Nataniel
zatrzymał się w domu brata. Czy musiał? Nie, chciał. Wiedział,
że tym tylko go zdenerwuje. Liczył, że zobaczy jak Joseph w końcu
go zabija. Byłby chyba temu rad. Od dwóch stuleci o tym marzył.
Wyobrażał sobie ten moment. Zawzięcie do niego dążył. Nie
zastanawiał się co będzie potem. To go już nie interesowało.
Jedyne czego pragnął to śmierć w męczarniach dla Tomka. Joseph
był świetną okazją do ujrzenia tego wyczekiwanego momentu.
Artemizja… rozkoszował się pięknem jej imienia. Bo było bardzo
rzadkie i niespotykane. Tak jak jego ukochana Jasmina. Nie mógł o niej
myśleć na trzeźwo. Gdyby tylko nadal żyła… jak to się stało,
że teraz to on był tym złym a Tomeczek świecił przykładem…
świat upadł na głowę. Nic jednak nie mogło zmienić jego zdania
na temat tego wampirzego ścierwa. Gdyby tylko nie obietnica dana
Michaelowi… nie ważne, był pewny, że znajdzie sposób aby ominąć
dane słowo i doprowadzić do śmierci brata. Dom był nie urządzony,
zapewne czekał na ich siostrę. Choć z drugiej strony, Nat wątpił,
aby ruszyła się z Nowego Jorku. Jak wytrzymałaby bez Uper West
Side? Choć z drugiej strony zakupy w Paryżu, czy Rzymie lub
odwiedziny w Barcelonie były dla niej kuszące. Nie mógłby
zapomnieć o rodach królewskich z którymi Amelia kochała
plotkować. Dajmy na to taką księżniczkę Monako, czy księcia
Anglii. Tak, zdecydowanie dom oczekiwał na jego młodszą
siostrzyczkę. Porozglądał się po nim. Znalazł wiele pamiątek z
życia Tomka. Nawet kamień, na którym cała ich trójka wyryła
symbol jedności. Był on z czasów, kiedy jeszcze byli ludźmi. Nic
nie warte rupiecie. Już nic nie znaczyła dla niego formuła
„rodzina”. Był to zwykły frazes. Nic nieznaczące puste słowo.
Nalał sobie whisky i usiadł na kanapie pokrytej białym płótnem.
Nie musiał długo czekać na brata. Pojawił się po kilku
kwadransach.
– Ty
nadal tutaj? – zapytał niezadowolony Tomek. Nat wcale nie
przejmował się jego niechęcią. Od wielu lat już nie przejmował
się niczym co dotyczyło jego brata.
– Tak
sobie właśnie pomyślałem, że chyba zatrzymam się u ciebie. Taki
duży i przestronny dom zmieści nas obu, oczywiście nie masz nic
przeciwko? – jego głupawy braciszek tylko zacisnął mocniej
wargi. Nat tymczasem przechylił głowę lekko na lewą stronę i
przyglądał się Tomkowi. Wyglądało to dość zabawnie, jednak
obserwowanego doprowadzało to do szału. Nataniel zamierzał
uprzykrzać życie Tomaszowi jak tylko się dało.
Rano
obudziła się sama. Wczorajszy wieczór był na prawdę dziwny. W
każdym razie dziś był Nowy Rok. Podniosła się i zobaczyła jego.
– Jezu, co ty tutaj robisz?
– dopiero po chwili rozpoznała Nataniela. Brata Tomasza. Siedział
w fotelu i się jej przyglądał. Naciągnęła kołdrę jak najwyżej
się dało i czekała na jego odpowiedź. On jednak nadal się jej
przyglądał z nieudawanym zainteresowaniem. Po dłuższej chwili
zrobił znudzoną minę.
– Nie zbyt
oryginalne pytanie. Siedzę, ale na to mogłaś sama wpaść. –
był arogancki, nie miły i ją zdenerwował. Naruszył jej
prywatność i wtargnął do jej domu. Wiedziała, że był wampirem
i dopiero w tamtej chwili to do niej dotarło tak naprawdę.
Przeraziła się już nie na żarty. Po drugie gdzie był Tomasz? Jak
mógł dopuścić do takiej sytuacji?
- Widzę, że lubisz erystyczną dedukcję.
Pozwól jednak, że nie będę z tobą polemizowała. Gdzie jest
Tomasz? – starała się zachować spokojnie i nie dać po sobie
poznać jak bardzo się go obawia. Roześmiał się. Mimo wszystko
musiała przyznać, że był przystojny. Cholernie przystojny. Tomasz
oczywiście również ale w Natanielu było coś bardziej…
mrocznego. Coś tajemniczego i to było właśnie pociągające.
Sprawiał wrażenie zaniedbanego, lekki zarost, za długie włosy,
rozwichrzone na wszystkie strony. Dałaby również głowę, że miał
oczy na kacu. Oczy koloru głębokiej czerni. Poczuła jak coś go do
niej przyciąga. Natychmiast zamrugała i zerwała to chore
połączenie jakie poczuła.
– Po co takie wyszukane słowa,
Artemizjo. Co do mojego braciszka to zapewne zaraz się tutaj pojawi.
– posłał jej niewinny uśmiech. To była stanowczo chora
sytuacja. Teraz nabrała pewności, że Tomek nie ma pojęcia o jego
wizycie. Zresztą jak mogła w ogóle myśleć, że jest inaczej i
jakim cudem on się tutaj dostał? Tomek na pewno zamknął za sobą
dom. Miał dodatkowe klucze. Z drugiej strony był wampirem. Dostanie
się do jej domu nie mogło sprawić mu większej trudności.
– Powiesz mi co
tutaj robisz? – zapytała wstając z łóżka. Strach zamienił się
w złość. Jakim prawem naruszał jej osobistą przestrzeń.
Uśmiechnął się przebiegle i musiała przyznać, że odrobinę
przeraził ją ten uśmiech. Starała się jednak nic po sobie nie
dać poznać. Jakoś niezręcznie czuła się z nim sam na sam.
Chciała żeby Tomek już tutaj był.
– Chciałem cię odwiedzić. – przyjrzał się
jej jakoś dziwnie. Artemizji wcale nie spodobało się to
spojrzenie. Było jakieś takie naglące i jakby oczekujące na skok.
Po chwili zrozumiała, że patrzył na nią jak na potencjalną
ofiarę. Czy odważy się zaatakować w jej własnym domu? Na dobrą
sprawę nie mogła tego wykluczyć.
– Odwiedzać
nad ranem dziewczynę swojego brata. To co najmniej dziwne. –
odparła. Nie czuła się pewnie rozmawiając z nim. Był
przerażający i w równym stopniu pociągający. Założyła
szlafrok i dokładnie się nim opatuliła.
–
Miałaś ze mną nie polemizować. – zauważył.
– Przecież
tego nie robię. – spojrzała na niego już nieźle wyprowadzona z
równowagi.
–
Jesteś inna niż myślałem. – zauważył kompletnie zmieniając
temat.
– Myślałeś? To chyba nie często ci się
zdarza. Szkoda, że nie pomyślałeś zanim wtargnąłeś do mojego
domu. – sama nie wiedziała co ją podkusiło aby tak go
podsumować. Czekała na jego odpowiedź, bądź wściekłość. Nic
takiego nie nastąpiło. Nataniel uśmiechnął się tylko. I tym
razem to był szczery uśmiech.
– Naprawdę pomyliłem
się co do ciebie. W rzeczy samej chyba postąpiłem nietaktownie.
Przepraszam. W ramach rekompensaty zapraszam na śniadanie. –
posłał jej chyba najlepszy uśmiech jaki posiadał. Zaintrygowała
go. Bała się, ale mimo to nic nie traciła ze swojej hardości.
Wkurzał ją i jasno dała mu to do zrozumienia. Kiedy tutaj wszedł
zaskoczył go wystrój pokoju, jego meble i wszystko inne. Większość
z tych rzeczy sama przyozdabiała. Miała talent artystyczny. W
dodatku była inteligentna, dowcipna i samodzielna. Nie sądził, że
jeszcze kiedyś spotka kogoś takiego jak ona. Tymczasem miał ją na
wyciągnięcie ręki. Istniał tylko jeden problem, jego brat.
– Nie,
dziękuję. Byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś już sobie poszedł.
– powiedziała z zacięciem. Powinien był to przewidzieć.
– Chyba masz rację. Do zobaczenia w szkole. –
po tych słowach znikł z jej domu. I bardzo dobrze. Już
wystarczająco ją nastraszył.
Z wielkim trudem rozpoczęła dzień.
Ciągle miała przed sobą twarz Nataniela. Nie rozumiała czemu
wywarł na niej takie a nie inne wrażenie. Chciała już zobaczyć
się z Tomkiem, ale ten jak na złość nie odbierał jej telefonów.
Nie wiedząc co ma ze sobą zrobić, zjadła śniadanie i poszła z
dziadkami do kościoła. Dziś bowiem był Nowy Rok. Ludzie składali
sobie noworoczne życzenia i robili nowe postanowienia. W kościele
było bardzo tłoczno. Artemizja znalazła miejsca dla dziadków a
ona sama wycofała się pozostawiając miejsca ludziom bardziej
potrzebującym. Po krótkiej chwili ksiądz rozpoczął mszę.
Rozległy się głosy wspólnej modlitwy i wzlatywały coraz wyżej i
wyżej. Dziewczyna przyłączyła się do nich z całego serca. Była
wierząca a po śmierci Igora to się jeszcze nasiliło. Wszystkie
swoje smutki i rozterki powierzała Bogu i z nim je dzieliła. To
jego prosiła o radę i błagała o przebaczenie kiedy było jej to
potrzebne. Często z nim rozmawiała, od tak zwyczajnie sprzątając
czy wieczorem nie mogąc zasnąć. I im dłużej to robiła tym
bardziej miała wrażenie, że on jej odpowiada. Szczerze dziwiło ją
czemu temat wiary w jej otoczeniu jest tematem tabu. Nie wiedziała,
czemu ludzie go unikają a mimo to widywała ich wszystkich w
kościele. Przez ostatnie tygodnie nie jednokrotnie zbierała się
aby zapytać Tomka o jego wiarę, ale bała się. Był wampirem,
zabijał już ludzi. Czy jednak wierzył w życie po życiu? W
zbawienie i nawrócenie? A jeśli tak, jaki miał do tego stosunek?
Te pytania zazwyczaj gnębiły ją tutaj, w tej świątyni. Ksiądz
tymczasem zaczynał mówić kazanie. Już nie mówił o tym co minęło
w poprzednim roku a o tym co miało nastąpić. Napominał, że tylko
od ludzi zależy czy rok będzie lepszy czy gorszy. Miał rację,
choć rzadko zgadzała się ze swoim proboszczem, tym razem miał
rację. Po mszy wrócili do domu i Art zabrała
się za gotowanie obiadu. Tomek nadal nie odbierał. Zaczynała się
niepokoić. Czekała do późnego popołudnia. Około osiemnastej już
nie wytrzymała i pojechała do niego. Przed domem stało kilka
samochodów do przewozu mebli a bliżej wejścia, małe czarne
sportowe auto. Zdziwiło ją to wszystko niepomiernie. Weszła do
domu mijając się z kilkoma mężczyznami wnoszącymi do domu meble
lub wychodzącymi po następne. Kiedy znalazła się w salonie jej
oczom ukazał się całkiem nowy widok. Jakże był odmienny od tego
co pamiętała i w zasadzie co kochała. Dom Czyńskich był ogromny.
Wchodziło się najpierw do korytarza i dalej szło się kilka metrów
do salonu który było widać z drzwi wejściowych. Nie cały jednak.
Kiedy weszło się do salonu po lewej stronie znajdowały się schody
prowadzące na piętra oraz dalej w głębi trzy okna, a po prawej
był korytarz prowadzący do kilku pokoi i do schodów prowadzących
do piwnicy. Na wprost wejścia była barierka. Chroniła ona przed
nagłym spadkiem w dół. W salonie były wiekowe meble, regały z
książkami (choć w domu była osobna biblioteka), kominek. Ona
jednak kochała w tym domu okna. Były ogromne. Od sufitu do podłogi
z zaokrągloną górą. Wszystko było utrzymane w kolorze czerwieni,
bordo, wiśniowym. Obicia łączyły się z drewnianymi ramami. Choć
na pierwszy rzut oka dom sprawiał wrażenie rodem ze średniowiecza,
był bardziej nowoczesny niż mogło się wydawać. A teraz kiedy
urządzono go nadal w tym samym stylu dostawiając więcej mebli było
wręcz bajkowo. Tomek wyczuł ją już kiedy weszła na podwórze,
ale obawiał się, że jego siostra w końcu rzuci się na któregoś
z ludzi wnoszących meble. Złościła się o każdy szczegół i
wszystko musiało być po jej myśli. Zjawiła się rano wraz z tymi
samochodami. Nic nie mógł poradzić. Nie miał nawet czasu
zadzwonić do swojej dziewczyny. Teraz jednak wyszedł z jej nowego
pokoju i zszedł na dół. Objął i pocałował zanim zdążyła
cokolwiek powiedzieć. W końcu jednak mu się wyrwała. Była zła.
– Jak
można się nawet słowem nie odezwać? Wiesz ile razy do ciebie
dzwoniłam? Martwiłam się. – uspokoił ją i zaprowadził do
kuchni.
– Kochanie chyba musisz wiedzieć, że przyjechała
moja siostra. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że ona jest osobą
publiczną i znaną w Stanach pod trochę innym nazwiskiem. Jeśli
prasa ją zwęszy i my nie będziemy mieć życia. Przepraszam za
dziś i proszę cię… - przerwał ponieważ do kuchni weszła jego
siostra. Amelia Czyńska ją zaskoczyła. Znała ją z kolorowej
prasy pod zupełnie innym nazwiskiem. Była znaną piosenkarką,
słynącą nie tylko ze swojego głosu ale i licznych romansów.
Amelia podeszła do niej i objęła ją po siostrzanemu.
– Nawet nie
wiesz jak się cieszę z tego spotkania. Tomek od miesięcy mi o
tobie opowiada. Niestety sprawy związane z moją praca nie pozwoliły
mi tutaj przybyć wcześniej…
- Taaa… ta sprawa ma na
imię Robert i ma dziewczynę… - wtrącił Tomek.
– Razem są tylko oficjalnie. Zresztą nie słuchaj
go, zawsze był zazdrosny. Naprawdę cieszę się, że w końcu cię
poznałam. – Zdziwienie Art sięgnęło zenitu. Nie wierzyła, że
oto stoi przed nią, jedną z ikon amerykańskiego show-biznesu.
Odwzajemniła jednak gest Amelii. Zdziwienie szybko ustąpiło
miejsca irytacji ponieważ do kuchni wszedł Nataniel. Art raptownie
wywróciła oczami co nie uszło uwadze Tomka.
– Artemizjo. – powiedział tamten. Dziewczyna
niechętnie się do niego odezwała.
–
Natanielu. – atmosfera od razu się zagęściła. Oboje obdarzyli
się płomiennymi spojrzeniami, których w ogóle nie rozumiał ani
Tomek ani Amelia. Mało tego żadne z nich nic nie powiedziało.
Nataniel nie spodziewał się jej jeszcze dziś zobaczyć ale nie
potrafił ukryć, że cieszy się z tej wizyty.
– Tak,
powietrze można by nożem przecinać. W każdym razie kochana musimy
wybrać się razem na zakupy. Słyszałam, że masz niezły gust. –
Amelii bardzo podobało się, że Tomek znalazł w końcu dziewczynę
o której ciągle mówił i która chyba kochał. W stu procentach
przekonała się do niej właśnie w tej chwili. Dziewczyna miała to
coś… była zadziorna. To jej się chyba najbardziej w niej
podobało.
– Chyba za dużo powiedziane. Poza tym jestem raczej biernym
obserwatorem takich marek jak Channel, Prada, Dior. Nic wielkiego,
jak każda nastolatka. – odparła. Dla Amy te słowa były niczym
miód na uszy. Zaraz też zabrała ją do siebie pokazać to co ze
sobą przywiozła. Zamierzała bowiem zostać tutaj na jakiś czasu.
Może do puki prasa jej nie wywęszy. W tej głuszy to chyba jej nie
groziło, wystarczyło kupić coś w Zarze i jakoś powinna wtopić
się w tłum. Tymczasem bracia zostali sami w kuchni. Tomek mierzył
Nataniela ostrymi spojrzeniami. W końcu ten nie wytrzymał i
zapytał.
– O co ci chodzi? – Tomek również był na
skraju wytrzymałości.
– Co ty do cholery wyczyniasz? Widziałeś się z nią po
balu? Ostrzegam cię…
- Tę gadkę
już słyszałem. – odpowiedział już bardziej rozbawiony niż
zirytowany. Bawił go strach brata.
– Art jest moją dziewczyną, kocha mnie a ja
ją. Odczep się od niej i daj spokój nam obojgu. Dobrze ci radzę…
- na te słowa jednak coś się w nim podniosło. Jakim prawem on mu
cokolwiek zabraniał? Jak śmiał się tak do niego odezwać? Mały,
nic nieznaczący padalec.
– Nie zawsze była twoja. – wysyczał.
Tomek się wściekł.
– Chcesz powiedzieć, że też nie
zawsze może być… Natanielu przez ostatnie dwieście lat
schodziłem ci z drogi, bo uczyniłem ci największą zbrodnię jaką
można popełnić. Nic nie mam na swoje usprawiedliwienie, ale jeśli
tkniesz Artemizję, przestanę na to zważać. Jeśli zrobisz jej
jakąkolwiek krzywdę nie spocznę do puki cię nie zabiję i nawet
Michael mnie nie powstrzyma. Teraz wybacz, muszę iść do „swojej”
dziewczyny. – zdenerwowany jak nigdy dotąd wyszedł z kuchni i
skierował się do pokoju siostry. Nat tymczasem uśmiechnął się
sam do siebie. Był bardzo rad temu, że w końcu Tomek otwarcie mu
zagroził. Jeśli uda mu się sprowokować brata to w jednym rozdaniu
go zabije i zniszczy w oczach Artemizji. To był dobry plan, teraz
jednak musiał się dowiedzieć po co jego uroczy braciszek tutaj
przybył. Na pewno nie był to jego pomysł. On zawsze wolał
siedzieć w dużych miastach typu Londyn, Nowy Jork. A jednak jest
tutaj i kupuje dom, czyli chce zostać tutaj na dłużej. Za tym
musiał stać ten jego Rafael. Tylko dla niego Tomcio mógł osiedlić
się w tak uroczym miejscu. Natowi spodobał się klimat Grabowa i
Wierzbinowa. Małe miejscowości, żyjące swoim własnym życiem.
Tutaj czas biegł dużo wolniej. Tutaj w każdym momencie można było
się zatrzymać i spojrzeć na swoje życie.
Następnego
dnia Artemizja razem z Magdą pojechały do szkoły autobusem. Tomek
bowiem musiał nadal czuwać nad Amelią. Dziewczyna nie sprzeciwiała
się temu wcale. Polubiła jego siostrę, która była bardzo otwartą
osobą, mimo swojego wampirzego życia. Po prostu była kimś
zwyczajnym. Z przystanku do szkoły było około czterystu metrów.
Dopiero pod szkołą zauważyła Nataniela. Stał przy samochodzie.
Patrzył na nią. Co tu robił Nataniel? Dlaczego ją tak irytował i
dlaczego Tom tak się go obawiał? Jeszcze wczoraj ją przed nim
przestrzegał i prosił aby trzymała się od niego z daleka. O co
chodziło Tomkowi mówiącemu, że grozi jej niebezpieczeństwo? Nie
wiedziała. Jedyne co zauważyła, to wzajemna nienawiść pomiędzy
braćmi. Musiało się między nimi wydarzyć coś w przeszłości.
– Kto to jest? – zapytała
Magda.
–
Uosobienie zła. – odparła. Nat zaczął iść w ich stronę co
wcale nie spodobało się Artemizji.
– Witaj Artemizjo. Pewnie dziś tęskniłaś gdy
mnie nie ujrzałaś? – zapytał obłudnie. Magda wytrzeszczyła na
nią oczy. Miała ochotę mu przyłożyć. Powoli się odwróciła w
jego stronę.
– Czego chcesz? – zapytała.
Spojrzał na dziewczynę i najpierw był to jego typowy wzrok,
drwiący i obłudny, ale po chwili zmienił się w poważny.
– Witaj, Nataniel Czyński.
Jestem bratem Tomasza. Ty zapewne jesteś przyjaciółką Artemizji?
– podał Magdzie rękę a ta zaniemówiła na jego widok. Art tylko
się bardziej zirytowała i lekko uderzyła przyjaciółkę łokciem
aby jakoś przywołać ją do teraźniejszości.
– Miło mi Magda Tokarska. –
podała mu rękę a on ją lekko uścisnął. Potem dopiero zwrócił
się do dziewczyny brata.
– Zaraz tak bezpardonowo… też jestem uczniem tej szkoły i
tak się jakoś złożyło, że w twojej klasie. Miałem nadzieję,
że pokażesz mi szkołę i takie tam frazesy. – znów to robił.
Uśmiechał się zniewalająco, że nawet jej było trudno się
oprzeć.
– Och, bo uwierzę,
że jesteś taki bezbronny. Natanielu nie jesteś już dzieckiem
poradzisz sobie, a teraz wybacz nam, musimy iść do szkoły. –
odwróciła się i chciała odejść ale zatrzymał ją jednym
krótkim zdaniem.
– Pogadaj z Tomkiem, dlaczego na
swój dom wybrał akurat to miejsce. – zanim dziewczyna się
odwróciła jego już nie było. W pierwszym odruchy zbagatelizowała
jego słowa, jednak kiedy została w szatni sama tłukły się one w
jej głowie. Przecież kiedy dowiedziała się kim jest Tom sama
zadała sobie podobne pytanie. Potem jednak jak za dotknięciem
czarodziejskiej różdżki zapomniała o wszystkich swoich obawach.
Teraz, wraz z przybyciem Nataniela, przybyły nowe pytania. Jak na
zawołanie wampir pojawił się w jej boksie.
– Nat czego ty ode mnie chcesz?
Nawet cię nie znam a już nie lubię. – minęła go i poszła na
„kanapę”. Szedł za nią.
– Może
po prostu przyjmujesz o mnie opinię mojego brata, która nie jest
zbyt pozytywna. – odwróciła się do niego i spojrzała mu w oczy,
które iskrzyły dziwnym blaskiem. Na ustach igrał mu uśmiech a
cała jego poza była nonszalancka. Dziewczyna jednak zamiast
zdenerwowania czy irytacji uśmiechnęła się do niego. Doskonale
znała tę pozę z autopsji. Stosowała ją i doskonaliła. On jednak
chyba był lepszy od niej w tej dziedzinie. Nataniel zdumiał się
jej reakcją.
– Zaskakujesz mnie na każdym kroku. Jesteś…
- No słucham,
jaka jestem? Czy jesteś w stanie określić mój charakter po dwóch
spotkaniach i jednej rozmowie? Jeśli w rzeczy samej tak jest to
proszę, słucham cię z ciekawością. – wamp oniemiał. Miał
ponad osiemset lat a ta ludzka istota zaskoczyła go jednym
podrzędnie złożonym zdaniem, zresztą niezbyt dobrze skomponowanym
składniowo. Nie odpowiedział a ona nie czekała. Zarzuciła swoimi
pięknymi, długimi, ciemnymi, włosami i odeszła w swoją stronę
zostawiając go skonfundowanego na środku korytarza. Sam nie
wiedział co o niej myśleć. Była zadziorna, agresywna a
jednocześnie słodka i finezyjna. Taka mieszanka charakterologiczna
nie zdarzała się często. Właśnie dlatego tak go zaintrygowała.
Jego uczucia w stosunku do niej były na razie ambiwalentne. Miała
racje, musiał ją lepiej poznać i chyba już wiedział jak to
zrobić jednocześnie odciągając od niej swojego prymitywnego
brata. W czasie kiedy Artemizja zmagała się z Natem, Tomasz
próbował jakoś wyjaśnić wszystko Amelii. Kiedy w końcu skupił
jej uwagę na sobie i opowiedział po krótce o wszystkim jego
siostra wpadła w szał.
– Ty ograniczony kretynie,
bezrozumny, tępy, zakuty, bezmózgi, niepojęcie głupi idioto!!!!
Jak mogłeś w ogóle wejść w ten pomysł?! Wiesz co to oznacza dla
ludzkiej rasy?! Jezu jak można być tak pozbawionym myślenia….
Ty sądzisz, że Art ci ot tak wybaczy? Kiedy dowie się prawdy
skreśli cię raz na zawsze i będzie miała rację. Imbecyl, wariat…
- Chyba już
wyczerpałaś zakres określeń na moją głupotę…. – wtrącił
jej co jak się okazało było bardzo złym pomysłem.
–
Pamiętaj, że zostały mi jeszcze inne języki. Tomek, czy ty
naprawdę nie wiedziałeś w co się pakujesz? – wampir westchnął.
– Oczywiście, że wiedziałem. Wtedy myślałem
innymi kategoriami. To co wyrządziłem Natowi… to mnie zabijało….
Nie potrafię sobie tego wybaczyć i zatraciłem się w tym
wszystkim. Pojawił się Rafael, zaopiekował się mną. Siostrzyczko
ostatnie dwieście lat były dla mnie męczarnią… wysłał mnie
tutaj i poznałem ją. To było jak cud… wiedziałem, że na nią
nie zasługuję, ale nie mogłem się jej oprzeć… zakochałem się
jak szczeniak. – skończył. Siostra położyła mu dłoń na
ramieniu. Już nie krzyczała, teraz tylko go wspierała.
– Musimy wymyśleć jak zapobiec katastrofie. A
jeśli nie to przynajmniej co zrobić aby twoja dziewczyna cię nie
znienawidziła. – Tomek wiedział, że musi jej powiedzieć o czymś
jeszcze.
– To nie wszystko. Nataniel nie pojawił się tutaj
przypadkiem. Wiem, że Joseph szukał mnie u ciebie, ale w końcu
chyba znalazł u naszego brata. Ma zamiar tutaj przybyć. – Amelia
odruchowo się wycofała. Joseph był nią zafascynowany i tylko
zakaz od Michaela trzymał go z dala od niej. Tutaj jednak nie było
ich opiekuna a Joseph mógł zjawić się w każdym momencie.
Wampirzyca jednak dość szybko doszła do siebie.
– Musisz powiedzieć Art o Josephie.
Najpierw zajmiemy się nim, później pomyślimy o Rafaelu. Z tego co
mówiłeś mamy jeszcze trochę czasu. Zorganizuję spotkanie dziś
wieczorem. Nas wszystkich. – dodała z naciskiem widząc niechętna
minę Tomka. Obawiał się swojego brata. Nie chciał z nim w żaden
sposób współpracować, przebywać i żyć. Nataniel pałał do
niego obrzydzeniem i Tomek wolał aby tak pozostało. Trzymając się
z dala od brata miał większe szanse na przeżycie i spokój. I
chyba mniejsze wyrzuty sumienia. Nat doskonale wiedział co robi
wprowadzając się do starszego brata. Samo patrzenie na niego
powodowało u Tomka chęć samobójstwa. Wiedział, że wyrządził
mu największą krzywdę jaką się da, ale… nie w zasadzie nie
było żadnego „ale”. Nat miał pełne prawo oczekiwać od Tomka
śmierci. Dopiero teraz, kiedy poznał Art zrozumiał jak bardzo go
zranił. W zasadzie zabił, choć śmierć byłaby o stokroć lepsza
od tego w czym kazał mu egzystować.
– Jedź do niej i spędźcie ten ostatni dzień bez
problemów najcudowniej jak się da. – szepnęła mu siostra a sama
już dzwoniła gdzie trzeba i załatwiała… sam nie wiedział co.
Posłuchał jej jednak i wyszedł z domu.
-
Kto zacytuje mi Norwida? Na dziś był zadany wiersz. Natanielu masz
tydzień aby przyswoić materiał. – w klasie zapanowało
milczenie. Nauczycielka była zdruzgotana. Jak te dzieciaki miały
napisać maturę nie znając jednego z największych poetów polski?
Nie potrafili wypowiedzieć choć jednej jego myśli. To nie mogło
się dobrze skończyć. Oczywiście jedna jej uczennica, no może
dwie znały odpowiedź na jej pytanie, ale przecież do matury
chcieli podejść wszyscy.
– Słuchajcie, to
nie są moje wymysły. Gdyby ode mnie to zależało, nie
musielibyście się tego uczyć, ale dobrze wiecie, że taki mamy
program. – jej nowy uczeń wstał. Kobieta spojrzała na niego z
zainteresowaniem. Obaj Czyńscy byli niewiarygodnie atrakcyjni. Choć
była nauczycielką i nie powinna na takie rzeczy zwracać uwagi, nie
dało się o tym nie wspomnieć.
- "My nic nie wiemy,
my przez całe życie Chcemy coś wiedzieć, ale nic nie wiemy.
Rośniem zaprawdę – cóż, gdy i powiecie Rośnie – a nigdy go
nie przeciągniemy. Świat – to powiecie, my zaś – wieczne
dzieci: Bawim się cieniem i przed cieniem drżemy; Trwoga ta
skrzydłem błyskawicy wzleci, I znów nam dobrze, i znów nic nie
wiemy. Krzyż tylko jeden, wyciągnąwszy dłonie, Starców po dawnej
znajomości wita, Młódź błogosławi – a rozdarte skronie Z
chmur wychylając – w oczach dzieci czyta; Czy im te wstęgi, co
tak bujnie płyną, Zdadzą się na co, i czy nie zginą? O, nie
zginą! bo do puki skrycie, Cicho a dzielnie, myślą, nie zaś
krzykiem, Boleść zakwita – i ciernistym smykiem Gra nam po
sercach, póty nasze życie! – w klasie zapanowało milczenie a on
nadal uporczywie wpatrywał się w Artemizję. Dziewczyna
zaczerwieniła się i nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Wszyscy
szeptali po kątach. Miała tego dość. Nikt nigdy jej tak nie
potraktował. Czego on chciał? Czemu wystawiał ją na pośmiewisko
całej klasy? Nie mogła sobie na to pozwolić. Jej duma krzyczała o
zemstę. Na szczęście zadzwonił dzwonek i wyszła z klasy. Ku jej
zaskoczeniu i radości na korytarzu stał Tomek. Patrzył na nią i
uśmiechał się z miłością. Coś ją tknęło kiedy do niego
szła. Przypomniała sobie słowa Nataniela. Wątpliwości wzięły
nad nią górę i kiedy się przywitali nie potrafiła z nim
rozmawiać o niczym innym. Jednak zapytać też się bała. A on
zabrał ją ze szkoły. Jechali gdzieś samochodem. Nie wiedziała
ani po co, ani gdzie. Bała się go zapytać o coś innego, niż
gnębiące ją myśli.
– Art powiedz mi co się dzieje? – zapytał spokojnie choć
w środku targały nim uczucia. Jego ukochana czymś się trapiła.
Bał się ją stracić, ale powoli przyjmował do świadomości taką
myśl. Art miała swoje przekonania. Wierzyła w pewne idee i
trzymała się pewnych zasad. Jego siostra nie znała jej tak dobrze
jak on. Dziś musiał z nią po prostu zerwać. Tylko tak mógł ją
chronić. Zatrzymał się na pewnym wzgórzu z którego było widać
dolinę i całe leżące w niej miasto. Kiedy była piękna pogoda
widać stąd było góry.
– Dlaczego akurat to miejsce wybrałeś na nowy dom? –
zapytała w końcu. Nataniel namieszał jej w głowie. Może
słusznie.
– Bo jest tutaj
spokój. Niestety nie o tym musimy porozmawiać. Amelia wysłała
mnie abym spędził z tobą najcudowniejszy dzień życia, ale myślę,
że ja na to nie zasługuję. Nie znasz mnie. Pokazałem ci się ze
strony jąka pragnąłem zawsze posiadać. Jednak dopiero przy tobie
stałem się dobry. Miałaś rację trzymając się ode mnie z dala.
Widzisz to Nataniel zawsze był tym dobrym, a ja uczyniłem mu
największe zło jakie tylko można. Ma pełne prawo mnie
nienawidzić. Art przez swoja głupotę sprowadziłem w te strony
Josepha który pragnie mojej śmierci. Niestety to podły drań który
wykorzysta ciebie aby dostać się do mnie. Nie potrafię go
powstrzymać sam…. – zamilkł. Wiedział, że to już koniec.
Dziewczyna stała obok niego i nie bardzo pojmowała jego słowa.
Ktoś chciał go zabić, ja wykorzystać, Tomek zrobił coś Natowi…
za dużo tego na raz. Z tych wszystkich myśli wypłynęła jej
jedna. Kochała go i bez względu na to co mówił, nie była w
stanie przestać. Czuła, że chce ją tam zostawić, ale nie
zamierzała mu na to pozwolić.
– Nie
ważne… nie obchodzi mnie co robiłeś zanim mnie poznałeś, ani
co wyrządziłeś Natowi. Zrozum, że cię kocham i co by się nie
działo będę cię wspierać. Razem przejdziemy przez…
-
Dziewczyno to nie jest książka czy film. Tutaj nie będzie happy
endu. Joseph to zagrożenie. Nie od razu mnie zabije. Najpierw każe
patrzeć na twoje cierpienie. Zabije twoich bliskich i doprowadzi cię
na skraj wytrzymałości. Sprawi, że mnie znienawidzisz, a potem
kiedy oboje już będziemy myśleć, że nic gorszego się nam nie
przytrafi zacznie cię torturować a na końcu cię zabije. Mało
tego później zacznie torturować moją rodzinę, ale to już nie
ważne. Art musimy się rozstać zanim ktoś, kto nie powinien dowie
się o nas. – zapadła głucha cisza. Dziewczyna nie chciała
rozumieć jego słów. Były przerażające. Na powietrzu było zimno
ale ją zamroziły jego słowa. Były tak straszne i brutalne… jak
on w ogóle mógł je wypowiedzieć, tyle zła, tyle śmierci i
tragedii…. Patrzyła na całkiem innego człowieka. Cofnęła się
kilka kroków w tył. Wtedy do niej dotarło. On się bał. I to
panicznie. Chciał uciekać, zamiast stać i walczyć. Czy w rzeczy
samej zagrożenie było aż tak realne jak jej to przed chwila
opisał? Dlaczego ją odtrącał?
