piątek, 30 stycznia 2015

10. Kain

       Nie wiedziała kiedy zasnęła i nie wiedziała co ją obudziło, w każdym razie Nataniel siedział na skraju łóżka i patrzył na nią tak jakoś normalnie. Tak, przyziemnie i zarazem inaczej niż zawsze. Bez tej swojej ironii i kpiny które zakrawały na sarkazm. 

– Co ty tutaj robisz? – zapytała zaspana. Uśmiechnął się przyjaźnie. Przemyślał sobie wiele spraw. Wiedział, że jeśli zacznie od niej stronić i uciekać, to zacznie go gonić a później dopadnie. Wtedy nie miałby szans, teraz jeszcze był w stanie nad tym zapanować. 

 – Staram się ciebie chronić. Twój wilczek siedzi na podwórku w swoim aucie. Chyba nie da tak łatwo za wygraną. – teraz zauważyła książkę którą trzymał w ręku. Zapamiętała aby potem sprawdzić tytuł. Czytający Nataniel to nowość. Wtedy dotarł do niej sens jego słów. Wyskoczyła z łóżka i podeszła do okna. Była już późna noc. Ciemność zalała otoczenie. Było pochmurnie, więc nie dało się zobaczyć żadnych gwiazd co tylko pogłębiało wszechogarniającą czerń. Wdzierała się w każdy zakamarek chcąc zalać każdą, nawet najmniejszą łunę światła. W tych ciemnościach dostrzegła jednak ciemny kształt. Wytężyła wzrok i rzeczywiście auto Janka stało na podwórzu. Nawet ona, swoim ludzkim wzrokiem mogła dostrzec jego zmierzwioną fryzurę. 

 – Mam go wywalić? – zapytał. Po co on tutaj został? Chyba wyraźnie mu powiedziała, że nie życzy sobie jego obecności? To nie jest koncert życzeń, przypomniała sobie słowa Nataniela. 

 – Nie. Skoro chce tutaj być, niech będzie. Ja nie zamierzam z nim rozmawiać. – odparła i wróciła na łóżko. Nocą najbardziej brakowało jej Tomasza. Przytulał ją i od razu zasypiała. Położyła się. Dziś musiała wystarczyć jej poduszka i widok czytającego Nataniela. Patrzyła na niego. Był pochłonięty lektura, ale zdawała sobie sprawę, że nie stracił nic ze swojej czujności. W końcu zapytał: 

 - Czy ty nigdy nie widziałaś aby ktoś czytał? – nie oderwał wzroku od książki. Znał „Wichrowe wzgórza” na pamięć w kilkunastu językach świata. W obecnej chwili nie czytał a tylko to pozorował. Dziewczyna jednak chciała rozmowy. Nie miał w zwyczaju spełniania cudzych zachcianek, ale w końcu ona był inna. 

 – Ktoś tak, ty nie jesteś zwykłym ktosiem. – odpowiedziała. Spojrzał na nią znad książki. Śmiesznie to wyglądało. Dziś Nat pokazał jej swoje drugie oblicze. Bardziej ludzkie. Tylko sam Bóg wiedział ile on ich posiadał. Stoczyli kilka walk i pokazał, że gdy chce potrafi ustąpić. Pokazał, że jest inteligentny i w pewien mroczny sposób pociągający. Śmiało mogła stwierdzić, iż zyskuje przy bliższym poznaniu. Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał jednak, że równie dobrze może jej ujawnić swoje gorsze oblicza. Musiała uważać. Jeśli chodziło o Janka to złość na niego już jej przechodziła. Nigdy nie potrafiła się na niego długo gniewać. Było jej tylko przykro, że nie podzielił się ze nią tak ważną rzeczą w jego życiu. Tylko czy ona sama byłaby mu w stanie powiedzieć o wampirycznym chłopaku? Sama dopiero co oswajała się z tą myślą. Nie było sensu się załamywać. To były stany dokonane i nie miała na nie wpływu. Nie mogła niczego zrobić. Rozsądnie było przyjąć nową rewelację do świadomości i żyć dalej. Czekać na powrót Tomasza. Ciekawe gdzie był? Co robił? Kiedy wróci? Przed wyjazdem powiedział, że Nataniel odpowie na wszystkie pytania. Może to był moment na ich zadnie? 

 – Nie możesz zasnąć czy wzdychasz tak bo lubisz? – zagaił Nataniel. Wzdychała? Kurczę, musiała zacząć się pilnować. 

 – Nie mogę zasnąć. Powiedz mi skąd Tomek zna Josepha? – Odłożył książkę na bok i spojrzał na nią z westchnieniem zniecierpliwienia. Nie powiedział jednak niczego głupiego ani jej nie spławił. Wiedział, że to jego brat powinien jej o wszystkim powiedzieć, ale on sam kazał mu odpowiadać na jej pytania. O dziwo źle się z tym czuł. 

 – Widzisz, po przemianie Amelia, nie potrafiła sobie poradzić ze swoim pragnieniem. To jest trudne, ale po pewnym okresie czasu mija pierwszy szał. U niej było inaczej. Dokonywała okropnych zbrodni. Nie mogliśmy z Tomem na to patrzeć. Wyruszyliśmy aby szukać dla niej ratunku. Gdzieś w środkowych Włoszech natknął się na Josepha. W rzeczy samej pomógł nam, ale mi się nie podobał jego stosunek do Amy. Zabrałem ją, a mój stuknięty brat ubzdurał sobie, że Joseph pokazał mu sens życia. Wtedy po raz pierwszy rozeszły się nasze drogi. – dziewczyna zamyślona patrzyła na wampira. 

 – A co się takiego stało, że teraz Joseph chce zabić Tomka? – nie lubił tej historii. Za bardzo przypominała mu o matce. 

 – Najpotężniejszy z Pierwszej dwunastki wampirów jest kimś na kształt mojego, naszego dziadka. Posiada pewien specyficzny pierścień, dzięki któremu utrzymuje swoją pozycję, a który otrzymał od Pierwotnego wampira czyli Kaina… 

 - Jak to Kaina? – czyżby jego brat nie opowiedział jej naszej historii? 

 - Niczego ci nie powiedział, prawda? – zapytał ją. Przecząco pokiwała głową. 

 – Kretyn. Chyba powinien od tego zacząć kiedy powiedział ci kim jest… - dziewczyna zaczerwieniła się i spuściła wzrok. Coś było nie tak, jak być powinno. 

