictwie bo z tego co zdążyłem się zorientować nie było go około roku. – było to chyba najdłuższe zdanie jakie wypowiedział. Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Kłamał. Nie było innego wyjścia. No chyba, że oszalał. Tak, to mogło być prawdopodobne. Chciała go minąć i wyjść na korytarz. Zatrzymał ją. Jego spojrzenie wyrażało ból i złość. 

 - Jak ja mam cię chronić skoro ty zadajesz się z wilkołakami? Jak mam dotrzymać obietnicy skoro nie chcesz ze mną współpracować? – tym razem wytrzymała jego żelazne spojrzenie i wyrwała się z jego uścisku. 

 – Może ty zacznij traktować mnie po ludzku to ja zacznę z tobą współpracować? – odparłam i minęłam go. Usłyszała jeszcze jak ostro klnie. Nie obchodziło jej to. Jednak czy mógł mieć rację co do Janka? Nie. Przecież go znała całe życie. Nie był wilkołakiem. Zresztą na jakiej podstawie miała wierzyć słowom Nataniela? Był draniem i tyle.

Zajęcia minęły w napiętej atmosferze. Nie odzywała się do Nataniela. Wrócili do domu. Już nie mogła się doczekać spotkania z Jankiem. Jednak coś ją niepokoiło. Wampir zasiał we niej ziarno niepokoju. Bo przecież Janek wyjechał tak nagle. Niby na jakieś staż do Stanów. Skoro istniały wampiry dlaczego miałoby nie być wilkołaków? 

 - On nie może być wilkołakiem. Nat zrozum, znam tego chłopak, znam jego rodzinę. Całe życie się przyjaźniliśmy. – spojrzała na swojego towarzysza. Był milczący i zły. Choć obrażony byłoby lepszym określeniem. Znała Janka ale i wiedziała, że Nat nie miał powodu aby ja okłamywać. 

 – Jest jedno proste wyjaśnienie tej sytuacji. – odparł. Zaparkował na podwórku. Wysiedli. 

 – Jakie? – zapytała. Znając go zrobi coś nie konwencjonalnego i nieodpowiedniego. Nie odpowiedział tylko podszedł do Art i znienacka ją pocałował. Odwzajemniła pocałunek i nie mogła powiedzieć, że jej się to nie spodobało. Potem na myśl przyszedł jej Tomek. Nie chciała zranić swojego chłopaka taką zdradą, ale była tak oszołomiona, że dopiero po chwili odepchnęła Jego brata. 

 – Czy tobie kompletnie odbiło? Co ty wyprawiasz? – w tej chwili coś obok niej przemknęło i rzuciło się na Nataniela. Chwilę zajęło jej rozpoznanie osobnika. Był to Janek. Wściekły i warczący. Stałam osłupiała. Nie dowierzałam własnym oczom. Za dużo. Tego było za dużo. Warczał i szczerzył zęby jakby to były kły. Nie wiedziałam nic oprócz tego, że musiałam przerwać tę chorą walkę. Inaczej by się pozabijali. 

 – Dość. Jasiek zostaw Nata. – uspokoili się. Nataniel leżał na ziemi z grymasem bólu na twarzy. 

 – Coś ty mu zrobił? Jezu Nat nic ci nie jest? – schyliła się aby pomóc mu wstać. Janek chciał powstrzymać przyjaciółkę. 

 – Art ty nie wiesz kim on jest. – powiedział a ona wyrwała się z jego uścisku. 

 – Mylisz się. Doskonale wiem kim on jest. Za to ty chyba powinieneś mi wyjaśnić kilka rzeczy. – pomogła wstać Natanielowi. Otrząsnął się i od razu zasłonił ją swoim ciałem. No dobra, sytuacja wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli. Nie ogarniałam tego. Mimo wszystkich różnic jakie między nimi były teraz naprawdę zobaczyła, że wampir bez względu na wszystko będzie jej bronił. Nawet za cenę własnego życia. 

 – Wynoś się stąd. – wysyczał przez zaciśnięte zęby wampir. Zanosiło się na następną bójkę. 

 - Po moim trupie. – odparł Jan. 

 – To się łatwo da załatwić. – syknął wampir i już miał się rzucić na wilkołaka kiedy krzyknęła Artemizja. 

 – Stop. Nataniel uspokój się. – tego dnia po raz kolejny zaczęli walczyć na spojrzenia i po raz kolejny Nat ustąpił dziewczynie. Jednak jego wzrok bolał. Był zawiedziony. Chciał jej bronić a ona kazała mu przestać. Skinął głową i pozwolił przejść jej do przodu. Nie patrzył już na nią. Coś się stało, coś się zmieniło. Zobaczyła go w innym świetle. Od początku chciał ją chronić a ona tylko mu to utrudniała. Poza tym przed chwilą to on przegrywał z Jankiem. Ta porażka bolała go najbardziej. Skoro Nataniel nie dawał sobie z nim rady, mógł nawet zginąć w tej przypadkowej bójce. W tej chwili doceniła to co starał się robić. To ona ustąpiła. Nie przeszła do przodu. Nie sprzeciwiła się jego niememu poleceniu. Zaskoczony patrzył jak się poddaję. Myślałam, że ujrzę ten złośliwy błysk zwycięstwa. A zobaczyłam coś na kształt szacunku. Nataniel docenił mój wysiłek i dlatego postąpił inaczej niż zamierzał. 