- Nie. – powiedziała z
przekonaniem
– Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Zginę, to
zginę… bez ciebie moje życie nie miało sensu. Żyłam nie
wiedząc co ze sobą zrobić, to ty pokazałeś mi, że można
inaczej. Tomek nie pozwolę ci odejść. – wampir patrzył na nią
pozornie ze spokojem, ale w głębi toczyła się w nim walka. Kochał
ją ponad wszelką miarę. Nawet jeśli rozsądek kazał mu zakończyć
tę rozmowę, nie potrafił. Stała przed nim, taka bezbronna i ufna.
Patrzyła mu w oczy wzrokiem tak miłosiernym i błagalnym, że nie
potrafił jej w tamtym momencie odmówić niczego. Objął ją
jedynie.
–
Zginiemy, wszyscy zginiemy. – szepnął ale ona udała, że tego
nie słyszy. Wtuliła się w jego pierś, jak dziecko, które po
ciężkim dla niego przeżyciu, czepia się matki i nie zamierza jej
już wypuścić z ramion. Pragnęła aby ból znikł z jego oczu.
– Marzniesz. Nie potrzebnie wyciągnąłem cię aż tutaj.
Chodź, jedziemy do domu. – zabrzmiało to tak spokojnie i
trywialnie. Jakby przed chwilą w ogóle nie rozmawiali o tragicznej
śmierci, jaka może spotkać ich oboje. Nic nie pasowało jej do
obecnej sytuacji i tego pięknego widoku na okolicę. To miejsce
miała już na zawsze zapamiętać jako to które wyznaczyło im
próbę. Czy ją przeszli? Odpowiedź miała nadejść w krótce.
Wsiedli do auta i wrócili do domu.
- O Tomeczek. Dziecko dobrze, że jesteś.
Pomożesz mi z tym słoikiem. – babcia jak zawsze była oczarowana
Tomkiem. Artemizję bardzo to cieszyło. Poszła do siebie a jej
chłopak najpierw pomagał babci przy obiedzie a po nim dyskutował z
dziadkiem o polityce. Czasami zastanawiała się czy on na pewno
przyjeżdża tutaj do niej. Dla swojej dziewczyny znalazł czas
dopiero około siedemnastej. Siedziała na łóżku i czytała
książkę. Przyszedł i położył się obok niej. Było jak
dawniej. Gdy jeszcze o niczym nie wiedziała i nie groziła im
nieunikniona tragedia, Gdy żyła w błogiej nieświadomości.
– Kocham cię. Nie ważne co
się stanie, nie ważne czego się jeszcze o tobie dowiem Kocham cię.
– pocałował ją.
–
Kocham cię. Zawsze będę cię chronił. Za wszelka cenę. –
odpowiedział. Przytuliła się do niego. Tak właśnie powstają
wspomnienia, pomyślała. Kiedyś, kiedy nic im już nie będzie
groziło wspomną, że wyznali sobie miłość. Mimowolnie na myśl
przyszedł jej widok matki, której szczerze i oddanie nienawidziła.
Nigdy o nią nie dbała. Wychowała ją babcia. Matka Art zawsze
uważała córkę za błąd. Za pomyłkę w swoim życiu. Na co dzień
skrzętnie to ukrywał, ale bywały momenty kiedy mówiła jej to
wprost wykańczając dziewczynę w ten sposób. W końcu znalazła
sobie faceta i wyprowadziła się. Olała własne dziecko. Nie
potrafiła pokazać córce jak ma żyć, jak ma wkroczyć w dorosłe
życie. Nie było jej nigdy kiedy jej potrzebowała. Nigdy. Wszystko
co robiła było skierowane przeciwko Art. Nie potrafiła jej
wybaczyć tych błędów. Kiedyś się oszukiwała. Kiedyś myślała,
że ją kocha. Po śmierci Igora zrozumiała, że to nie prawda.
Wtedy się odnalazła a potem pojawił się Tomasz. Kochała go nad
życie. Nie mogła go stracić.
Art
zasnęła w jego ramionach. Wampiry wszystko odczuwają kilka razy
silniej niż ludzie. Jeśli kochają, kochają mocno i stale. Jeśli
cierpią to je zabija. Art pomimo swojego człowieczeństwa kochała
go równie mocno jak on ją. Bała się. Nie wiedziała co będzie
jutro. Nie wiedziała, czy jutro w ogóle nadejdzie a jednak ponownie
mu zaufała. Nie mógł jej zostawić, pomimo tego, że tak by było
najbezpieczniej dla niej. Nie mógł. To by go zabiło.
– Jakie to wzruszające, chyba się
popłacze. – Nataniel i Amelia przybyli aby porozmawiać.
– Daruj
sobie złośliwości. Wystarczająco jej dziś zepsułeś humor.
Niech śpi. Co z dziadkami? – Amelia skinęła głową na znak, że
się tym zajęła. Lekko odsunął od siebie jego ukochaną i wstał.
Wychodząc spojrzał jak pogłębia się jej sen. Usiedli w jej
kuchni.
–
Mamy jakiś plan? – zapytał Tomek. Patrzył na swoją siostrę,
ona na Nataniela. Nie spodziewał się, że to właśnie on mu
odpowie. Ku jego zdenerwowaniu i zaskoczeniu to właśnie on zaczął.
– Jak wiemy Josepha nie da się
tak po prostu zabić bo jest jednym z Pierwszych. Zadarłeś z nim,
co było głupotą, jednak czego można się było po tobie
spodziewać?
- Masz mi do powiedzenia coś jeszcze
mobilizującego czy skończyłeś? – Braci naprawdę niewiele
dzieliło od kłótni i rzucenia się na siebie. Obaj mieli silne
charaktery. Obu zależało na dziewczynie, choć na dwa różne
sposoby. Tom nie miał ochoty się z nim kłócić. Nie dziś.
–
Jak wiesz coś by się tam jeszcze znalazło. Nasz kochana siostra
jednak zaraz się na mnie rzuci więc przejdę do sedna sprawy.
Musimy przekonać Michaela aby nam pomógł. – chyba zwariował. To
miał być ten ich cudowny plan? Wampir roześmiał się groteskowo.
- Dlaczego od
razu się nie poddamy? Czy wyście rozum stracili? To jest nie
realne, nie wykonalne, nie możliwe….
– Uspokój się. Ostatnie czego nam teraz potrzeba to
twoja panika. Michael może i nie jest skory do pomocy ale w końcu
jesteśmy rodziną. Poza tym nie widzę innego rozwiązania. –
Amelia miała rację. Nie było innego rozwiązania. Poza tym jeśli
nie on to kto? Problem jednak nie leżał w tym, że to on był ich
szansą, a w tym, że najstarszy Czyński ostatnio mocno nadszarpnął
cierpliwość Michaela.
– Kto do niego pojedzie? – zapytał już
spokojniej. Czuł, że to powinienem być on, ale nie chciał. Nie
mógł jej zostawić. Nie teraz. Nie kiedy ponownie mu zaufała.
– To chyba jasne kochasiu. Ty. – szelmowsko
odpowiedział jego brat. Czasami miał ochotę go zabić. Potem
jednak przed oczami stała mu tamta chwila sprzed dwustu piętnastu
lat i od razu pokornie znosił jego drwinę, kpinę, pogardę i
szyderstwo. Zasłużył na nie. Mimo wszystko nie zostawi dziewczyny.
– Nie ma mowy. Wiem, że to moja wina, ale jej nie zostawię. Nie
mogę. To by ją zniszczyło. Ona sobie nie poradzi. – to było
gorsze niż tragedia Szekspira. Miał zostawić Artemizję choć
oboje tego nie chcieli, choć oboje właśnie podjęli wprost
przeciwną decyzję. Nie!
-
Tomaszu wiem jak musisz się czuć ale to twój problem. Nie mówię
tego bo nie chcę ci pomóc, tylko dlatego, że Michael tak to widzi.
To ty musisz prosić o pomoc. – miała rację. Tylko Michael mógł
im pomóc i tylko on musiał prosić go o pomoc.
– Dobrze. Amelio zostaniesz z nią? –
siostra
odwróciła wzrok.
– Wiesz, że bym to
zrobiła, ale nie jestem dość silna. Jeśli Joseph się pojawi nie
obronie Art. Poza tym doskonale wiesz jak on na mnie reaguje… –
no tak. Amelia nie mogła pić ludzkiej krwi. Uzależniała ją.
Popychała do szaleństwa. Działała jak narkotyk który uzależniał
już po kilku kroplach, poza tym Joseph jej pożądał w sposób w
który nie powinien. Pozostawał Nataniel. najgorszy wybór z
możliwych, ale chyba innego nie miał.
– Niby dlaczego miałbym ci pomóc ochronić kobietę
którą kochasz skoro ty mi moją odebrałeś? – spojrzał na brata
z całą nienawiścią tych lat. Miał rację. Nie Tomek nie miał
najmniejszego prawa prosić go o pomoc.
– Nie rób tego dla
mnie. Zrób to aby kolejna niewinna nie ucierpiała. – odparł.
Tylko w ten sposób mógł przekonać Nataniela do współpracy.
Widział jak bije się z myślami. Nie chciał śmierci Artemizji. W
jakiś pokrętny sposób mu się spodobała. Tom nie wiedział
jeszcze czy to dobrze czy źle, ale jeśli tylko tak miał ją
chronić to mógł się zgodzić na tę chorą fascynację. Nat
właśnie na coś takiego liczył. Oczywiście zgodzi się, ale ta
chwila patrzenia jak Tomasz żyje w niepewności dała mu chorą
satysfakcję. Wtedy na myśl przyszła mu Art i po raz pierwszy od
dwóch stuleci coś się w nim ruszyło. Coś zaczęło go dusić od
środka i satysfakcja, którą przed chwilą odczuwał zamieniała
się w ogromną mackę która waliła w jego wewnętrzne mury
ochronne.
– Robię to tylko dla niej. –
wydusił w końcu.
– Pomimo tego i tak ci
dziękuję. Ona jest dla mnie wszystkim. – pożegnali się i Tomek
wrócił do pokoju Art. Dziewczyna spała. Przytulił się do niej.
Tak strasznie ją kochał, że sama myśl, iż coś może ją złego
spotkać bolała. Była taka krucha. Taka ludzka. Była jak gwiazdka
z nieba, na którą wiemy, że nie zasługujemy a jednak ją
przyjmujemy. Obudziła się.
– Jesteś.
– była zaspana i taka słodka. Nie potrafił sobie wyobrazić jak
mogłoby ją` spotkać coś strasznego.
–
Jestem. I do puki mnie nie wyrzucisz i nie każesz zniknąć ze
swojego życia będę tutaj. Kocham cię. – te sowa wyraźnie ją
obudziły. Spojrzała mu w oczy. Jak zawsze o nic nie pytała. Nie
była ciekawa skąd nagle u niego takie deklaracje. Wiedziała, że w
końcu się dowie. To w niej kochał najbardziej.