 – On mi o niczym nie powiedział. Sama doszłam do tego kim jest. Jego zachowanie, poza… pogrzebałam w sieci a tam znalazłam parę jego zdjęć, na których miał inny wiek. Potem zadzwoniłam do jego byłej szkoły, a kiedy powiedziano mi, że nigdy nie mieli takiego ucznia zaczęłam myśleć i sklejać wszystko do siebie. – nie dowierzał. Nie miał nawet na tyle odwagi aby powiedzieć jej kim jest. Bał się, że ucieknie? Tak wierzył w jej miłość? Skończony kretyn. 

 – No dobra, najpierw był Kain. On był Pierwotnym wampirem. U zarania dziejów i takie tam… zabił brata, jego krew naznaczyła go i nadała mu brzemię. Bóg stworzył wampira. To miała być dla niego kara. Wieczne życie w poczuciu tego co zrobił. Jednak mówi się, że diabeł tez chciał mieć udział w tym dziele i stworzył małą furtkę. Mianowicie, Kain mógł stworzyć innych. I stworzył. Michaela i Vanessę. Okazało się, że są silni i zdolni jak on sam, aczkolwiek odrobinę słabsi. Kain bał się zagrożenia. Nie chciał tworzyć „nowych” bo to byłby koniec ludzkości, ale nie chciał być tez sam. Dlatego oprócz nich, stworzył jeszcze dziesięciu innych. Tak powstało Dwanastu Pierwszych. Zagroził im, że mają prawo przemienić tylko trzy osoby, gdyż w ten sposób chciał ograniczyć wampiryzm. Jednak nie powiedział czy przemienieni też mają ograniczenia. A kiedy Joseph i dwóch innych zaczęli dążyć do władzy było już za późno. Na nic zdały się prośby i groźby. Wampiry rozproszyły się po całym świecie. Michael jednak pozostał wierny Kainowi. Obiecał, że on dotrzyma danego słowa. I dotrzymał. Przez całe swoje życie zamienił w wampira tylko jedną osobę. Moją matkę. Zobowiązał ją do przemiany tylko swoich dzieci i oto jestem. Wróćmy jednak do momentu wierności Michaela. W zamian za lojalność Kain uczynił mojego dziadka kimś najważniejszym w naszym świecie a sam się wycofał. Oprócz Pierwszej Dwunastki nikt nigdy go nie widział. Oznaką władzy Michaela jest wcześniej wspomniany pierścień. Nie wiem jak to było dokładnie między Josephem a Tomkiem, ale mój przygłupi brat chyba obiecał go zdobyć dla Pierwszego. Oczywiście nie mógł spełnić danego słowa i od wieków ucieka przed Josephem. W końcu znalazł schronienie u niejakiego Rafaela, ale to odmienna historia. – zakończył a ona nie mogła uwierzyć w jego słowa. Wynikało z nich, że Tomek był zupełnie inni niż jej się teraz wydaje. W końcu sam jej powiedział, że przy niej się zmienił. Z opowieści wyłapał coś jeszcze. Nataniela który był inny. 

 – Dlaczego ty… jesteś inny? – spojrzała na niego z ciekawością. 

 – Chcesz pogadać o tym kim jestem? – zapytał całkiem poważnie. 

 – Nie tyle o to kim jesteś a o to dlaczego jesteś taki…. 

 – Demoniczny? – dokończył. Kiwnęła potakująco głową. 

 – Cóż, tak jest łatwiej. Wyłączyć uczucia i być draniem. Wszyscy raczej cię unikają i masz spokój. – oznajmił. Nie była to odpowiedź jakiej się spodziewała i on to wiedział. 

 – Art każdy ma swoje powody. Dlaczego ty się zmieniłaś? Czuję, że z tamtą Art bym się zaprzyjaźnił. – rzuciła w niego poduszką. Nie sądziła aby wiedział co się jej przytrafiło. Nie sądziła, że go to interesuje. 

 – Zakochałam się a on potem zginał w wypadku. Igor był kimś wyjątkowym. Był moją drugą połową. Wtedy tak myślałam. – odparła. Kiwnął głową. 

 – Sama widzisz. Każdy ma takie swoje wydarzenie. I wybacz ale ja o swoim nie chcę rozmawiać. – ponownie podniósł książkę i chciał wrócić do lektury. Temat niebezpiecznie skierował się na jego cierpienie, a tego na pewno nie chciał. Poza tym gdyby zaczął, musiałby powiedzieć jej co Tomek mu uczynił. A tego nie chciał. To jego brat sam powinien to zrobić. Nikt inny. 

 – Czasami trzeba się wygadać. – dodała nieśmiało a on spojrzał na nią zagadkowo. Nie odpowiedział. Nie od razu. 

 – Kiedy masz przed sobą wieczność potrafisz zachować dla siebie pewne rzeczy ponieważ ludzie przemijają a ty żyjesz dalej ze świadomością, że wszystkich których kochałaś odeszli. – to były najsmutniejsze słowa jakie w życiu usłyszała. Tym właśnie była dla nich. Kimś na chwilę. Ona umrze a Tomasz i Nataniel będą żyć dalej. Dlaczego i po co w takim razie były te wszystkie zachody aby ją chronić. W ostatecznym rozrachunku i tak miała umrzeć a oni mieli uznać ją za coś przemijającego. Za coś. Jak bardzo przedmiotowo to brzmiało. Czy w takim razie życie ludzkie miało jakiś sens? Czy jej życie miało sens? Znała odpowiedź na te pytania. Nie żyła dla kogoś. Żyła tylko i wyłącznie dla siebie i to od niej zależało czy po śmierci ludzie i nie tylko ludzie o niej zapomną czy będą pamiętać i wspominać z sentymentem. To od niej zależało czy będzie jednostką wybitną czy zwykłym zjadaczem chleba. Całe jej życie leżało w jej rękach i tylko ona mogła coś z nim zrobić. 

 – To smutne. – powiedziała w końcu. Pokiwał twierdząco głową. 

 – Owszem. Jednak takie jest życie. Ty swoje przeżyjesz w całości. Dorośniesz. Będziesz miała dzieci, męża. Zestarzejesz się i w końcu umrzesz. Tak powinno być. I pomimo całej wiedzy jaką zdobywamy, zazdrościmy wam tak banalnej rzeczy jak starość, jak możliwość dokończenia tego co nam zostało odebrane. Jak możliwość śmierci. – mówiąc to myślami był zupełnie gdzie indziej. Do chwil spędzonych z Jasminą. Do jej uśmiechów i słów. „Zawsze będziesz mój” to powiedziała mu na łożu śmierci. Te słowa tłukły się po jego głowie całymi dniami, od dwustu lat. Widział jej zamykające się oczy i czuł ciało opadające z życia. Tak bardzo ją kochał i tak łatwo ją stracił. W końcu wrócił do rzeczywistości a w jego oczach zobaczyła bezgraniczny smutek. Szybko go zakamuflował jednak przez chwilę tam był. Co takiego sprawiło, że zdjął wszystkie swoje osłony i na chwilę pokazał się jej z dobrej strony?  
– Przykro mi. – chciała go wesprzeć, a on uśmiechnął się w stylu „spoko, i tak nigdy nie zrozumiesz o co mi chodzi”. Miał oczywiście rację. Nie mogła go zrozumieć. Zastanawiała się czy w ogóle by chciała mieć takie myśli jak on. To nasuwało kolejne pytanie czy chciałaby być taka jak on? Czy chciała zostać dzieckiem nocy? Nie! Nie mogła o tym myśleć. Nie ten czas. Choć zapewne żaden nie będzie dobry, ale ten naprawdę był nieodpowiedni. Przytuliła się do poduszki i zastanawiała nad słowami Nataniela. Dziś przełamali pierwsze lody. Dziś oboje coś sobie udowodnili. Jutro wszystko miało wyglądać inaczej.

                             ***

      - Ostatnim razem był tutaj. Amelio to nie możliwe, że tak szybko zmienił lokum. – Tomek był załamany. Dotarli do rezydencji Michaela a jego nie było. Podobno zmienił miejsce zamieszkania. Gdzie miał go teraz szukać? Minęło dopiero kilka dni a on prawie umierał z tęsknoty za Art. Nawet nie chciał sobie wyobrażać co przechodzi z Natanielem. Skoro nie znalazł Michaela jego podróż miała się okazać dużo dłuższa. Nie był pewny, czy da sobie radę bez Art tyle czasu. Bezsilność go wykańczała. 

– Możliwe. Musimy szukać nadal. Nie poddamy się. – uśmiechnęła się optymistycznie. Oboje wiedzieli, że teraz podróż może im zająć nie wiadomo ile. Michael mógł być w każdym miejscu na świecie. Przed oczami ciągle miał ostatni obraz Art. Była zapłakana. Serce mu krwawiło gdy musiał na to patrzeć i odejść. Nataniel to najgorsza szumowina jaką znał ale nigdy nie dopuści aby stała się jej krzywda. Ruszyli dalej. Podróż ciągnęła się z nieskończoność. Dni wlekły się jeden za drugim a za oknami samochodu ciągle były albo pola, albo lasy. Starał się być silny, ale zawsze miał z tym problemy. Poza tym nie wiedział, gdzie szukać dziadka. Mógł być wszędzie i nigdzie jednocześnie. Ruszyli na Zachód. Co by nie mówić o Michaelu zawsze podążał ku zachodzącemu słońcu. Sentymentalne i prozaiczne ale przynajmniej zawsze wiedzieli w jakim kierunku szukać. Możliwe, że spotka matkę. Gdy jego rodzeństwo przybyło do Grabowa był pewny, że jest z nimi, ale okazało się, że rozstali się kilka miesięcy wcześniej. Najprawdopodobniej teraz była z Michaelem. Myśli wampira powróciły do Artemizji. Tyle razy chciał do niej zadzwonić tylko co by to dało? W najgorszym wypadku Joseph by odkrył ich plan. Przyrzekł sobie, że jej nie skrzywdzi. Art nie umrze tak bezsensownie jak Jasmina. I pomimo tego, że ta druga sama o to prosiła nigdy nie wybaczył sobie, że jej na to pozwolił. Zawsze myślał tylko o rodzinie i jej bezpieczeństwie i kiedy Joseph zagrażał Natanielowi musiał działać. Nie mógł pozwolić aby umarł. Jednak nie powinien pozwolić Jasminie się poświęcać. I nie chciał. Tylko, że ona podjęła decyzję. Co prawda Nataniel go nienawidził, ale żył. Tylko to się wtedy liczyło. Jego brat kiedyś dowie się prawdy, ale na razie nie jest to konieczne. Lepiej aby go nienawidził niż sam miałby obwiniać się o tę śmierć. Dla Tomka życie i śmierć niewiele znaczyły, do póki nie dotyczyły kogoś mu bliskiego. Zatrzymali się w jakimś lesie. Wyczuwał tutaj inne wampiry. Pytanie dobre czy złe? Jego czujność się wzmogła. 

 – Musimy uważać. Nie wyczuwam ich intencji. – szepnęła Amelia. Nie musiała mu tego mówić. Po chwili cztery wampiry otoczyły polanę na której stali. Nie widział ich, ale słyszał. Trzech mężczyzn i kobieta. Drobna i zwinna. To na nią należało uważać. W końcu się pojawili. Mężczyźni stanowili raczej rodzaj ochrony. To ta niska brunetka tutaj dowodziła. Coś w niej było drapieżnego jednakowoż wiedzieli, że nie grozi im niebezpieczeństwo. Tomek wystąpił na przód. Obca wampirzyca również. 

 – Witajcie w moim królestwie. Na imię mi Vanessa. To moi przyjaciele. – skinęła na swoich towarzyszy. Potaknął głową na znak iż rozumie. 

 – Tomasz i Amelia. Miło nam. Jeśli naruszyliśmy twoje terytorium to przepraszamy. – teraz następował moment w którym oni ich prześwietlali i decydowali o tym co z nimi zrobić. W końcu Vanessa się uśmiechnęła. 

 – Nie. Miło mi was gościć. Zapraszam do siebie. – spojrzał na siostrę. Skinęła głową i ruszyli krętą ścieżką przez leśne gęstowia. Po dosyć długim spacerze naszym oczom ukazała się willa godna Pierwszego. Wspaniała, nowoczesna, z dala od cywilizacji. Amelia była pewna, że żaden człowiek nigdy tutaj nie dotarł i zapewne nigdy nie dotrze, chyba, że Vanessa sama będzie tego chciała. Dom zrobił na niej wrażenie, jako na osobie znającej się na tym. Wszyscy weszli do środka i ich oczom ukazało się nowoczesne i przytulne wnętrze salonu. 

 – Proszę, wejdźcie dalej. Rzadko miewamy gości więc wybaczcie moim przyjaciołom iż nie będą nam towarzyszyć. – ręką wskazała im miejsca na kanapie. Tomek wyczuł iż Amelia nadal ma się na baczności. On natomiast miał niejasną pewność , że nic im nie grozi. 

 – Co was sprowadza w te strony? – zapytała. Może i nie wzbudziła jego obaw, ale jeszcze nie upadł na głowę. Nie zamierzał jej ufać. 

 – Zmierzamy na Zachód. Nie chcemy wzbudzać zbytniego zainteresowania więc postanowiliśmy wędrować bocznymi drogami. – oznajmił i miał nadzieję być przekonujący. Jeżeli gospodyni domyśliła się, że nie mówi jej całej prawdy to niczego nie dała po sobie poznać. Zatrzymali się u niej na noc. W wilii panowała dziwna, spokojna atmosfera.

środa, 14 stycznia 2015

9. Wilkołak

        Przyjaciel z dziecięcych lat. Jej anioł stróż. Ostatnio był w Stanach na stażu. Rok. Nie było go gdy zmarł Igor, nie było go gdy była załamana. Nie było go gdy pojawił się Tomasz. Jednak był teraz. Wpadła mu w ramiona. Jaś okropnie ucieszył się na widok dziewczyny. Przyjaźnili się od zawsze i choć była od niego sporo młodsza rozumieli się bez słów. Ciężko mu było bez niej, szczególnie po nowinach jakie zaserwowała mu Marysia. 

 – Artemizjo, nie poznałem cię. – przytulił ją a ona była szczęśliwa, że widzi go po tak długim czasie. 

 – Co ty tutaj robisz? – zapytała gdy w końcu ją puścił. 

 – Przyleciałem kilka dni temu. Odwiedziłem Marysię. Przepraszam cię, że nie było mnie gdy najbardziej tego potrzebowałaś. Maria wszystko mi opowiedziała. Wiem o Igorze. Tak mi przykro…. 

 – Ciii… to już przeszłość. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś. – spojrzał na nią jak zawsze. Z czułością starszego brata. 

 – Jak ty wydoroślałaś, wypiękniałaś. – był uroczy. Z każdym spotkaniem słyszała coraz to nowe komplementy. Cieszyły ją i dowartościowywały. 

 – Artemizjo musimy iść na zajęcia. – Nataniel skrzętnie przypomniał jej o swoim istnieniu. Chociaż teraz, gdy pojawił się Janek nic nie mogło zepsuć Art humoru. 

 – Jasiu przedstawiam ci Nataniela Czyńskiego, brata mojego Tomasza. – Jan podał Natowi rękę. Tamten odwzajemnił gest. Choć w jego oczach już widziała jakąś ripostę. Jak ja go nie znosiłam. Janek po pierwszym dotyku zorientował się z kim ma do czynienia. Niczego nie dał po sobie poznać. Wystraszył się nie na żarty, szczególnie, że jego najlepsza przyjaciółka wydawała się być z nim w zażyłych stosunkach. Szybko jednak podjął decyzję, że poczeka do popołudnia. 

 – Natanielu błagam cię. – walka która stoczyła się między spojrzeniami Tej dwójki była z góry wygrana przez Nata. Jednak tym razem, o dziwo, ustąpił. Była zaskoczona. Lekko się skłonił i odszedł kilka kroków dalej mówiąc: 

 - Jak sobie życzysz. – coś nie spotykanego. Nie w jego stylu. Wszystko zawsze musiało iść zgodnie z jego wolą. A tym razem ustąpił. Wróciła jednak do Janka. 

 - Jasiu muszę lecieć na lekcję. Jedź do mnie i proszę tam zaczekaj. Przyjedziemy zaraz po lekcjach. – podała mu klucze i odprowadziła do wyjścia. 

 – My? Ten typ również? – zapytał. Miała nadzieję, że nie wyłapie tego my. A jednak. 

 – Nataniel. Tak, to taki mój… przyjaciel. – odrzekła. Nie znosiła kłamać. 

 – Nie wyglądaliście na przyjaciół. – odparł. Janka nie łatwo było okłamać. Nie jego. Znał ją od urodzenia. Wiedział kiedy coś jest nie tak. Teraz widział jaki wpływ na nią ma ten wampir. To bardzo mu się nie spodobało. 

 – Bo to ten trudny rodzaj przyjaźni. Obiecuję ci wszystko opowiedzieć jak wrócę. – cmoknęła go w policzek i patrzyła jak wychodzi. Nataniel znalazł się obok niej od razu. Stał oparty o framugę drzwi. 

 – Kim jest ten wilk? – zapytał. Nie był zdenerwowany. Raczej rozbawiony. 

 – Jaki wilk? Janka znam od zawsze. To przyjaciel… 

 - Który gdy tylko dowie się kim jest twój chłopak i ja, zabije nas bez mrugnięcia okiem. Gratuluje przyjaciół. – założył ręka na rękę i stał patrząc na nią z tym swoim denerwującym poczuciem wyższości. Miała go serdecznie dość. 

 – Możesz jaśniej? – nie miała ani, sił ani ochoty się z nim kłócić. 

 – W przyrodzie musi być zachowana równowaga. Tak jak istnieją wampiry tak istnieją wilkołaki. Co prawda mniemałem, że wszystkie wymordowaliśmy ale jak widzę się pomyliłem. Twój przyjaciel książę Jan Lubomirski jest niczym innym jak wilkołakiem. Masz dziewczyno talent do przyciągania kłopotów. Zapewne twój kolega nie dawno dowiedział się o swoim dziedzictwie bo z tego co zdążyłem się zorientować nie było go około roku. – było to chyba najdłuższe zdanie jakie wypowiedział. Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Kłamał. Nie było innego wyjścia. No chyba, że oszalał. Tak, to mogło być prawdopodobne. Chciała go minąć i wyjść na korytarz. Zatrzymał ją. Jego spojrzenie wyrażało ból i złość. 

 - Jak ja mam cię chronić skoro ty zadajesz się z wilkołakami? Jak mam dotrzymać obietnicy skoro nie chcesz ze mną współpracować? – tym razem wytrzymała jego żelazne spojrzenie i wyrwała się z jego uścisku. 

 – Może ty zacznij traktować mnie po ludzku to ja zacznę z tobą współpracować? – odparłam i minęłam go. Usłyszała jeszcze jak ostro klnie. Nie obchodziło jej to. Jednak czy mógł mieć rację co do Janka? Nie. Przecież go znała całe życie. Nie był wilkołakiem. Zresztą na jakiej podstawie miała wierzyć słowom Nataniela? Był draniem i tyle.

Zajęcia minęły w napiętej atmosferze. Nie odzywała się do Nataniela. Wrócili do domu. Już nie mogła się doczekać spotkania z Jankiem. Jednak coś ją niepokoiło. Wampir zasiał we niej ziarno niepokoju. Bo przecież Janek wyjechał tak nagle. Niby na jakieś staż do Stanów. Skoro istniały wampiry dlaczego miałoby nie być wilkołaków? 

 - On nie może być wilkołakiem. Nat zrozum, znam tego chłopak, znam jego rodzinę. Całe życie się przyjaźniliśmy. – spojrzała na swojego towarzysza. Był milczący i zły. Choć obrażony byłoby lepszym określeniem. Znała Janka ale i wiedziała, że Nat nie miał powodu aby ja okłamywać. 

 – Jest jedno proste wyjaśnienie tej sytuacji. – odparł. Zaparkował na podwórku. Wysiedli. 

 – Jakie? – zapytała. Znając go zrobi coś nie konwencjonalnego i nieodpowiedniego. Nie odpowiedział tylko podszedł do Art i znienacka ją pocałował. Odwzajemniła pocałunek i nie mogła powiedzieć, że jej się to nie spodobało. Potem na myśl przyszedł jej Tomek. Nie chciała zranić swojego chłopaka taką zdradą, ale była tak oszołomiona, że dopiero po chwili odepchnęła Jego brata. 

 – Czy tobie kompletnie odbiło? Co ty wyprawiasz? – w tej chwili coś obok niej przemknęło i rzuciło się na Nataniela. Chwilę zajęło jej rozpoznanie osobnika. Był to Janek. Wściekły i warczący. Stałam osłupiała. Nie dowierzałam własnym oczom. Za dużo. Tego było za dużo. Warczał i szczerzył zęby jakby to były kły. Nie wiedziałam nic oprócz tego, że musiałam przerwać tę chorą walkę. Inaczej by się pozabijali. 

 – Dość. Jasiek zostaw Nata. – uspokoili się. Nataniel leżał na ziemi z grymasem bólu na twarzy. 

 – Coś ty mu zrobił? Jezu Nat nic ci nie jest? – schyliła się aby pomóc mu wstać. Janek chciał powstrzymać przyjaciółkę. 

 – Art ty nie wiesz kim on jest. – powiedział a ona wyrwała się z jego uścisku. 

 – Mylisz się. Doskonale wiem kim on jest. Za to ty chyba powinieneś mi wyjaśnić kilka rzeczy. – pomogła wstać Natanielowi. Otrząsnął się i od razu zasłonił ją swoim ciałem. No dobra, sytuacja wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli. Nie ogarniałam tego. Mimo wszystkich różnic jakie między nimi były teraz naprawdę zobaczyła, że wampir bez względu na wszystko będzie jej bronił. Nawet za cenę własnego życia. 

 – Wynoś się stąd. – wysyczał przez zaciśnięte zęby wampir. Zanosiło się na następną bójkę. 

 - Po moim trupie. – odparł Jan. 

 – To się łatwo da załatwić. – syknął wampir i już miał się rzucić na wilkołaka kiedy krzyknęła Artemizja. 

 – Stop. Nataniel uspokój się. – tego dnia po raz kolejny zaczęli walczyć na spojrzenia i po raz kolejny Nat ustąpił dziewczynie. Jednak jego wzrok bolał. Był zawiedziony. Chciał jej bronić a ona kazała mu przestać. Skinął głową i pozwolił przejść jej do przodu. Nie patrzył już na nią. Coś się stało, coś się zmieniło. Zobaczyła go w innym świetle. Od początku chciał ją chronić a ona tylko mu to utrudniała. Poza tym przed chwilą to on przegrywał z Jankiem. Ta porażka bolała go najbardziej. Skoro Nataniel nie dawał sobie z nim rady, mógł nawet zginąć w tej przypadkowej bójce. W tej chwili doceniła to co starał się robić. To ona ustąpiła. Nie przeszła do przodu. Nie sprzeciwiła się jego niememu poleceniu. Zaskoczony patrzył jak się poddaję. Myślałam, że ujrzę ten złośliwy błysk zwycięstwa. A zobaczyłam coś na kształt szacunku. Nataniel docenił mój wysiłek i dlatego postąpił inaczej niż zamierzał. 

 – Bądźmy dorośli. Wejdźmy do domu i załatwmy to dyplomatycznie skoro Artemizja tego chce. – nawet nie spojrzał na Janka. Jego wzrok był utkwiony we mnie. Coś w nim ewidentnie uległo zmianie. Każdego dnia coraz bardziej musiał ze sobą walczyć. Było mu ciężko traktować ją tak protekcjonalnie. Weszli do domu. Dziadków nie było. Artemizja znalazła kartkę, że poszli do kościoła a potem mieli wstąpić do jakiejś znajomej. Jej goście usiedli przy stole a ona potrzebowała szklanki wody aby choć odrobinę się uspokoić. W końcu usiadła obok Nataniela. Może i był draniem ale mówił prawdę. Na Janka patrzyła jak by go widziała po raz pierwszy w życiu. 

 – Jak już ci wspomniałam wiem kim jest Nataniel. Wampirem tak jak Tomasz, mój chłopak. Ty natomiast jesteś wilkołakiem z tego co mi wiadomo. – siedział na przeciw niej i wydawał się myśleć zupełnie o czymś innym niż mówiła. Nie dowierzał, że ona będzie stała po ich stronie. Stronie morderców i najnędzniejszych kreatur tego świata. Samo przebywanie w towarzystwie żyjącego wampira było dla niego nie do zniesienia. Przez ostatni rok uczono go jak je zabijać i jak radzić sobie podczas pełni. Wiedział o nich wszystko, ale interesowała go tylko i wyłącznie ich śmierć. Tymczasem Art spotykała się z jednym z nich. To był dla niego poważny cios. 

 – Może i z nim nie jesteś ale jego fascynacja twoją osobą jest co najmniej zastanawiająca. Tak, jestem Wilkołakiem i uprzedzając twoje kolejne pytanie tak, jeśli tylko nadarzy się okazja zabiję tą szumowinę. – na te słowa Nataniel spiął się. Wzięła go za rękę. Zabrał ją jednak. Nie potrafił znieść jej dotyku. W końcu zrozumiał co się z nim dzieje. Wydobywała z niego dobro. Wszystko to, o czym zapomniał ponad dwieście lat temu. 

 – Nie, nie oczekuj, że za każdym razem kiedy poprosisz mnie abym był odpowiedzialny i nie rzucał się na niego ja cię posłucham. A ty wilczku przyjmij do wiadomości, że twoje wyzwanie zostało przyjęte. I taka dobra rada, nie zadzieraj z wampirem który jest wiekowy, bo może okazać się, że w pierwszym podejściu tylko cię sprawdzał a w następnym bez wysiłku cię zabije. – po tych słowach wstał i wyszedł. Trzaśnięcie drzwiami oznaczało, że nie był zły na Jana tylko na mnie. Nie rozumiałam dlaczego, w końcu go posłuchałam. Zrobiłam to o co mnie poprosił. Patrzyłam na zamknięte drzwi i gnębiły mnie różne wątpliwości. 

 - Jak możesz z nimi trzymać? On w każdej chwili może cię zabić, rozumiesz to? – patrzyłam na niego i go nie poznawałam. Jeszcze chwilę temu bez emocji mówił o śmierci a teraz był w stanie się o mnie martwić. Kim był? Na pewno nie facetem którego znałam całe życie. Czy to możliwe aby tak się zmienić? Kochałam Jana, ale nie rozumiałam. Próbował bez żadnej przyczyny zabić Nataniela. Dlaczego? Nie przerażał mnie fakt, że był istotą nadludzką, a to, że tak beznamiętnie podchodził do swojego zadania. Nie potrafiłam go w żaden sposób usprawiedliwić. To chyba było dla mnie najgorsze. 

 – Wynoś się. A jeśli skrzywdzisz Tomasza albo Nataniela albo innego wampira którego znam możesz być pewny, że sama cię znajdę i zabiję. Rozumiesz? – zapytała. Patrzył na nią z niedowierzaniem po czym wstał i wyszedł. Zostałam sama. W końcu miałam czas aby to sobie wszystko poukładać. Tak bardzo brakowało mi Tomasza. Tak strasznie za nim tęskniłam. Gdyby tutaj był jakoś by załagodził tę sprawę. Potrafił być rozsądny i opanowany. Bolało, że tak okrutnie potraktowałam Jana ale po jego słowach nie mogłam wierzyć, że niczego by nie zrobił Tomaszowi. I Natanielowi. Położyłam się i chciałam zasnąć. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.

niedziela, 4 stycznia 2015

8. Janek

        Rano. Kiedyś ktoś powiedział, że choćby cały świat zawalił ci się na głowę, to jutro i tak będzie dzień. Chociaż to wydawałoby ci się najgorszą niesprawiedliwością jutro i tak będzie rano. Po tym jak w nocy Tomek wyznał jej miłość prawie łkając wiedziała, że następny dzień nie będzie dobry. Chciała zatrzymać tamtą chwilę dla siebie i w niej wiecznie trwać. Jego oczy były jak dwa oceany pełne sztormów i burz a jednak tak piękne i pociągające. Oczy które kochały ją miłością tak wielką jak wszechświat. Amelia i Nataniel przyjechali po nich przed zajęciami. Panowała między nimi jakaś dziwna atmosfera. 

 – Cześć. Stało się coś? – zapytała wsiadając. Nataniel roześmiał się ironicznie. Przed chwilą nieźle pokłócił się z siostrą, czego potwornie nie lubił. 

 – Ależ skąd. Przecież jesteśmy jedną wielką rodziną, czyż nie siostrzyczko? – zwrócił się do Amelii. Tamta posłała mu mordercze spojrzenie. 

 – Wszystko gra. Ładnie wyglądasz Art. – zaskoczona dziewczyna spojrzała na swój ubiór. Założyła jakiś biały T-shirt, beżową kurtkę, jasne rurki i muszkieterki. Włosy związała w kucyk i założyła pierwszy, lepszy naszyjnik. Nie wydawało jej się aby w tym stroju było coś nadzwyczajnego czy ładnego. 

 – Dziękuję. – wydusiła gdy już ruszyli. Tomek ujął delikatnie dłoń swojej ukochanej i się promiennie. Chciał dodać Artemizji otuchy. Teraz upewniła się, że coś jest nie tak. Dojechali już jednak na parking szkolny i nie miała czasu go o to zapytać. Chciała wysiąść, ale Tomek ją zatrzymał. Amelia i Nataniel wysiedli. 

 – Powinienem był to zrobić wczoraj ale nie potrafiłem. Kocham cię i dla tego muszę na kilka tygodni wyjechać. Wiesz, że grozi nam niebezpieczeństwo. Jadę szukać pomocy. Nataniel... zostanie by cię chronić. On odpowie na wszystkie twoje pytania. Jest wcielonym złem, ale nie pozwoli aby stała ci się jakaś krzywda. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz moje postępowanie i mi wybaczysz. – o czym on mówił? Jaki wyjazd, dokąd? Po co? 

 - Nie, nie, nie, nie możesz mi tego zrobić. Nie zostawiaj mnie. Nie teraz. Nie z nim. Tomek..  
– Ciii… obiecuję ci, że wrócę najszybciej jak się będzie dało. Kocham cię. Pamiętasz co ci powiedziałem w nocy? – Kiwnęła głową, że tak. Czuła jak łzy siarczyście płyną jej po policzkach. 

 – Właśnie. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Choć tu. – wyciągnął ramiona. Przylgnęła do niego. Czuła jego zapach przypominający o tym co razem przeżyli. Nie rozumiała tego co się działo. Ufałam mu i w tej chwili nie liczyło się nic innego tylko to, że był tam i to, że miał wyjechać nie wiedzieć na ile i gdzie. 

 – Proszę cię nie wyjeżdżaj. Znajdziemy jakieś wyjście. Nie zostawiaj mnie. – wiedziała jakie to było żałosne, ale musiała spróbować. Nie potrafiła sobie wyobrazić jak by to było gdyby znów musiała czuć się jak kilka tygodni wcześniej. W tej jałowej, egzystencjalnej pustce, bez niego. 

 – Art to jest jedyne wyjście. Nie wyobrażasz sobie jak mi jest ciężko. – przytulił ją jak najmocniej, a potem pocałował. Wysiedli z auta. Otarł łzy, które nie chciały przestać lecieć. Patrzył na nią, a jego serce kołatało się. Krwawiło, jak po zadaniu najmocniejszego ciosu. Zostawiał ją… wyjeżdżał i sam do końca nie wiedział kiedy wróci. 

 – Kocham cię, słyszysz? Wszystko będzie dobrze. Wrócę jak najszybciej i oboje będziemy wspominać to pożegnanie ze śmiechem. Obiecuje ci to. – znów ją pocałował. Nie chciał pozwolić jej mówić bo oboje wiedzieli, że by uległ i został. Ten pocałunek wyrażał całą miłość, ból i smutek jaki odczuwali. W końcu Amelia wsiadła z powrotem do samochodu. Artemizja trzymałam Tomka za rękę i nie chciałam jej puścić. W pewnym momencie poczuła jak czyjeś ręce obejmują ją od tyłu. To był Nataniel. Tomasz wsiadł do samochodu z sercem na dłoni, a Amelia ruszyła. Patrzył na scenę którą zostawiał w Łubowicach, miejscowości która dała mu największe szczęście życia. Ona natomiast zaczęła szlochać tak przeraźliwie, jak nigdy wcześniej. Jak mógł ją zostawić? 

 - Nie, nie, nie, nie. – Nataniel odwrócił dziewczynę w swoją stronę. Nie chciała na niego patrzeć, wyrywała się. 

 – Uspokój się. – przytrzymał jej ręce. 

 – Zostaw mnie. – wysyczała. Nie znosiła go. To z jego powodu. To z jego przyjazdem zaczęły się te wszystkie kłopoty. Prezentował sobą jej najgorsze koszmary. 

 – Posłuchaj mnie, dziewczynko. Obiecałem mojemu bratu cię chronić a on aby cię ocalić pojechał błagać samego diabła o pomoc, więc okaż choć odrobinę wdzięczności i przestań robić z siebie widowisko. – brutalnie przyciągnął ją do siebie i nie dał możliwości ruchu. 

 – A teraz mnie posłuchasz. Wszyscy na nas patrzą więc przestaniesz się w końcu wyrywać, obejmiesz mnie i przytulisz się. Radzę ci aby to wypadło przekonująco. – nie bała się go, ale z braku jakiejkolwiek możliwości innego ruchu, zrobiłam to co kazał. Wcześniej ją tylko irytował ale teraz szczerze go nienawidziła. 

 – Dobrze. Teraz cię puszczę i wezmę za rękę. Już chyba wiesz do czego jestem zdolny, dlatego nie radzę ci wykręcać jakiegoś numeru który mógłby się dla ciebie źle skończyć. – syknął jej do ucha. Dlaczego Tomasz zostawił ją tym zadufanym w sobie palantem? Nie rozumiała. Tymczasem Nataniel prowadził ją do jakiegoś wypasionego samochodu. Najprawdopodobniej jego własności. Wsiedli do środka. Postarała się trochę ogarnąć i dojść do siebie. W swojej chorej logice Nat miał rację. Tomek pojechał aby zdobyć dla nich jakąś pomoc. A ona musiała zostać i dać sobie radę z tym szatańskim pomiotem, któremu nadano imię Nataniel. 

 – Posłuchaj, musimy ze sobą współpracować a wszystko ułoży się tak jak powinno. Tomek wróci i znów będziecie zajebiście szczęśliwi. – Jego głos był szczery ale i tak mu nie ufała. Jednak skoro Tomek powierzył mu jej życie musiał mu ufać. Co miała zrobić? Kochała Tomka i nie kwestionowała jego decyzji. Jednak i ona miała granice cierpliwości, które Nataniel już nieźle nadszarpnął. 

 – Niech ci będzie. – odparła, obdarzając go okropnym spojrzeniem. „Tomek wierzę w słuszność twojego wyboru” pomyślała. 

 – Poczekaj Art, nie chcę cię denerwować. Mam cię nauczyć stawiać umysłową barierę, więc proszę cię uspokój się. – chwilę się zastanawiała. W końcu jaki inny miała wybór. Nataniel zaczął swój wykład. 

 – Bariera umysłowa to zdolność którą wampiry mają wrodzoną a której ludzie mogą się nauczyć. Nie jest to okropnie trudne, ale wymaga skupienia. Dzięki takiej barierze możesz łatwo ukryć swoje myśli przed osobnikami mojej rasy. Jest to w naszym przypadku wielce pomocne. Na początek wyobraź sobie, że twoje myśli to rwąca rzeka. Wiem, że potrafisz obserwować jak płyną . To nam ułatwi zadanie. Teraz wyobraź sobie, że ta rzeka wpływa do mojego umysłu. Spróbuj postawić mur i skierować rzekę w inny kierunek. – skoncentrowała się. Było to trudne. Wyobraziła sobie rzekę, wyeliminowała nie potrzebne myśli i spróbowała postawić mur. Było to jednak skomplikowane. Ćwiczyli dość długo. 

 – Musisz mieć czysty i otwarty umysł. Staraj się odizolować od otoczenia. Dasz radę, w końcu ja cię tego uczę.- zadufany palant. Jak ona miałam się przy nim skupić? Zamknęła jednak oczy i spełniła jego polecenie. 

 – No widzisz, mówiłem, że nawet ty sobie z tym poradzisz. – uśmiechnął się protekcjonalnie. Naprawdę go nie znosiła. Wieczorem jeszcze długo pracowali nad zadaniem. Art była wdzięczna opatrzności, bo wampir chyba zdał sobie sprawę, że dziś lepiej z nią nie zaczynać. Opuściła dzisiejsze zajęcia nie potrafiąc się na niczym skupić. Starała się być silna dla Tomka. 

 – Art gdzie Tomek? Chciałam go poprosić aby zdjął jedną ze skrzyń ze strychu. No wiesz, tą z drewnianą. Sama sobie nie poradzę. – dziewczyna obdarzyła babcię uśmiechem. 

 – Będziemy musiały same to zrobić, bo Tomek musiał wyjechać na jakiś czas. To ma związek z jego rodziną. – staruszka zrobiła zdziwiona minę, ale o nic więcej nie zapytała wnuczki. Widziała, że się męczy, ale skoro sama się do niej nie zwróciła, nie będzie na siłę ciągnęła ją za język. Obie kobiety poszły na strych. Artemizja przeceniła swoje możliwości. Skrzynia była naprawdę duża i ciężka. Starała się ją podnieść, ale ta ani drgnęła. W końcu zaczęła ją przesuwać. Babcia odradzała jej to, ale dziewczyna uparta jak osioł i nie zamierzała się poddać. Wpadła na pomysł aby powoli spuścić skrzynię po schodach. Obwiązała ją linami i poczęła ją spychać w dół. Nie przewidziała jednak, że będzie ona cięższa od niej. Kiedy tylko znalazła się na schodach, Art straciła kontrolę nad tym co się działo i pewnie spadłaby razem ze skrzynią ze schodów, gdyby ktoś nie złapał i jej i liny w ostatniej chwili. Nataniel westchnął, upewnił się, że dziewczynie już nic nie grozi i zniósł przedmiot na dół. Zeszła zaraz za nim i było jej głupio, że musiała mu podziękować. 

 – Dziękuję, pewnie gdyby nie ty… 

 - Art kochanie co tam się dzieje? – zawołała jej babcia z kuchni. 

 – Wszystko dobrze, babciu. - Odpowiedziała. Nataniel uśmiechnął się do niej tak inaczej niż zwykle. 

 – Szczerze powiedziawszy nie sądziłem, że będę cię ratował przed skrzynią z jabłkami. Przed krwiożerczymi wampirami, napalonymi małolatami, ale żeby przed skrzynią… tego się nie spodziewałem. – dostał kuksańca w bok i poszli do kuchni. Babcia dziewczyna właśnie robiła kolację, a dziadek drzemał w na swojej kanapie. 

 – Babciu to jest brat Tomka, Nataniel. – kobieta przyjrzała mu się. Art obawiała się, że od razu pozna jego charakter, ponieważ ona bardzo szybko rozszyfrowywała ludzi. Do niego jednak tylko się uśmiechnęła. 

 – Twój brat jest częstym i bardzo mile widzianym gościem w naszym domu. Mam nadzieję, że ciebie będziemy również widywać. A teraz zabierz tę skrzynię i przenieś do spiżarni. – pani Miłorzębska miała bardzo pozytywny charakter. Nigdy nikomu nie zrobiła krzywdy i zawsze starała się traktować wszystkich po przyjacielsku. Nie oceniała i tego starała się nauczyć swoją wnuczkę. Mała miła charakterek po ojcu. Kobieta widziała go tylko jeden raz, ale wiedziała, że córka to skóra zdjęta z ojca. Kiedy jej córka oznajmiła, że się rozstali, starsza kobieta bardzo tego żałowała. Potem kłopoty posypały się już na całego. Wnuczka nie potrafiła dogadać się z mamą i zamieszkała u nich. Była im wsparciem i opoką, ale kobietę martwił fakt, że dwie ukochane jej osoby nie potrafią dojść do porozumienia. Brat Tomeczka wydawał jej się w jakiś sposób inni od brata. Widziała w nim pokłady dobra i cierpienia co w tym wieku bardzo rzadko się zdarza. Niedawno nauczyła się to rozpoznawać. A dokładnie w czasie w którym jej wnuczka straciła chłopaka. przez całe swoje, długie życie, kobieta nie widziała tak załamanego człowieka. Potem pojawił się Tomek i wyciągnął ją z tego w czym tkwiła. Właśnie dlatego tak bardzo go polubiła. Nataniel był zaskoczony bezpośredniością kobiety. Chyba dlatego bez żadnego gadania wypełnił jej polecenie. Myślami ciągle jednak był przy dziewczynie brata. Sam nie wiedział co go tak w niej pociągało. To a pewno nie był popęd. Artemizja była…. Inna. Miała w sobie walkę, przypominała mu Jasminę i właśnie dlatego był dla niej taki nieprzystępny. Nie chciał aby go polubiła bo to bolałoby podwójnie. Jeszcze dwa dni temu chciał ją odebrać Tomkowi, ale potem przyszła refleksja. Owszem, nieodwracalnie zraniłby brata ale co z nią? Zabawiłby się i później podążył za Tomkiem aby nadal go gnębić, a ona pozostałaby tutaj ze złamanym sercem i chęcią mordu. Nie, nie potrafił jej tego uczynić. Dlatego kiedy tylko wrócił był dla niej niemiły i nieprzystępny. Starał się kąsać ją ale nie na tyle aby na poważnie ją zranić. Tylko tak aby była do niego negatywnie nastawiona.
Kilka dni później.


- Idę już. Nie musisz mnie poganiać, nie jestem twoją zabawką. – była na niego wściekła. Cały ranek zachowywał się nie normalnie. Pomijając fakt, że ostatnie dni były najgorszymi w jej życiu. Dziś Nataniel przechodził samego siebie. Ciągle ją pospieszał. – Czyżby? – uśmiechnął się obłudnie. Miała szczerą ochotę dać mu w twarz. Wzięła torbę i skierowała się do wyjścia z domu. Dziadków już nie było. Pojechali na targ z samego rana. Pojechali do szkoły. Jeśli tylko się dało nie rozmawiała z Natanielem wcale. Drażnił ją i robił wszystko aby choćby przez chwilę nie pomyślała, że jest w nim odrobina dobra. Zabrał jej telefon i zabronił spotykania się z kimkolwiek. Nawet z Magda nad czym najbardziej ubolewała. Jednak nie doceniła swojej przyjaciółki, która doskonale zdawała sobie sprawę, że to wszystko przez niego. Pewnego dnia stanęła naprzeciw Nata i zrobiła mu piekielna awanturę. Ten dla świętego spokoju pozwolił im porozmawiać. Jedyny kontakt z ludźmi miała właśnie w szkole. Pierwsze było wychowanie fizyczne. Ze względu na zbliżającą się studniówkę sala była przybierana a uczniowie tylko siedzieli i zajmowali się swoimi sprawami, na które składały się głównie plotki. Nie znosiła tego, wołała posiedzieć w bibliotece, ale Nataniel uważał, że to czas na rozmowę. Najgorsze było to, że w-f był łączony z innymi klasami. Takim sposobem miała lekcję połączoną ze swoim byłym chłopakiem i jego nową dziewczyną. Nie ruszało jej to za bardzo ale ich najwyraźniej tak. Weszli na korytarz przed salą która była jeszcze zamknięta. Wszystkie spojrzenia jak zawsze były utkwione w Natanielu który, ubrany na czaro, wyglądał zabójczo przystojnie. Zdawał sobie z tego sprawę i skrzętnie to wykorzystywał. Stanęła gdzieś w pobliżu swojej klasy. Wampir najpierw zwrócił na siebie uwagę wszystkich a potem przeniósł ją na dziewczynę takim oto pytaniem: 

 - Art moja księżniczko. – wyciągnął rękę i zrobił gest który miał znaczyć, że chce aby do niego podeszła. Jeśli nie chciała większej sensacji musiała spełnić jego polecenie. Jak ona tęskniła za Tomaszem. Za jego szczerym uśmiechem, za jego pocałunkami. Podeszła do Nataniela. 

 – Ty jesteś głuchy czy nie dociera do ciebie, że nie życzę sobie abyś zwracał się do mnie w ta… 

 - Po pierwsze księżniczko nie wydaje mi się aby to był koncert życzeń. Po drugie ktoś obcy kręci się po szkole. – dwie dziewczyny które stały blisko chyba podsłuchiwały bo Nat rzucił im obłędny uśmiech. Jej natomiast zajęło dłuższą chwilę przyswojenie tego co powiedział. Czyżby koszmar miał się zacząć? ` 

 - Tutaj? – spojrzała na niego z niedowierzaniem. Podniósł rękę i założył jej opadające włosy za ucho. Gest który tak bardzo kochała w Tomaszu. Zmierzyła go nienawistnym spojrzeniem. W końcu je odwzajemnił. Co zobaczyła w tych pokrętnych oczach? Ironię, kpinę i coś jeszcze. Coś co widziała w oczach Tomasza. Jakąś iskrę która szybko minęła. 

– A gdzieżby indziej. Chodź. Przejdziemy się. – podał dziewczynie dłoń. Niechętnie ją przyjęła. Obawiała się go, ale co miała zrobić? Jeśli miał rację, a miał na pewno, była w niebezpieczeństwie. Na korytarzach panował poranny zgiełk i tłok. Jednak tam gdzie przechodzili ludzie milkli i przyglądali im się. W końcu dostrzegła tego obcego jak nazwał go Nataniel i z uśmiechem podeszła do niego. Janek Lubomirski.