 – Bądźmy dorośli. Wejdźmy do domu i załatwmy to dyplomatycznie skoro Artemizja tego chce. – nawet nie spojrzał na Janka. Jego wzrok był utkwiony we mnie. Coś w nim ewidentnie uległo zmianie. Każdego dnia coraz bardziej musiał ze sobą walczyć. Było mu ciężko traktować ją tak protekcjonalnie. Weszli do domu. Dziadków nie było. Artemizja znalazła kartkę, że poszli do kościoła a potem mieli wstąpić do jakiejś znajomej. Jej goście usiedli przy stole a ona potrzebowała szklanki wody aby choć odrobinę się uspokoić. W końcu usiadła obok Nataniela. Może i był draniem ale mówił prawdę. Na Janka patrzyła jak by go widziała po raz pierwszy w życiu. 

 – Jak już ci wspomniałam wiem kim jest Nataniel. Wampirem tak jak Tomasz, mój chłopak. Ty natomiast jesteś wilkołakiem z tego co mi wiadomo. – siedział na przeciw niej i wydawał się myśleć zupełnie o czymś innym niż mówiła. Nie dowierzał, że ona będzie stała po ich stronie. Stronie morderców i najnędzniejszych kreatur tego świata. Samo przebywanie w towarzystwie żyjącego wampira było dla niego nie do zniesienia. Przez ostatni rok uczono go jak je zabijać i jak radzić sobie podczas pełni. Wiedział o nich wszystko, ale interesowała go tylko i wyłącznie ich śmierć. Tymczasem Art spotykała się z jednym z nich. To był dla niego poważny cios. 

 – Może i z nim nie jesteś ale jego fascynacja twoją osobą jest co najmniej zastanawiająca. Tak, jestem Wilkołakiem i uprzedzając twoje kolejne pytanie tak, jeśli tylko nadarzy się okazja zabiję tą szumowinę. – na te słowa Nataniel spiął się. Wzięła go za rękę. Zabrał ją jednak. Nie potrafił znieść jej dotyku. W końcu zrozumiał co się z nim dzieje. Wydobywała z niego dobro. Wszystko to, o czym zapomniał ponad dwieście lat temu. 

 – Nie, nie oczekuj, że za każdym razem kiedy poprosisz mnie abym był odpowiedzialny i nie rzucał się na niego ja cię posłucham. A ty wilczku przyjmij do wiadomości, że twoje wyzwanie zostało przyjęte. I taka dobra rada, nie zadzieraj z wampirem który jest wiekowy, bo może okazać się, że w pierwszym podejściu tylko cię sprawdzał a w następnym bez wysiłku cię zabije. – po tych słowach wstał i wyszedł. Trzaśnięcie drzwiami oznaczało, że nie był zły na Jana tylko na mnie. Nie rozumiałam dlaczego, w końcu go posłuchałam. Zrobiłam to o co mnie poprosił. Patrzyłam na zamknięte drzwi i gnębiły mnie różne wątpliwości. 

 - Jak możesz z nimi trzymać? On w każdej chwili może cię zabić, rozumiesz to? – patrzyłam na niego i go nie poznawałam. Jeszcze chwilę temu bez emocji mówił o śmierci a teraz był w stanie się o mnie martwić. Kim był? Na pewno nie facetem którego znałam całe życie. Czy to możliwe aby tak się zmienić? Kochałam Jana, ale nie rozumiałam. Próbował bez żadnej przyczyny zabić Nataniela. Dlaczego? Nie przerażał mnie fakt, że był istotą nadludzką, a to, że tak beznamiętnie podchodził do swojego zadania. Nie potrafiłam go w żaden sposób usprawiedliwić. To chyba było dla mnie najgorsze. 

 – Wynoś się. A jeśli skrzywdzisz Tomasza albo Nataniela albo innego wampira którego znam możesz być pewny, że sama cię znajdę i zabiję. Rozumiesz? – zapytała. Patrzył na nią z niedowierzaniem po czym wstał i wyszedł. Zostałam sama. W końcu miałam czas aby to sobie wszystko poukładać. Tak bardzo brakowało mi Tomasza. Tak strasznie za nim tęskniłam. Gdyby tutaj był jakoś by załagodził tę sprawę. Potrafił być rozsądny i opanowany. Bolało, że tak okrutnie potraktowałam Jana ale po jego słowach nie mogłam wierzyć, że niczego by nie zrobił Tomaszowi. I Natanielowi. Położyłam się i chciałam zasnąć. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz